Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Mów tylko swoim językiem

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Mów tylko swoim językiem

Mów tylko swoim językiem

Magdalena Pasierska i Majeran – liderzy zespołu „MeMyself And I” ujawniają źródło nazwy zespołu i źródła inspiracji w pracy twórczej. Wyjaśniają, kim jest beatboxer i jaka jest jego rola w zespole. Przedstawiają także własną interpretację problemu korzystania z dóbr kultury dostępnych w Internecie.

Marzena Mróz:
Jak byście określili swoją muzyczną specjalizację?

Majeran:
Produkowanie dźwięków przy pomocy ludzkiego głosu...

Magdalena:
... Paszczą!

Kto wymyślił niebanalną – trzeba przyznać – nazwę Waszego zespołu?

Magdalena:
To wyszło absolutnie spontanicznie. Improwizowaliśmy na próbie i zaczęłam śpiewać slogan – popularne słowa poezji angielskiej „It’s me, myself and I”. Majeran je podchwycił i stwierdził, że to określenie świetnie nas charakteryzuje. Bo jesteśmy trio, jak każde z tych określeń odnoszących się do jednej osoby. A jednocześnie uzupełniamy się.

Kim jest ta trzecia, tajemnicza osoba?

Majeran:
Beatboxer, czyli człowiek, który imituje instrumenty perkusyjne ludzkim głosem. Beatboxerzy się zmieniają, my z Magdą tworzymy trzon.

Mówicie trzema głosami, na które składają się: melodia, harmonia, rytm. To Wasz manifest artystyczny?

Majeran:
Naszym podstawowym założeniem jest tworzenie muzyki za pomocą trzech ludzkich głosów.

To wystarcza?

Majeran:
To otwarta formuła, w której dużo się dzieje i zmienia. Czasami głosem harmonicznym jest Magda, innym razem ja. Czasami beatboxer śpiewa, a ja przejmuję jego robotę. Pierwszą jednak ideą i sposobem na wykonywanie utworu było przeniesienie jazzowego tria na zespół wokalny.

Magdalena:
To nasz manifest techniczny – można powiedzieć. Sposób, w jaki my sobie ten świat muzyczny zawężamy od strony narzędzi.

Majeran:
Mamy też antymanifest stylistyczny, który zakłada niezakładanie żadnego stylu. Robimy muzykę, ale nie narzucamy sobie, czy ma to być jazz, czy utwór klasyczny. Nie chcemy stawiać sobie żadnych barier.

Magdalena:
Nad stylem w ogóle się nie zastanawiamy. Dopiero jak utwór powstanie – ewentualnie określamy go.

Czy to oznacza, że nie wykluczacie w muzyce niczego?

Majeran:
Zaczynamy od dźwięków, a potem pojawia się brzmienie. Podczas pracy nasze umysły są otwarte i skoncentrowane na robieniu muzyki bez jakichkolwiek założeń. Chcemy, żeby nasze utwory były absolutnie szczere.

Magdalena:
Ja bym to wytłumaczyła tak: nie zakrywaj się, nie powielaj, mów tylko swoim językiem, nie wkładaj w swoje usta słów, które już zostały powiedziane. Szukaj siebie, rób swoje, stawiaj na siebie. To przesłanie można przeczytać na okładce naszej ostatniej płyty „Do Not Cover!”, która ukazała się w marcu tego roku.


Czy w Waszej twórczości muzycznej padają w ogóle słowa?


Majeran:
Padają, a na początku naszej wspólnej drogi śpiewaliśmy nawet standardy jazzowe. Zanim jeszcze zaczęliśmy tworzyć swoje. I, tak jak dziś podkreślamy, żeby mówić własnym językiem, dość szybko odeszliśmy od wykonywania coverów.

Z jakimi instrumentami współgrają Wasze głosy?

Majeran:
Korzystamy z harmonizerów – urządzeń, które potrafią przemienić jeden ludzki głos na przykład w cały chór.

Czy macie swoich mistrzów, osoby które Was inspirują?

Magdalena:
Od jakiegoś czasu przyjęłam wektor przeciwny wobec tego, co się wokół dzieje i wróciłam do klasyki. Ostatnio słucham płyt Philippe'a Jaroussky'ego i słucham książek nagranych na audiobooki, co przypomina mi emocje z dzieciństwa, kiedy czekałam na audycję „Ptasie Radio w Polskim Radiu”.

Majeran:
Inspiracje to suma doświadczeń, które człowiek ma w sobie. Ja również słucham muzyki klasycznej, a także jazzu – szczególnie jest mi bliski Chick Corea. Przeczytałem mnóstwo książek, posłuchałem muzyki. Teraz czas na mnie. Jestem dziś bardziej po stronie tworzenia, a mniej po stronie konsumpcji kultury.


Podoba mi się to, co powiedziałeś o inspiracji jako sumie doświadczeń. Rozwiń proszę tę myśl.


Majeran:
Wszystko, co przeżyliśmy, czego wysłuchaliśmy, co zobaczyliśmy, wpływa na nas i zastanawiam się, kto tak naprawdę jest właścicielem praw autorskich utworów. Bo czy można sobie rościć prawo do wynalezienia koła? Nie bardzo, prawda? Tak samo jest z muzyką. My przecież nie do końca wymyśliliśmy to, co robimy, w końcu jedynie przetwarzamy dźwięki...

Magdalena:
Najbardziej „nasi” i najbardziej niezastąpieni jesteśmy w tym my: Majeran i ja.

Majeran:
Z kolei my jesteśmy sumą doświadczeń wielu artystów uprawiających muzykę przez setki lat. Czy zatem możemy sobie rościć prawa do tego, co przez nas „przeszło”?

To rzeczywiście bardzo ważna kwestia, a niewiele osób się nad nią zastanawia.

Majeran:
Uważam, że jesteśmy „filtrami” doświadczeń innych artystów.

Magdalena:
Tak, ale nakładamy na tę sumę doświadczeń własny, niepowtarzalny faktor. To słychać i widać. Jakich kategorii trzeba użyć do poszukiwań innowacyjności i jedynego w swoim rodzaju, niepowtarzalnego stylu, talentu, formy? Bo trzeba by było takie kategorie stworzyć. Na przykład opatentować głos Kurta Cobaina, uznając go za jedyny w swoim rodzaju.

Z drugiej strony komponujecie utwory, które – choć są sumą doświadczeń wielu artystów – są również owocem Waszej pracy i talentu. Nagrywacie je na płyty. Czy jesteście piratowani?

Majeran:
Regularnie. Nasze płyty są do ściągnięcia w Internecie. I jeżeli nasz fan sięga po nie tylko po to, żeby ich posłuchać – ja nie mam nic przeciwko temu. A wręcz przeciwnie – uważam, że dziś piosenka zamieszczona w Internecie jest banerem reklamowym artysty. Mówi: „Przyjdź na mój koncert!”. Trzeba się cieszyć, że ludzie chcą nas słuchać w sieci! Jeżeli natomiast nasza muzyka ma komuś służyć do zarabiania pieniędzy, to ta osoba powinna się podzielić zyskiem z nami. Jeśli próbuje tego unikać, to dla mnie jest to nie fair.

Magdalena:
Mam wrażenie, że obowiązujące w Polsce prawo nie jest w stanie tej zastanej sytuacji okiełznać. Po prostu nie nadąża za rozwojem wydarzeń! Wszyscy konsumenci Interenetu są dziś przyzwyczajeni, że produkty kultury są niejako w „wolnym obiegu”. Tak już jest, to jest sytuacja nie do opanowania.

Majeran:
Mam pomysł, żeby wprowadzić podatek od informacji, który wszyscy musielibyśmy płacić!

Wszyscy?!

Majeran:
Przepływ informacji można porównać do autostrady, z której korzysta każdy z nas. Uważam, że głupim posunięciem jest ściganie ludzi za to tylko, że posłuchali piosenki, która znalazła się w sieci. Z kolei wielu utworów, które „lecą” w radio, ja nie chcę słuchać – ale muszę. Odwróćmy to w drugą stronę! Może trzeba zapłacić ludziom, którzy czegoś słuchają wbrew swojej woli? Może wszyscy powinniśmy dostawać pieniądze – rodzaj rekompensaty – za oglądanie niechcianych reklam?

Magdalena:
I to jest ta rzeczywistość zastana. Mamy takie „autostrady” i dobra wspólne budowane przez całe społeczeństwo znajdujące się w stanie in progress niezależnie od tego, czy zajmujemy się muzyką, czy jesteśmy jej konsumentami. Teraz powinniśmy wypracować sposoby regulacji prawnej, bo tego, co się dzieje w sieci, nikt już nie zatrzyma.


Rozmawiała Marzena Mróz


fot. Marcin Twardowski


© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.



Do góry!


Społeczna Kampania edukacyjna Legalna Kultura realizowana przez Fundację Legalna Kultura

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej