Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Dlaczego legalna kultura jest dekalogiem postępowania z produktami kultury?

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Dlaczego legalna kultura jest dekalogiem postępowania z produktami kultury?

Dlaczego legalna kultura jest dekalogiem postępowania z produktami kultury?

Muniek Staszczyk, lider zespołu „T. Love”, opowiada o pracy nad „Old Is Gold” – najnowszą płytą zespołu, o pasji tworzenia i o źródłach inspiracji, jak również o szacunku dla artystów. Artysta tłumaczy także, dlaczego według niego legalna kultura jest dekalogiem postępowania z produktami kultury.

 

Marzena Mróz: „T. Love” zamilkł na kilka lat, a teraz startujecie z nową płytą „Old Is Gold”. Jak rozumieć ten tytuł?

Muniek Staszczyk: To nasz pierwszy od sześciu lat album studyjny. Płyta, która powstawała przez ostatnie cztery lata. Zwróciłem się w niej ku starej muzyce i można powiedzieć, że jest to podróż do źródeł. Tytuł płyty „Old Is Gold” przetłumaczyłbym po swojemu na „stare, ale jare”. Na okładce jest ogromne drzewo, które – można metaforycznie powiedzieć – przetrwało nie jedną burzę. Tak jak nasz zespół, który gra od trzydziestu lat i wiele przeszliśmy razem. Jako kumple szanujemy się, choć było wszystko: bójki, narkotyki, alkohol. Ale przez cały czas ciężko pracowaliśmy.

 

Powiedziałeś ostatnio: Jesteśmy starą, zakurzoną kapelą, ale chcemy pokazać dzieciakom, gdzie tkwią korzenie rock and rolla”. Gdzie zatem tkwią?

Muniek Staszczyk: Muzyka rockowa to jest rzeka, która płynie już dobrych siedemdziesiąt lat, a zaczęła się od bluesa w delcie Missisipi. Płyta nawiązuje do czarnego bluesa i takich wykonawców, jak Muddy Waters czy John Lee Hooker. Naszą inspiracją był też nakręcony przez Martina Scorsese serial pod tytułem „Blues”, który przedstawia historię amerykańskiej muzyki. Słuchaliśmy dużo „korzennych” utworów, stare płyty Boba Dylana, Leonarda Cohenna, Johnego Casha. Szukaliśmy nowego, bardziej swingowego sposobu grania, choć wciąż jest to rock and roll. Składnikami bazowymi tej płyty są: blues – oczywiście w stylu T. Love, bo przecież nie jestem czarnym wokalistą i nie zamierzam takiego udawać, folk i country. Ale nie mylić z Mrągowem, z kiełbaską countrową pod piwko. Ta muzyka nie ma wieku i jest naprawdę warta grzechu. Szorstko i ciekawie brzmi.

 

Nagrywaliście płytę „po staremu”, na analogową taśmę, metodami z lat 50. i 60. Jaki efekt chcieliście osiągnąć?

Muniek Staszczyk: Świat gna dziś do przodu, ludzie nie mają na nic czasu. Tymczasem nasza płyta jest zupełnie w kontrze. Chcieliśmy powrócić do czasów, kiedy słuchało się pocztówek dźwiękowych, płyt analogowych, kaset. Długo szukaliśmy studia nagrań, które spełniłoby nasze warunki. W końcu nagraliśmy ją w studiu Polskiego Radia na Woronicza, w którym nagrywają orkiestry symfoniczne, a także w Rogalowie pod Lublinem, gdzie mieści się typowo analogowe studio. Wszystkie wokale nagrywałem na mikrofonie z lat 40. „Old Is Gold” powstała bez użycia komputera, tak jak kiedyś, gdy zespoły rejestrowały swoje piosenki w jednym pomieszczeniu, bez separacji instrumentów.

 

Pewnie kosztowała dużo więcej niż inne, nagrywane w tradycyjny – według dzisiejszych standardów – płyty?

Muniek Staszczyk: Oczywiście. To najdroższy ze wszystkich naszych dotychczasowych krążków. Ta płyta kosztowała 170 tysięcy złotych. Większość tej kwoty to pieniądze EMI – naszej wytwórni płytowej, z którą współpracujemy od lat, ale również cały nasz zespół dołożył do wydania tego albumu. Może jesteśmy świrami, ale podchodzimy do tematu z pietyzmem. Dlaczego wydajemy własne pieniądze na płytę? Pewnie dlatego, że jesteśmy muzykami, a nie jakimiś dorobkiewiczami.

 

Prywatnie korzystasz z komputera?

Muniek Staszczyk: Ja w ogóle nie jestem cyfrowy, jestem analogowy. Komputera używam jedynie do wysyłania mejli. Nie atakuję, nie walczę, ale też nie identyfikuję się z takimi wynalazkami, jak na przykład Facebook. Nie kupuję też muzyki z sieci, wolę płyty, jestem oldscoolowym słuchaczem.

 

Jak daleko odeszliście od swoich starych, dobrze znanych utworów, takich jak: „IV LO”, „Wychowanie”, „Karuzela”, „Warszawa”?

Muniek Staszczyk: Sądzę, że dla niektórych nasza najnowsza propozycja będzie dużym zaskoczeniem. Teksty piosenek z tej płyty nie dotykają spraw bieżących. Nie ma w nich polityki, współczesnej Polski – co wcześniej nam się zdarzało. Tak jak w bluesie – słowa i tematy są tu uniwersalne i dotyczą Boga, wiary i niewiary, dobra, zła, miłości, namiętności, seksu, relacji międzyludzkich. Wszystko to są moje myśli – człowieka wierzącego, a jednocześnie wątpiącego. Nie chcę też na tej płycie udawać, że jestem młodzieniaszkiem i wciskać się w kolorowe ciuszki.

 

Wciąż jesteś bardzo popularnym wokalistą. Czy masz tego świadomość?

Muniek Staszczyk: Na meczach Euro ludzie podchodzili do mnie i mówili: „pan jest naszym ulubionym celebrytą”. A kto to jest celebryta? Moim zdaniem to totalny leniuch, który nic, tylko odcina kupony. A ja jestem muzykiem! Nie wymyślam skandali, nie opowiadam publicznie o swojej depresji i życiowych partnerkach.

 

Który z nowych utworów ma szansę pobić rekord popularności przeboju T. Love – I Love You”?

Muniek Staszczyk: Sądzę, że żaden, ale mogę się mylić. Album promuje utwór pod tytułem „Poeci umierają”; kolejnym singlem będzie piosenka „Lucy Phere” – ballada, z którą wiążę duże nadzieje. Jest też ważna piosenka „Ostatni taki sklep”, która mówi o tym, że znikają sklepy płytowe. Jeśli chodzi o hity, to ja się cieszę, że T. Love uzbierał ich tyle przez te wszystkie lata. Dzięki temu słuchają nas studenci, możemy zagrać koncert w „Stodole” dla rockowej publiczności, a także wystąpić na tak zwanym evencie, czyli zamkniętej imprezie dla korporacji. Gramy banalnie – dla wszystkich, choć T. Love nigdy nie był zespołem masowym.

 

Którą z nowych piosenek lubisz najbardziej?

Muniek Staszczyk: Zdecydowanie „Lucy Phere”. To tekst, który mi wyjątkowo wyszedł.

 

Czy jest on komuś dedykowany? Istnieje jakaś Lucy?

Muniek Staszczyk: Lucy to metaforycznie kobieta, a nawet więcej – to metafora życia, wiecznego odbijania się od demona do Boga. Dlaczego imię żeńskie? Bo kobieta to pokusa. Normalne, ludźmi jesteśmy...

 

Skąd czerpiesz inspiracje do tworzenia piosenek?

Muniek Staszczyk: Wielu ludzi mnie inspirowało, i kobiety i mężczyźni. Pomysły czerpię zwykle z zasłuchanych rozmów w barach, luksusowych lokalach, a także z książek i płyt. Są w nich kobiety i portrety, żona, przyjaciele, faceci na granicy swoich nałogów. Ja nie potrafię ładnie napisać o naturze. To co mnie napędza w tekstach, to kosmos ludzki. Świat! Trzeba jednak powiedzieć, że mam w sobie outsiderstwo, wrodzoną nieufność. Taki też jest mój punkt widzenia. Po prostu mam dystans.

 

Na płycie znalazło się logo Fundacji Legalna Kultura. Co to oznacza?

Muniek Staszczyk: Nawiązałbym tu do historii biblijnej: jeżeli coś wykonujesz, tworzysz – należy ci się za to zapłata. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś będzie chciał to kupić. Dla mnie legalna kultura to taka, której nie biorę za darmo bez zgody jej twórcy. To – inaczej mówiąc – dekalog postępowania z produktami kultury.

 

Co sądzisz o legalności kultury w Polsce?

Muniek Staszczyk: Jestem przeciwny wolnej amerykance bez żadnych zasad. Żeby sztuka mogła się rozwijać, trzeba wspierać jej twórców. Legalność, to dla mnie  traktowanie artysty fair. Jak mam kumpla malarza, z którym piję wódkę, to kupuję od niego obraz, bo wiem, że to jest jego robota. Podobnie, mam nadzieje, jest z naszymi słuchaczami. Te twoje trzydzieści złotych, które wydajesz na płytę, to jest rodzaj wsparcia, podkreślenia, że lubisz tego, a nie innego twórcę. Bo jeśli pisarz czy autor tekstów daje ci z siebie wszystko, co najlepsze – to ty też potraktuj go poważnie i uczciwie kup jego produkt. On ci coś dał, to i ty też powinieneś mu coś dać. A co możesz mu dać, jeżeli go nie znasz? Kup jego dzieło. Szacunek, tylko tyle. Proste.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała Marzena Mróz

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.



Publikacja powstała w ramach Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura


Do góry!


Społeczna Kampania edukacyjna Legalna Kultura realizowana przez Fundację Legalna Kultura

W 2019 roku dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego