Ja w internecie

PROGRAM SZKOLENIOWY W ZAKRESIE ROZWOJU KOMPETENCJI CYFROWYCH



Wyszukaj na stronie "Ja w internecie"



Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Czarna owca czy raczej czarny koń?

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Czarna owca czy raczej czarny koń?

Czarna owca czy raczej czarny koń?

13.08.21

Jeśli chcę zobaczyć film, to jednak za wszelką cenę staram się pójść do kina. Lubię kino. Uważam, że ten sam film obejrzany na ekranie komórki i w kinie, to mogą być kompletnie różne filmy. To jest primo, a secundo, to jest też spotkanie z innymi ludźmi. Przeżywamy to razem. Nagle się tworzy taka patchworkowa zbieranina ludzi i przeżywamy razem te same emocje. To jest nie do podrobienia.” – z Kamilem Szeptyckim, odtwórcą jednej z głównych ról w filmie „Czarna owca”, o blaskach i cieniach bycia młodym aktorem rozmawiał Paweł Rojek.

 

Kiedy zobaczyłem twoją biografię, to trochę mnie zaskoczyła. Jesteś nadal młodym aktorem. Miałeś swoje wielkie wejście w „Kamieniach na szaniec”. Potem 7 lat grania mniejszych ról, pojedyncze odcinki w serialach, epizody jak w „Banksterach”… Co myśli sobie taki aktor, który miał, wydawałoby się przełomową rolę w wieku 23 lat, a potem nic się nie dzieje?

 

Tego pytania jeszcze nikt mi nie zadał, może ono wisiało w powietrzu. Już na drugim roku studiów dostałem propozycję zagrania w filmie „Kamienie na szaniec”, problem polegał na tym, że ja tam nie robiłem roli. Na etapie pierwszej wersji scenariusza postaci Rudego, Alka i Zośki były rozpisane po równo. Ale wtedy film trwałby ponad 3 godziny. Trzeba było coś skrócić, więc wycięto całą postać Alka już na poziomie scenariuszowym. Więc ja w sumie w „Kamieniach...” dwa razy przebiegłem, trzy razy krzyknąłem i tyle.

 

„Kamienie na szaniec” to był ważny film i był dość mocno też wypromowany, i dużo osób go obejrzało i faktycznie ten czas był dla mnie bardzo ważny. Dla mnie dla człowieka, dla aktora. To było właściwie moje pierwsze spotkanie z planem filmowym. Graliśmy czasem na trzy kamery, więc to było potężne przeżycie, na wielu płaszczyznach. I paradoksalnie bardzo się cieszę, że przez te lata potem, miałem trochę oddechu. Że nie wpadłem w tę maszynę i nie byłem od razu eksploatowany. Musiałem dokończyć szkołę, miałem jeszcze trzy lata nauki przed sobą. Widzę, że moje życie zatoczyło krąg i teraz jestem bardzo często w podobnych sytuacjach, w jakich byłem wtedy. I dzięki temu mogę na to spojrzeć z perspektywy ostatnich lat. Czy coś przerobiłem? Czy coś przemyślałem? Czy coś się we mnie zmieniło? Czy do podobnych zagadnień podchodzę już odrobinę inaczej? Może dojrzalej. Więc jest to bardzo ciekawy czas. Miałem po drodze kilka ról, o których mówiono, że one sprawią, że będę teraz totalnie rozchwytywanym aktorem i to się nie działo. Bo to, bo tamto. Więc to jest ciekawe, że po raz kolejny spotyka mnie projekt, po którym ta kariera ma pogalopować i ruszyć. A dzięki temu, że nie pogalopowała, mogłem sobie uporządkować sprawy życiowe. Mogłem się zastanowić, co jest dla mnie ważne jako dla człowieka. Mogłem sobie powyprowadzać różne traumy i mogłem się z nimi zmierzyć na spokojnie. Więc chyba powoli jestem gotowy, by witać karierę w moim życiu. To jest fajnie. Często widzę, że moi znajomi, którzy dość szybko zaczęli karierę i ona tak pogalopowała, czują się zobligowani, żeby ona się cały czas pięła do góry. A ja czuję, że to się dzieje dobrze czasowo. Że w tym wszystkim jest jakaś większa, fajniejsza myśl, która to prowadzi i ja temu ufam. Bo jeśli wpadłbym w tę paszczę show businessu, to po dziesięciu latach mógłbym być zmielony, wyprany z emocji, z pasji. No i po co? Lubię się rozkoszować tym zawodem.  Likier jest pyszny, ale w małych dawkach, jak wypijesz kubek, to cię zemdli. A ja lubię sobie smakować. Czuję, że jestem we właściwym miejscu, we właściwym czasie. I to jest dla mnie najważniejsze.

 

Jak wygląda sytuacja aktorów przed trzydziestką? Co roku szkoły teatralne wypuszczają kilkudziesięciu aktorów i kilkadziesiąt aktorek. Ról młodzieżowych, czy też wczesnodorosłych nie jest znowu tak dużo. Ile masz propozycji i czego w nich szukasz?

 

Co zabawne stosunek propozycji przyjętych przeze mnie, do tych, za które podziękowałem, przemawia zdecydowanie na niekorzyść tych przez mnie przyjętych. Ponieważ w tym zawodzie, w tym kraju jest tak, że jeśli zaczniesz grać w konkretnej strukturze, czy w serialu, czy w filmie, dość szybko przylega do ciebie łatka. Bardzo dużo wykonałem ruchów, które miały na celu to, żeby nie przylgnęła do mnie łatka „chłopca z serialu”. Bo potem nagle nie ma propozycji z fabuły. Więc starałem się dość mądrze wybierać. Nie wiem na ile to się udało, ale ja czuję się w porządku w stosunku do siebie. Pewnych rzeczy, chociaż bardzo mi się przydają pieniądze w życiu i uważam, że są potrzebne, to czasem musiałem zacisnąć pasa i podziękować. Natomiast jeśli chodzi o role dla młodych, to starsi, mądrzejsi aktorzy mówili, że trzeba wytrzymać do trzydziestki. Niektórzy mówią, że nawet do czterdziestki, a potem jest bardziej stabilnie. Ale generalnie ten zawód jest obarczony ogromnym ryzykiem tego, że nagle możesz przestać dostawać jakiekolwiek propozycje. Szczególnie jeśli się jest takim wolnym strzelcem, jak ja. Nie mam etatu. Nigdzie. To jest jazda bez trzymanki, ale ja to lubię w tym zawodzie, że to może się zmienić jednego dnia. My się często śmiejemy, że jak nie masz pracy, to wpisz sobie jakąkolwiek zajętość w danym miesiącu, a gwarantuję ci, że zaproponują ci, żebyś coś zagrał w tym dniu lub w dniach sąsiadujących. To trochę pół żartem, pół serio, ale ja miałem bardzo dużo takich sytuacji, że myślałem sobie, że mam pusty miesiąc i nie wiem co zrobić i nagle jednego dnia dostaję kilka propozycji i muszę z nich wybrać, te rzeczy, w których chcę wziąć udział. Jak to poprowadzić? Co będzie lepsze? Ale gdybym miał mieć stabilną pracę, 8 godzin dziennie, codziennie, to bym chyba zwariował.

 

A czy pandemia jakoś wpłynęła na to? Zmieniła twoje nastawienie?

 

Wszyscy wiemy, że w czasie pandemii było naprawdę ciężko, bo wszystko stało. I tej pracy po prostu nie było. Ale dla mnie to był bardzo dobry czas. Wiadomo, że wszyscy jesteśmy ludźmi i za coś trzeba żyć. Nie chcę mówić za innych. Zawsze mówię za siebie, bo nigdy nie czuję, żebym miał jakiekolwiek prawo mówić za innych. Jeśli chodzi o mnie, to wydaje mi się, że dobrze wykorzystałem ten czas. Skoro nie mogłem pracować, to robiłem rzeczy, na które nie maiłem czasu, kiedy pracowałem. Dużo sobie przemyślałem a propos tego zawodu i tego, czego ja chcę, co sprawia, że jestem szczęśliwy. Czego nie lubię tam i jak mogę tego unikać. To był dobry czas długich przemyśleń, z których nic mnie nie wyszarpywało. Żaden wyjazd na plan o 5 rano. Mogłem sobie snuć te myśli i wracać do nich po kilku dniach. Dużo rzeczy zrobiłem w czasie lockdownu, na które wcześniej nie miałem czasu.

 

Zbliżają się premiery dwóch filmów z twoim udziałem, już teraz „Czarna owca” i za chwilę „Gorzko, gorzko”. Czy możesz powiedzieć, co cię zainteresowało w tych projektach i jak wyglądała praca na planie?

 

Te dwa filmy, to były dwa różne światy. Jak sobie ostatnio przejrzałem te role, które miałem okazję zagrać, to naprawdę się cieszę, że nie gram ciągle tego samego. Tu gram pogubionego narkomana, a zaraz potem gram bardzo dobrze urodzonego dżentelmena, który ma kompletnie inny profil. A jeszcze potem wchodzę w film z Alkiem Pietrzakiem, do którego muszę schudnąć, zredukować masę ciała, żeby wyglądać młodziej. Bo gram Tomka, który ma 25 lat, więc cała broda odpada. Ten ostatni rok był bardzo barwny pod względem postaci, w które mogłem się wcielać. Postać Tomka w filmie Alka Pietrzaka „Czarna owca, jest zagubionym chłopakiem, który jest youtuberem i cały czas umyka od tej dojrzałości, dorosłości. A z kolei w „Gorzko, gorzko” u Tomka Koneckiego gram już bardzo poważanego w świecie biznesowym człowieka, który za chwilę ma się żenić, a jednocześni skrywa pewną tajemnicę w sobie. I jest dość powściągliwy. To są bardzo fajne zadania, bo to pozwala wewnątrz się porozciągać. To jest super. I to jest coś, co mi się bardzo w tym zawodzie podoba i czego chcę i do czego dążę. Żeby te postaci były możliwie najbardziej różne. Żeby mając możliwość, móc je sobie jak najbardziej poróżnicować. To były dwa różne i fajne plany. Z Alkiem Pietrakiem robiliśmy film praktycznie rok, co było też trudne, bo były różne kontynuacje. Tu musiałem mieć brodę, tu nie. I u Pietrzaka i Koneckiego, to były dla mnie jedne z najbardziej wymarzonych współprac na osi aktor reżyser. Totalnie dwie różne osobowości, ale co ich łączyło, to takie szaleństwo i głód życia. I otwartość na aktora i człowieka. Na twoje propozycje. Są reżyserzy, którzy przychodzą i mówią ci co masz zrobić. A oni nie. Zadają pytania: „Jak myślisz? Co byśmy tutaj zrobili?”. Mimo, że to jest poważny zawód, to oni nie stracili tej radości i ciekawości. I to jest świetne. Bardzo lubię spotkania z takimi ludźmi. Bo wtedy, mimo że jest ciężko, bo trzeba wcześnie wstawać, bo są trudne warunki, bo to generalnie nie jest łatwa praca, to wytwarza się taka przestrzeń do aktywnego poszukiwania z uśmiechem. I wtedy taka praca idzie i człowiek wraca po całym dniu złachany, ale szczęśliwy. I o to mi w życiu chodzi.

 

Jesteś dziś z nami, żeby nagrać spot „W czerni kina” czyli promujesz legalne źródła. Powiedz, jak to jest u ciebie z korzystaniem z legalnych źródeł?

 

Odpowiadając na to pytanie opowiem anegdotkę: Musieliśmy nagrywać offy do filmu, przyszedł do nas do mieszkania Alek Pietrzak, reżyser filmu „Czarna owca”, w którym przypomnę, gram youtubera, człowieka, który jest za pan brat z nowinkami technologicznymi, i się dowiedział, że nie mamy komputera w domu. Ja działam w takim analogu. Ja mam komputer. On jest w szafie. Jakiś czas temu przestał działać i go tam odłożyłem. Korzystam oczywiście ze smartfonu i opłacam platformy. Nie oglądam materiałów na jakiś portalach, bo ich po prostu nie znam. Płacę uczciwie relatywnie nieduże pieniądze i oglądam wtedy, kiedy chcę, z legalnych źródeł. Natomiast u nas jednak królują w domu książki. Dużo oglądamy, ale nie za dużo. Jeśli chcę zobaczyć film, to jednak za wszelką cenę staram się pójść do kina. Lubię kino. Uważam, że ten sam film obejrzany na ekranie komórki i w kinie, to mogą być kompletnie różne filmy. To jest primo, a secundo, to jest też spotkanie z innymi ludźmi. Przeżywamy to razem. Nagle się tworzy taka patchworkowa zbieranina ludzi i przeżywamy razem te same emocje. To jest nie do podrobienia. I chciałbym, żeby to trwało jak najdłużej, to że nie musimy się znać, ale przez moment ci ludzie z ekranu nas zabierają w jakiś świat i przeżywamy go razem. To jest unikalne doświadczenie, jakby nie patrzeć. I tego mi brakowało w czasie lockdownu, w czasie pandemii. Tego przeżycia z innymi ludźmi. Bo mogę zobaczyć te same filmy, ale to jest pewien rodzaj przeżycia wspólnego. Ja dużo działam w analogu. Przywiozłem sobie radio, które leżało u nas w piwnicy, które moi rodzice kupili pewnie jeszcze w latach osiemdziesiątych, no i gra jak złoto. Po podłączałem jeszcze analogowo kabelki. No śmieją się ze mnie, bo cały czas gram jakiś specjalistów od IT i klepię w tę klawiaturę jak Chopin, a to nie prawda.

Rozmawiał Paweł Rojek

Zdjęcie główne z archiwum Kamila Szeptyckiego

 

Kamil Szeptycki dołączył do naszej kampanii. Już od dziś możecie usłyszeć jego spot przed filmem „Czarna owca”

Polecamy również wersję wideo wywiadu z Kamilem Szeptyckim na naszym kanale youtube

 






Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura.



Do góry!