Rozmowy
CZYTELNIA KULTURALNA
/ Rozmowy
Ewolucja nie rewolucja
07.09.26
„Stawiam raczej na ewolucję, a nie rewolucję” – mówi Agata Kozierańska, która po niemal dwóch dekadach pracy przy Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni objęła funkcję jego dyrektorki. O drodze od studenckiej pracy w festiwalowym sekretariacie do kierowania jednym z najważniejszych wydarzeń polskiego kina, doświadczeniach wyniesionych ze współpracy z Leszkiem Kopciem, sile zespołu oraz planach na przyszłość z Agatą Kozierańską rozmawia Jolanta Tokarczyk.
Jakie są Pani pierwsze wspomnienia związane z Festiwalem w Gdyni?
Na Festiwal trafiłam jako 21-letnia studentka, a pierwsze wspomnienia związane są z etapem rekrutacji. W biurze karier Uniwersytetu Gdańskiego przeczytałam ogłoszenie o naborze do pracy w czasie wakacji. Pomyślałam, że to idealne zajęcie dla studentki.
Przyszłam na rozmowę kwalifikacyjną z ówczesnym kierownikiem biura Festiwalu, Bartoszem Bartoszewiczem. Po pierwszym etapie odbyła się druga rozmowa, już z dyrektorem Leszkiem Kopciem. Jako dwudziestoletnia dziewczyna, która zetknęła się z takim autorytetem, byłam pod ogromnym wrażeniem. Bardzo dokładnie pamiętam tamtą rozmowę, mimo że minęło już ponad 20 lat.
Uchyli Pani rąbka tajemnicy?
Leszek zapytał mnie – i było to standardowe pytanie – czy oglądam i jakie lubię filmy. Opowiedziałam o swoich doświadczeniach – jako studentka sporo podróżowałam po Francji, ponieważ pracowałam tam jako au-pair, opiekowałam się dziećmi. Zwykle pod koniec maja lub w czerwcu wyjeżdżałam, mieszkałam blisko Cannes i trafiłam na tamtejszy festiwal. Na początku zasiliłam grupę gapiów przy barierkach i obserwowałam wszystko, co się tam dzieje. Pamiętam, że właśnie o tym rozmawialiśmy. Leszek powiedział wtedy, że nigdy nie był w Cannes, a ja opowiadałam, jak wygląda miasto i festiwal. Była to długa, partnerska rozmowa, snuta głównie wokół tego tematu.
Kierunek Pani studiów związany był z językiem francuskim?
Nie, francuskiego uczyłam się z pasji, gdyż moja siostra jest tłumaczką, więc wciągnęła mnie w ten francuski świat. Ja natomiast studiowałam ekonomię i zarządzanie.
Czy podczas tej pierwszej rozmowy przyszło Pani kiedykolwiek do głowy, że kiedyś obejmie stanowisko dyrektorki Festiwalu? Czasami ma się takie przeczucia.
Nie, absolutnie nie przeszło mi przez myśl, że mogę pokierować swoją karierą zawodową w taki sposób, żeby objąć stanowisko, które obecnie zajmuję. Leszek Kopeć był dla mnie i całego zespołu ogromnym autorytetem, wydawał się niezastąpiony i niezniszczalny, więc trudno było sobie wyobrazić, że kiedyś mogłoby go zabraknąć.
Wtedy nawet nie sądziłam, że na Festiwalu zadomowię się na dłużej. Najbardziej intensywna praca przypadała na lipiec, sierpień i wrzesień, a więc idealnie wpisywała się w rytm studenckiego kalendarza i myślałam, że będzie to jedynie sezonowe zajecie. Zdobywałam doświadczenie w sekretariacie Festiwalu, czyli w administracji, co w moim odczuciu było zgodne z kierunkiem studiów.
Jak przebiegały kolejne szczeble wtajemniczenia i co Panią zatrzymało przy Festiwalu na prawie dwadzieścia lat?
Zaczęłam pracę w 2007 r., a wtedy przygotowania do Festiwalu rozpoczynały się pod koniec maja lub w czerwcu. Wcześniej niewiele się działo, a jeśli już, to na mniejszą skalę w porównaniu z tym, jak przebiega to obecnie. Biuro nie funkcjonowało całorocznie i tylko niektóre osoby związane z Festiwalem, jak dyrektor czy kierownik biura, pracowały przez dłuższy czas, ale była to raczej działalność zlecana i obejmująca także inne obowiązki zawodowe.
W sekretariacie Festiwalu pracowałam tylko przez rok, a w kolejnym roku zostałam asystentką kierownika biura, Bartka Bartoszewicza. Szybko złapaliśmy „wspólny język”, także z Leszkiem Kopciem. W tamtym czasie dopiero krystalizował się obszar działalności Pomorskiej Fundacji Filmowej, producenta Festiwalu [Fundacja powstała w 2005 r. – przyp. red.], ale już było wiadomo, że w Gdyni Festiwal zakotwiczy się na stałe.
Wraz z Bartkiem zaczęliśmy rozwijać Fundację także w innych obszarach. Pojawiły się kolejne projekty: Festiwal w Dublinie, Festiwal Filmów Ukraińskich, Festiwal Filmu Polskiego na Ukrainie oraz inne działania, które miały wzmocnić pozycję Fundacji. Pomagałam organizacyjnie, więc dość szybko stałam się pracownikiem angażowanym zadaniowo przy różnych wydarzeniach. Kolejne lata naturalnie upłynęły na współpracy z dyrektorem Bartoszewiczem, który równolegle pracował w Urzędzie Miasta Gdyni jako pełnomocnik prezydenta ds. organizacji pozarządowych, więc bardzo się wspieraliśmy.
Po trzech czy czterech latach Bartek zakończył współpracę z biurem Festiwalu. Zastąpił go Krzysztof Dąbrowski. Dzięki zdobytej wiedzy i doświadczeniu otrzymałam od Leszka Kopcia kredyt zaufania i zostałam zastępczynią kierownika biura. Kiedy zaś ścieżka zawodowa dyrektora Dąbrowskiego skręciła bardziej w stronę muzyki, objęłam funkcję kierowniczki biura. Stało się to dość szybko od czasu rozpoczęcia mojej współpracy z Festiwalem.
Co mnie zatrzymało przez tyle lat? Przede wszystkim ogromna satysfakcja, która przychodzi po zakończeniu Festiwalu, duma z efektu. To bardzo spektakularne wydarzenie, które niezwykle mnie ekscytuje. Ogromnie ważni są ludzie i atmosfera, relacyjność między nami. To zespołowa praca, oparta na szacunku i wsparciu, co absolutnie trafiło w moje serce i potrzebę budowania zespołu. Nawet pracę magisterską na zarządzaniu pisałam o kulturze organizacyjnej, więc ten aspekt od zawsze był dla mnie ważny.
Z perspektywy czasu myślę, że trafiłam na odpowiedni moment, miejsce i ludzi. Wszystko na tyle dobrze się ułożyło, że szybko nabrałam pewności, iż Festiwal to miejsce, z którym chcę związać się na dłużej.
Wspomniała Pani, że atmosferę budują ludzie – zarówno współpracownicy, jak i goście, jurorzy, osoby odwiedzające. Przez Festiwal przewinęło się wiele wybitnych postaci, które na trwałe zapisały się w historii polskiej kultury. Samo obcowanie z takimi osobowościami, z ich inteligencją, a czasem zapewne również z ich oczekiwaniami, musiało pozostawić wiele wspomnień.
Na pewno. Obracanie się w takim środowisku było i nadal jest ogromną wartością dla wszystkich pracujących. Możemy z tymi ludźmi współpracować, poznawać ich czasem na znacznie bardziej partnerskim poziomie niż tylko przy okazji powitania na Festiwalu. Intensywnie opiekujemy się naszymi gośćmi, szczególnie tymi specjalnymi, ale również ekipy filmowe są u nas dobrze zaopiekowane.
Zajmując się organizacją Festiwalu, najbardziej zapamiętałam tych, z którymi przecinały się moje ścieżki na płaszczyźnie organizacyjnej. Wielu z nich podziwiam, a każdy dyrektor artystyczny bez wyjątku dużo wniósł w mój zawodowy rozwój. Warto jednak zaznaczyć, że dla stałego zespołu biura Festiwalu każda zmiana dyrektora artystycznego oznaczała też nowe wyzwania. Każda nowa osoba na tym stanowisku wnosi swoją wizję, oczekiwania, czasami burzy utarte schematy. To zawsze trudny moment dla zespołu, bo naturalnie lubimy działać według sprawdzonych rozwiązań.
Kiedy zaczynałam pracę przy Festiwalu i w kolejnych latach, dyrektorem artystycznym był Mirosław Bork. Podziwiałam jego konsekwencję. Przyjeżdżał z Warszawy do Gdyni, a w tamtych czasach podróże były znacznie trudniejsze i trwały o wiele dłużej niż dziś, więc każda wizyta robiła na mnie ogromne wrażenie. Miałam poczucie, że przyjeżdża ktoś ważny z filmowego świata i rozmawia ze mną o bardzo istotnych sprawach. Imponował mi znajomością branży filmowej i tym, że żył w tym środowisku na co dzień.
Kolejnym dyrektorem artystycznym był Michał Chaciński, zupełnie inna osobowość niż Mirosław Bork. Otwarty na współpracę międzynarodową, wprowadził liczne zmiany na Festiwalu, otworzył go na szerokie środowisko międzynarodowe i w moim odczuciu bardzo go rozwinął. Dobrze współpracowało nam się na co dzień.
Następnym dyrektorem został Michał Oleszczyk. Wzbudził moje ogromne uznanie, ponieważ jako człowiek niewiele starszy ode mnie, mógł pochwalić się imponującym dorobkiem zawodowym. Niezwykle mądry, zaangażowany w środowisko filmowe, cieszący się szacunkiem i będący dla wielu autorytetem. To robiło wrażenie.
Tomek Kolankiewicz, kolejny dyrektor artystyczny, to znowu inna historia. Objął funkcję na początku pandemii, kiedy zmieniła się sytuacja polityczna. Nowy dyrektor artystyczny musiał poświęcać wiele czasu i energii na poruszanie się w tamtych uwarunkowaniach politycznych. To również był obszar, który bardzo wiele mnie nauczył. Z Tomkiem do dziś utrzymujemy kontakt, mogę na niego liczyć. Często rozmawiamy i radzimy się siebie nawzajem, choć pewnie częściej to ja proszę o radę.
Te osoby spotkałam na swojej zawodowej drodze i bardzo podziwiałam, a jednak nie lubiłam momentu zmiany dyrektora artystycznego. Dla naszego zespołu był to zawsze trudny rok, więc tym bardziej cieszę się, że możemy kontynuować współpracę z Joanną Łapińską, której druga kadencja daje nam ogromny komfort. Mamy bardzo dobrą relację, działamy w tandemie.
Przypomnijmy więc, jak długo trwa kadencja dyrektora artystycznego?
Kadencja Mirosława Borka nie była formalnie ograniczona czasowo, a później, począwszy od Michała Chacińskiego, dyrektorzy artystyczni byli powoływani na trzy lata. W takim trybie pracowali i Michał Chaciński, i Michał Oleszczyk, i Tomasz Kolankiewicz i tak upłynęła pierwsza kadencja Joanny Łapińskiej. W ubiegłym roku wprowadzono jednak zmianę, która wynikała zarówno z potrzeb organizacyjnych, jak i głosu środowiska filmowego. Była to przemyślana decyzja, oparta na obiektywnych przesłankach. Obecnie kadencja dyrektora artystycznego trwa pięć lat, więc Joanna Łapińska będzie w tym roku realizowała swój pierwszy Festiwal w nowej kadencji.
Kadencja dyrektora czy dyrektorki całego festiwalu jest bezterminowa?
W przypadku Leszka Kopcia rzeczywiście tak było; kierował on Festiwalem przez dwadzieścia lat. W ubiegłym roku jednak przepisy zostały zmienione; moja kadencja trwa cztery lata i jest nierozerwalnie związana z funkcją w zarządzie Pomorskiej Fundacji Filmowej. Fundacja jako producent Festiwalu odpowiada m.in. za pozyskiwanie i rozliczanie środków finansowych oraz wiele aspektów organizacyjnych. Z tego powodu dyrektor Festiwalu powinien być jednocześnie członkiem zarządu Fundacji.
Kadencja zarządu również jest czteroletnia, a po upływie tego okresu zapada decyzja, odnośnie do jej przedłużenia. Zarówno dyrektora Festiwalu, jak i członka zarządu czy prezesa Fundacji można odwołać także w trakcie trwania kadencji.
Kwestie proceduralne mamy więc za sobą. Porozmawiajmy teraz o marzeniach i koncepcjach nowej dyrektor Festiwalu. Bazuje Pani na wieloletnim doświadczeniu, więc zapewne wiele pomysłów wynika również z obserwacji poprzednika. Co chciałaby Pani zachować z dotychczasowych, sprawdzonych wzorców, a co będzie autorskim pomysłem?
Nie planuję rewolucyjnych zmian, jako osoba z wewnątrz nie czuję takiej potrzeby w obszarach, które dobrze funkcjonowały przez ostatnie lata.
Pojawią się oczywiście drobne korekty, ponieważ mam świadomość zmian, jakie zachodzą i w środowisku filmowym, i na rynku pracy; potrzeb i oczekiwań branży. Razem z Joanną Łapińską chcemy po prostu podążać za tym, co dzieje się zarówno w branży filmowej, jak i wśród naszej publiczności – kobiet, mężczyzn, ludzi młodych i starszych. Chcemy reagować na bieżąco. To naturalna ewolucja Festiwalu.
Są także obszary, o których myślę strategicznie i tu ogromny wpływ miała na mnie obserwacja pracy Leszka. Podziwiałam sposób, w jaki potrafił posklejać elementy tej skomplikowanej układanki.
Festiwal funkcjonuje w bardzo szerokim gronie partnerów. W Komitecie Organizacyjnym obecni są przedstawiciele ministerstwa, Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, stowarzyszeń filmowych, samorządu województwa pomorskiego, Telewizji Polskiej, Narodowego Centrum Kultury i wielu innych instytucji. Chciałabym utrzymać stabilność w tym organizacyjnym i formalnym obszarze.
Bardzo często zastanawiam się, jak w danej sytuacji zachowałby się Leszek. Zawsze imponowało mi, jak sprawnie budował relacje, jak dyplomatycznie prowadził rozmowy i jak dobrze porozumiewał się ze wszystkimi. A obecnie jest to niełatwe. Bardzo zależy mi na tym, aby ten obszar był dobrze zaopiekowany i nie wpływał negatywnie na organizację Festiwalu.
Czy głównymi przestrzeniami festiwalowymi pozostaną Teatr Muzyczny, Gdyńska Szkoła Filmowa i Helios?
Tak, na razie nie możemy planować zwiększania liczby filmów ani obiektów, ponieważ Gdynia nie dysponuje taką infrastrukturą. Chcemy natomiast rozwijać działania towarzyszące, np. Gdynia Industry. Intensywnie pracujemy nad obszarem edukacyjnym, rozwija się sekcja Gdynia Campus, wzmacniamy program Gdynia Dzieciom, który buduje własną, rozpoznawalną markę.
Myślimy także o mieszkańcach i mieszkankach Gdyni i o tym, jak Festiwal może oddziaływać na najbliższe otoczenie. Zależy nam na tym, aby mieszkańcy jeszcze mocniej utożsamiali się z tym wydarzeniem. Prowadzimy również badania publiczności, więc wiemy, że cieszy się ono bardzo dobrą opinią.
Do tej pory jednak nie wszyscy gdynianie aktywnie w nim uczestniczyli, dlatego w tym roku wychodzimy do poszczególnych dzielnic miasta. Chcemy być bliżej ich miejsca zamieszkania i zachęcić do większego udziału w Festiwalu.
Prowadzimy również szereg działań edukacyjnych dla najmłodszych, aby zakorzenić w dzieciach świadomość, że mieszkają w mieście, w którym odbywa się największy festiwal filmowy w Polsce. Bardzo dobrze sprawdziła się ubiegłoroczna wystawa, której towarzyszyły oprowadzania i lekcje muzealne dla grup szkolnych.
Bardzo zależy mi również na wzmacnianiu zespołu. To właśnie ludzie są największą siłą Festiwalu. Chciałabym, aby mogli się rozwijać, czuli stabilność zatrudnienia, ale jednocześnie nie mieli poczucia corocznej powtarzalności. Chcę, aby Festiwal wciąż ich inspirował i dawał satysfakcję z pracy.
Moje plany „na dziś” są przede wszystkim organizacyjne. Koncentruję się na biurze, zespole i najbliższej przestrzeni, za którą odpowiadam. Dużo uwagi poświęcamy work-life-balance, zachowaniu równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Festiwal przypada na okres wakacyjny, a wielu z nas ma rodziny i dzieci, które oczekują wspólnego spędzenia czasu. Tymczasem właśnie wtedy pracujemy najbardziej intensywnie. Dodatkowo za oknem mamy morze i tłumy turystów, od których trudno się odciąć.
Mojemu sercu szczególnie bliska jest Gdynia Industry, czyli wydarzenia branżowe. Rozumiem, że ten obszar pozostaje bez rewolucyjnych zmian?
To domena Oli Salwy. Obszar branżowy intensywnie się rozwija na bazie naszych obserwacji rynku, analizie pojawiających się potrzeb i odpowiadanie na nie. Widzimy, że te działania przynoszą efekty. Wcześniej było to wydarzenie stricte branżowe, w mniejszym stopniu związane z instytucjami – ministerialnymi, rządowymi czy innymi podmiotami publicznymi. Koncentrowaliśmy się przede wszystkim na twórcach i przedstawicielach zawodów filmowych. Od pewnego czasu obserwujemy jednak synergię różnych potrzeb i oczekiwań, a Gdynia Industry stała się miejscem otwartego i pogłębionego dialogu.
Od dwóch lat rozwijamy również sekcję Gdynia Campus, która funkcjonuje w ramach Gdynia Industry, ale odpowiada na potrzeby studentów i młodych twórców. Zauważyliśmy, że tematy poruszane podczas Gdynia Industry są dla młodych często zbyt zaawansowane. Zetkną się z nimi dopiero za kilka lat, a na ten moment potrzebują czegoś innego, dlatego kierujemy do nich ten program.
Dużym sukcesem okazały się także spotkania one-to-one, organizowane w ramach Gdynia Industry. Początkowo odbywały się na niewielką skalę i wiele osób podchodziło do nich z ostrożnością. Z czasem jednak okazało się, że jest to jedno z najlepszych miejsc na Festiwalu, gdzie możemy połączyć branżowych gości ze studentami i młodymi twórcami, którzy mają wiele pytań i szukają na nie odpowiedzi.
Na Festiwalu wszyscy są trochę na urlopie – świeci słońce, szumi morze – ale jednocześnie każdy z nas jest również w pracy. Wielu uczestników traktuje ten czas jako doskonałą okazję do networkingu. Przyjeżdżają z filmami, ale także po to, by dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem. Ten aspekt współpracy i wzajemnej edukacji jest dziś bardzo wyraźny. Staramy się świadomie budować tę otwartą atmosferę.
Dajemy młodym okazje do czerpania z doświadczeń starszych stażem koleżanek i kolegów. Dużo jest takich spotkań na Festiwalu i nie mam na myśli wyłącznie rozmów z twórcami po projekcjach, ale również spotkania zawodowe, warsztaty i konsultacje w najróżniejszych konfiguracjach. To obszar, który będziemy nadal rozwijać.
W finale crème de la crème, czyli filmy. Dyrektorka Festiwalu jest osobą, która czuwa nad całością, również nad tym, co widzowie zobaczą w kinach. Jak widzi Pani tu swoją rolę?
O programie i zakwalifikowanych filmach decyduje przede wszystkim Joanna Łapińska. W przypadku Konkursu Głównego spośród szesnastu prezentowanych tam filmów, dwanaście wybiera właśnie dyrektorka artystyczna. Są to tytuły wskazane przez nią przy wsparciu zespołu selekcyjnego i pozostali członkowie Komitetu Organizacyjnego nie ingerują w ten wybór. To jej autonomia.
My, jako członkowie Komitetu Organizacyjnego, wskazujemy cztery filmy. Nigdy jednak nie dzielimy konkursu na filmy wybrane przez dyrektorkę artystyczną i przez Komitet Organizacyjny. To absolutnie nie oznacza, że jedne są lepsze od drugich. Jest to złożona układanka, a informacja, że jeden tytuł trafił z wyboru dyrektorki artystycznej, a inny Komitetu Organizacyjnego, nie ma znaczenia. Liczy się fakt zakwalifikowania do Konkursu Głównego.
Jak wspominałam, z Joanną bardzo blisko współpracujemy, dużo rozmawiamy również o wydarzeniach towarzyszących – spotkaniach, warsztatach i dodatkowych elementach programu. Są one ważne nie tylko dlatego, że generują koszty, za które odpowiada dyrektor Festiwalu, ale także z tego powodu, że wpływają na pracę całego biura. Każdy nowy element programu wymaga odpowiedniego przygotowania i organizacji.
Oglądam wszystkie filmy i mam bardzo dobre przeczucia dotyczące tegorocznej edycji. Patrząc z perspektywy ubiegłego roku, już na etapie selekcji widzę, że to naprawdę mocny zestaw filmów.
Podobnie jak rok temu pojawi się kilka bardzo znanych nazwisk i uznanych twórców z dużym dorobkiem, ale jednocześnie w selekcji znalazło się sporo interesujących debiutów. Osoby szukające świeżości i nowych głosów w kinie na pewno się nie zawiodą.
Pojawi się także kilka filmowych eksperymentów, które z pewnością znajdą swoich odbiorców.
Jeszcze jedno bardzo mnie cieszy. W ostatnich latach miałam poczucie, że filmy były coraz dłuższe, wiele trwało po dwie godziny albo dłużej i miałam wrażenie, że niektóre sceny można byłoby skrócić. W tym roku widzę wyraźną zmianę; twórcy bardziej zadbali o rytm opowieści i jest to zdecydowanie korzystniejsze dla filmów.
Cieszy mnie również duża obecność kobiet-reżyserek. Jestem przekonana, że zarówno w Konkursie Głównym, jak i w konkursie Perspektywy będą one mocno walczyć o najważniejsze nagrody.
Czego życzyłaby Pani sobie przed pierwszym Festiwalem jako jego dyrektorka?
Chciałabym po prostu zająć się robieniem Festiwalu. Na sam Festiwal życzyłabym sobie słońca, gdyż pogoda ma duże znaczenie. Kiedy świeci słońce, atmosfera jest lepsza i wcale nie przekłada się na mniejszą frekwencję w kinach.
Chciałabym też uniknąć porównań. Wiem, że nie jest to do końca możliwe, a chciałabym, aby ewentualne zmiany nie były interpretowane jako potrzeba odcinania się od poprzedników.
Nie czuję takiej potrzeby i uważam, że Festiwal przez ostatnie lata funkcjonował znakomicie. Każda edycja była wyjątkowa, a zespół zawsze dawał z siebie wszystko.
Musimy jednak pamiętać, że każdy Festiwal jest także wypadkową dostępnych środków finansowych, a budżet co roku jest inny. Wiele decyzji należy podejmować z myślą o zachowaniu stabilności finansowej i odpowiedzialnie gospodarować środkami. Życzyłabym sobie na tym polu przede wszystkim wyrozumiałości.
Jako że jestem związana z Festiwalem od dwudziestu lat, wszystkie poprzednie edycje również były w pewnym sensie „moje”, a współpraca z Leszkiem w ostatnich latach oparta była na dużej samodzielności. Oczywiście to dyrektor Festiwalu podejmował ostateczne decyzje, ale jako kierowniczka biura miałam realny wpływ na wiele rozwiązań organizacyjnych. Wiele z nich było moimi pomysłami. Nie czuję więc potrzeby przeprowadzania rewolucji ani odcinania się od tego, co przez lata wspólnie budowaliśmy. Stawiam raczej na ewolucję, a nie rewolucję.
Rozmawiała Jolanta Tokarczyk
Na zdjęciu Agata Kozierańska-Burda, fot. Anna Rezulak
Tworzenie tekstów o kulturze dobrze smakuje przy kawie.
Jeśli masz ochotę, możesz postawić kawę naszej redakcji.
Z góry serdecznie dziękujemy! ☕ 😊

Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura

Rozmowy - na skróty
Archiwum - na skróty





