Znaki Pana Śliwki - talentu na miarę Andy Warhola

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Polecamy

Znaki Pana Śliwki - talentu na miarę Andy Warhola

Znaki Pana Śliwki - talentu na miarę Andy Warhola

12.06.26

W czasach, kiedy dzisiejsze narzędzia i możliwości grafiki komputerowej nawet nie były przedmiotem marzeń twórców, a popularne obecnie logotypy (zwane wtedy znakami), zdobiły opakowania tylko nielicznych produktów, pojawił się ze swoimi pracami Karol Śliwka, prekursor grafiki użytkowej, polski talent na miarę Andy Warhola. Stworzył znaki graficzne, które towarzyszą nam od dekad, choć o autorze wiadomo było niewiele. Tworzył przy pomocy cyrkla i ołówka, farb i kredek oraz niezliczonej ilości kartek. Sylwetkę autora przybliża film „Znaki Pana Śliwki”, pełnometrażowy dokument w reżyserii Urszuli Morgi i Bartosza Mikołajczyka.


Urodzony w 1932 r. w niewielkiej miejscowości Harbutowice w powiecie bielskim chłopak początkowo planowany był jako spadkobierca rodzinnej gospodarki. Rodzice przez długi czas nie chcieli zgodzić się na karierę syna „w wielkim mieście”. Pierwsze lekcje rysunku Karol pobierał w oddalonej od rodzinnego domu Szkole Malarstwa, Rzeźby i Grafiki w Bielsku-Białej. Na zajęcia dojeżdżał często w tajemnicy przed najbliższymi pociągiem na gapę, bo nie było go stać na bilet. Któregoś razu złapany przez konduktora, był bliski zrezygnowania z młodzieńczych marzeń, ale postanowił spróbować raz jeszcze. Tym razem za cel obrał Warszawę. Dalej od domu, z nadzieją, że nie zostanie zbyt szybko zawrócony z obranej drogi. Po pewnym czasie jednak sam niemal się poddał. Zaliczył mianowicie dwa etapy egzaminów do warszawskiej ASP i... wrócił do domu, przekonany, że nie da rady, z tak zresztą prozaicznych powodów, jak brak odpowiedniego lokum, gdzie mógłby przenocować i brak środków na utrzymanie.


Na szczęście komisja egzaminacyjna poznała się na talencie młodego Śliwki i mimo że nie przeszedł pełnego szlaku egzaminacyjnego, jak inni kandydaci, zdecydowano się przyjąć go na studia na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Ukończył je w 1959 dyplomem w pracowni prof. Eugeniusza Eibischa, a dwa lata później zadebiutował, wygrywając konkurs na projekt opakowania papierosów Syrena.
Takie były początki kariery jednego z najwybitniejszych twórców polskiej grafiki użytkowej.
Niedługo potem wśród studentów rozeszła się wieść, że jeśli Śliwka wysyła pracę na konkurs (a czynił to często i chętnie), to inni nie mają szans. Kiedyś nawet zdarzyło się, że wysłał pięć prac i zdobył pięć nagród. Aż pewnego razu doszedł do przekonania, że aby dać szanse innym, nie będzie wysyłał więcej niż po jednej pracy konkursowej. Zazwyczaj jednak i tak zdobywał najważniejsze nagrody.


Dziś zewsząd otaczają nas jego prace. Skarbonkę PKO Banku Polskiego, liczącą już ponad pół wieku mijamy na ulicach, spotykamy w oddziałach, nosimy w portfelu na karcie płatniczej. Zaprojektował ją Karol Śliwka. Znak-logo Instytutu Matki i Dziecka – serduszko z dwiema główkami – dużą matczyną i maleńką, nowo narodzonego dziecka – zaprojektował – Karol Śliwka. Logo stołecznego Domu Towarowego „Smyk”, przypominające rozsypane literki pierwszoklasisty – zaprojektował Karol Śliwka. Logotyp Biblioteki Narodowej i ponad 400 innych znaków to również prace autorstwa Śliwki. Przykłady można by mnożyć, bo twórca był wyjątkowo pracowity.
Prace miał różnorodne – od opakowań i plakatów po znaczki pocztowe i herby miast, logotypy na opakowaniach papierosów, dżemów, batoników Czaruś (ze zdjęciami swojej małej córeczki). Są także logotypy z ptakami w herbie – w tym słynne gołębie pokoju. Ptaki ukochał szczególnie, zainspirowany kiedyś przez ojca, który narysował małemu synowi niewielką podobiznę ptaka. Później powtarzał ten ikoniczny znak zapamiętany z dzieciństwa w różnych konfiguracjach i jak sam mówił, stał się on znakiem rozpoznawczym Karola Śliwki.


Historia pana Śliwki to jednak nie tylko historia znaku. To również portret epoki i wędrówka przez zmieniającą się Polskę, widziane okiem niezwykle utalentowanego grafika. Nota bene niewiele brakowało, by nigdy nie uprawiał tej sztuki. Tuż po wojnie odłamek miny ranił małego Karola w oko i zdawało się, że jego zamiłowania do rysunku nie przerodzą się nigdy w zawód.

Prywatne nagrania, które bohater latami rejestrował, odsłaniają intymny portret artysty. Jednocześnie prowadził zwyczajne życie rodzinne, jako mąż śpiewaczki operowej, ojciec dorosłej dziś córki, który przez 60 lat mieszkał w Warszawie. Domowe spotkania, sielankowe popołudnia z ukochaną żoną na działce, córka – której nie mógł poświęcić zbyt wiele czasu, są dziś kroniką epoki. Po śmierci żony popadł w depresję i wycofał się z twórczości. W ostatnich latach życia postanowił jednak wrócić na Śląsk Cieszyński. Zmarł w 2018 w Cieszynie i został pochowany na cmentarzu ewangelickim w Skoczowie.


Jego prace są dziś historią, zapisaną w znakach graficznych. Choć wypełniały komunistyczną Polskę i definiowały wizualny krajobraz kraju, nie wiszą jednak w galeriach, ale można je spotkać w domach, w instytucjach i zakładach pracy. Autor lubił podpisywać się na nich swoim nazwiskiem, więc może w piwnicy albo na strychu u dziadków zachowała się jeszcze etykieta dżemu śliwkowego z podpisem Karola Śliwki!

Film „Znaki Pana Śliwki” to kalejdoskop materiałów archiwalnych, wspomnień odsłaniających fascynujący portret człowieka. Pomysł narodził się po obejrzeniu wystawy Patryka Hardzieja „Karol Śliwka. Polskie Projekty, Polscy Projektanci”. Kurator wystawy sam jest grafikiem, projektantem i współtwórcą fundacji zajmującej się popularyzacją dorobku Karola Śliwki. Ukończył ASP w Gdańsku, pisze o znakach i projektowaniu. Ceni w nich prostotę formy i ponadczasowy charakter. Opracował plakat do filmu, jest też autorem oprawy graficznej.

    

Światowa premiera odbyła się podczas 41 edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego, gdzie otrzymał on Nagrodę Publiczności. Twórcy dokumentu o Karolu Śliwce mają na koncie wcześniejsze filmy. Urszula Morga ukończyła Wydział Reżyserii Gdyńskiej Szkoły Filmowej oraz Produkcję Filmową i Telewizyjną w Szkole Filmowej im. Krzysztofa Kieślowskiego w Katowicach, a jej film dyplomowy „Mleko” oraz krótkometrażowa animacja „Hern” były prezentowane na festiwalach na całym świecie. Od 2006 roku prowadzi studio animacji Esy-floresy, w którym pracuje jako reżyserka i producentka. Jest także autorką teledysków.

Bartosz Mikołajczyk ukończył Wydział Realizacji Obrazu Filmowego i Telewizyjnego
oraz Fotografii w Szkole Filmowej w Katowicach, a także grafikę na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, gdzie obecnie wykłada. W 2010 roku zadebiutował jako autor zdjęć filmu „Heniek”, nagrodzonego w Koszalinie na Off Plus Camera w Krakowie. Współtworzy studio animacji Esy-floresy, gdzie pracuje jako ilustrator i animator.

Ich wspólny film „Znaki Pana Śliwki”, który możemy oglądać w kinach studyjnych. Warto się wybrać w tę sentymentalną podróż do czasu i miejsca, który coraz szybciej odchodzi w niepamięć.


Jolanta Tokarczyk

Fot. Materiały prasowe




Tworzenie tekstów o kulturze dobrze smakuje przy kawie.
Jeśli masz ochotę, możesz postawić kawę naszej redakcji.
Z góry serdecznie dziękujemy! ☕ 😊

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura




Spodobał Ci się nasz artykuł? Podziel się nim ze znajomymi 👍


Do góry!