„Król Lear" - odwaga stawiania pytań

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Polecamy

„Król Lear

„Król Lear" - odwaga stawiania pytań

23.02.24

W Teatrze Narodowym w Warszawie odbyła się premiera spektaklu pt. „Król Lear” według tragedii Williama Shakespeare’a. Nieśmiertelne dzieło w przekładzie Stanisława Barańczaka przeniósł na scenę Grzegorz Wiśniewski. W roli Leara występuje Jan Englert, w rolach jego córek - Danuta Stenka (Goneryla), Ewa Konstancja Bułhak (Regana) i Dominika Kluźniak (Kordelia, Błazen). Zapowiada się artystyczna uczta.

 

„Król Lear” to jedno ze szczytowych osiągnięć europejskiego teatru. „Tematem sztuki jest rozkład i upadek świata” - pisał Jan Kott, ale głębia myśli i siła emocji tego dramatu skłaniają do różnorodnych interpretacji. Opowieść o królu Brytanii to aktorskie i sceniczne wyzwanie, stawiające najwyższe wymagania. Pytania o postawę Leara dotykają egzystencjalnych i filozoficznych wymiarów ludzkiej kondycji. Być może to najodważniejsze badanie, któremu Shakespeare poddał naturę człowieka.

 

O inscenizacji, a także o kondycji człowieka dziś mówi Jan Englert:

 

Często słyszę pytanie, czy inscenizacja tego dramatu jest klasyczna czy współczesna. Otóż jeśli przez sześćset lat sztuka jest obecna na wszystkich ważnych scenach świata, to znaczy, że jest to rzecz permanentnie współczesna. Zmieniają się, być może, narzędzia, konwencje. Shakespeare’a można interpretować na tysiąc sposobów, ale zawsze bohaterem jest człowiek.

 

- Stylistyka scenografii i kostiumów są intrygujące - czy to nowy kierunek w sztuce teatru?

 

- Nie jestem historykiem teatru, nie wiem. Jestem praktykiem. Konwencja, czyli umowa między wykonawcą i autorem inscenizacji, zmienia się nieustannie. Podobnie - nie ma jednej publiczności, ani generacyjnie, ani pochodzeniowo, ani intelektualnie. Jeśli miałbym sugerować jakiś podział, to ludzie dzielą się na wrażliwych i niewrażliwych. Tego, co dzieje się między widownią a mną, nie da się zmierzyć. Dlatego nie lubię jakichkolwiek sądów, wyroków; ani pozytywnych ani negatywnych. Nie ma obiektywnych ocen. Zwłaszcza dziś, kiedy nie istnieją jakiekolwiek kryteria ani wartości, estetyczne czy etyczne. Nie wiemy co jest piękne, a co brzydkie. Każdy ma rację, trudno podejmować jakąkolwiek dyskusję.


Dominika Kluźniak (Kordelia / Błazen), Jan Englert (Lear, król Brytanii) Fot. Marta Ankiersztejn / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

- Czym jest Król Lear dla aktora?

 

- Na pewno jedną z trudniejszych ról. A o czym jest? Co trzy miesiące o czym innym.

Każda rola jest ważna. Jedna sprawia większą frajdę, inna mniejszą, jednak mówienie o tym przed premierą jest niewłaściwe i niebezpieczne. Zresztą ja jestem na permanentnej wojnie z krytykami. Bo nie dość, że nie rozumieją tego, co widzą, to jeszcze to, co piszą - zostaje. Tymczasem teatr jest sztuką w czasie teraźniejszym - wraz z końcem przedstawienia kończy się nasza twórczość. To, co ja gram, nie zostaje, ewentualnie w anegdocie.     

 

- Kilka lat temu na Scenie przy Wierzbowej Teatru Narodowego w sztuce „Garderobiany” Ronalda Harwooda w reżyserii Adama Sajnuka pana bohater Sir gra w „Królu Learze”. Czy Lear to rola ikoniczna?

 

- Tak jak dla młodego aktora Hamlet, tak dla starego Król Lear jest pewnym odniesieniem, wyzwaniem. Jeśli aktor zagra którąś z tych ról, może czuć się nobilitowany przez los. Obie role mają to do siebie, że spotykają się z życzliwym odbiorem, ale nie budzą entuzjazmu.

 

- Co możemy odkryć dziś w „Królu Learze”?

- Nic, siebie samych. Dziś jesteśmy wszyscy w przededniu katastrofy. Nie chodzi tu o fakty, ale o to, co się unosi wokół nas. Czujemy to podskórnie. Nawet najwięksi optymiści tracą nadzieję i snują czarne scenariusze. Wątpimy w inteligencję, w cywilizację, w humanizm, który umiera wypierany przez sztuczną inteligencję. Wszystko w tej chwili jest rozdrobnione. Współczesna cywilizacja jest jak stwardnienie rozsiane. Nie ma jednego raka, każdy ma swojego, innego. Raka mamy wszyscy.

 

 

Dominika Kluźniak o roli Błazna:

 

Gram w spektaklu dwie role: najmłodszej córki Leara Kordelii, a także postać Błazna. Błazen pełni znaczącą rolę. Jest swojego rodzaju odbiciem dla Leara, ma prowokować króla, by ten przyjrzał się swoim błędom, ma pociągnąć Leara do odpowiedzialności za swoje czyny, ma sprawić, żeby okrutny władca i ojciec się ocknął. I Kordelia i Błazen mówią wprost, co myślą. Nie jest to wyraz braku szacunku dla Leara, tylko po prostu szczerość, uczciwość i honor.

Myślę, że warto też zwrócić uwagę na scenografię i kostiumy w naszej inscenizacji. Scenograf Mirek Kaczmarek pozwolił sobie na wielką erupcję wyobraźni. Jednak chciałabym, aby szczegóły pozostały niespodzianką dla widzów.


Zdjęcie promocyjne – fot. Maciej Landsberg, koncepcja: Elipsy; Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego


Zdjęcie główne: Ireneusz Czop (Hrabia Kent), Jan Englert (Lear, król Brytanii) KRÓLU LEARZE Williama Shakespeare’a w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego. Fot. Marta Ankiersztejn / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

  

 




Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura




Spodobał Ci się nasz artykuł? Podziel się nim ze znajomymi 👍


Do góry!