Niebezpieczni Dżentelmeni czyli inteligentna komedia na dobry początek roku

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Polecamy

Niebezpieczni Dżentelmeni czyli inteligentna komedia na dobry początek roku

Niebezpieczni Dżentelmeni czyli inteligentna komedia na dobry początek roku

19.01.23

Marcin Dorociński, Tomasz Kot, Wojciech Mecwaldowski i Andrzej Seweryn, czyli „Niebezpieczni Dżentelmeni” – ta impreza w Zakopanem przejdzie do historii. W kinach już można oglądać czarną komedię, Która zdobyła Nagrodę Publiczności 38. Warszawskiego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego.

Zarys fabuły filmu można streścić w kilku zdaniach: Tadeusz Boy-Żeleński (Tomasz Kot), Witkacy (Marcin Dorociński), Joseph Conrad (Andrzej Seweryn Seweryn) i Bronisław Malinowski (Wojciech Mecwaldowski), cztery znakomitości zakopiańskiej bohemy budzą się po mocno zakrapianej, całonocnej imprezie. Głowy pękają im od kaca, nikt nic nie pamięta, a sytuacji nie poprawiają znalezione na podłodze zwłoki nieznanego mężczyzny. Dodatkowo do drzwi domu dobijają się właśnie stróże prawa, a to dopiero początek kłopotów.


Rozpoczyna się wyścig z czasem, w którym bohaterowie muszą uwolnić się nie tylko od podejrzeń, ale także od równie niebezpiecznych środowiskowych plotek i jak najszybciej wyjaśnić zagadkę tajemniczej śmierci.


Inspiracje scenariusza


„Wszystko zaczęło się wiele lat temu od fascynacji dwudziestoleciem międzywojennym i jeszcze wcześniejszymi czasami. W liceum bardzo lubiłem czytać Tadeusza Boya-Żeleńskiego.” – mówi Maciej Kawalski, autor scenariusza i reżyser „Niebezpiecznych Dżentelmenów” – „Kiedyś wpadł mi w ręce zbiór jego esejów ,,Reflektorem w mrok”. Co mnie u niego uwiodło, to że po ponad stu latach jego obserwacje społeczne są wciąż aktualne. Inspiruje mnie również fakt, że jak Boy dowodzi, można o rzeczach ważnych pisać z humorem, co nie tylko nie odbiera im wagi, ale wręcz dodaje mocy. Fascynował mnie również Stanisław Ignacy Witkiewicz. Dużo o tych autorach czytałem, zarówno książki biograficzne o nich, jak i ich własne dzieła. Z tych materiałów zaczął mi się rodzić obraz toksycznej przyjaźni Witkacego i Żeleńskiego. Kiedy się w to wszystko zagłębiłem, okazało się, że Bronisław Malinowski również był częścią wielu wydarzeń z powodu swojej zawiłej relacji z Witkacym. Wreszcie dowiedziałem się, że cała trójka inspirowała się Josephem Conradem - chcieli tłumaczyć jego dzieła na język polski, a Malinowski jeździł nawet do niego do Wielkiej Brytanii. O każdym z tej czwórki można by zrobić odrębny film. Ale kiedy przeczytałem, że Joseph Conrad przyjechał do Zakopanego w 1914 roku i przebywał tam niemal w tym samym czasie, co cała reszta bohaterów to było dla mnie iskrą! Pomyślałem: «Kurczę, chcę zrobić film o tym, jak cała czwórka spotyka się pod Tatrami i wpada w gigantyczne tarapaty.»”


Fotos z filmu "Niebezpieczni Dżentelmeni", fot. Jan Wierzejski


I kontynuuje: „To fikcyjna historia, ale bardzo dużo jej elementów jest prawdziwych. W rzeczywistości Malinowski i Witkacy wybrali się na wyprawę do Australii w maju 1914 roku, a Joseph Conrad trafił do Zakopanego na początku lipca. Minęli się o sześć tygodni. Z perspektywy człowieka, który tak jak ja żyje w kolejnym stuleciu, taki okres wydaje się jednak nie mieć znaczenia. Pomyślałem, że chciałbym zobaczyć, jak taka historia mogłaby się potoczyć. Niemal w tym samym czasie przebywał w Zakopanem również Włodzimierz Lenin, a także Józef Piłsudski, który zakładał wówczas zbrojne ramię PPS. To samo tyczy się wszystkich przedstawionych w filmie artystów — Karola Szymanowskiego, Artura Rubinsteina, Zofii Nałkowskiej, Zofii Stryjeńskiej, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej itd. W Zakopanem bywali wtedy wszyscy i te zbiegi okoliczności wydawały mi się tak niesamowite, że chciałem stworzyć z nich jedną fikcyjną opowieść. Od początku chciałem, żeby była to rozrywka i zabawa gatunkami. Chciałem pobawić się konwencją, a nie tworzyć poczwórną biografię.”


Witkacy i Zakopane


Od czasów Młodej Polski Zakopane było stolicą artystycznego światka. Nie brakowało tu rozrywek i kawiarnianych dysput do rana. Artystów, intelektualistów i oryginałów wszelkiej maści wabił klimat podhalańskiej miejscowości, a ekstrawagancki, demoniczny i nieprzewidywalny Witkacy nadawał ton życiu ówczesnej bohemy. Uwielbiał aurę skandalu, awangardy i happeningu, grał też pierwsze skrzypce w legendarnych „orgiach” – suto zakrapianych imprezach, którym towarzyszyły eksperymenty z narkotykami, a nawet zabawy z bronią. Rafał Malczewski życie przedwojennej bohemy Zakopanego opisywał tak: „Nie wiadomo, czy to robi podkład zakopianiny, czy wzniesienie ponad poziomem morza, dość, że ludzie z łatwością przeistaczają się w gąbki, w zlewy, odprowadzające bez szkody dla siebie hektolitry ognistej wody”.


Fotos z filmu "Niebezpieczni Dżentelmeni", fot. Jan Wierzejski


Witkacy
był znany ze swoich eksperymentów z substancjami odurzającymi. Narkotyki dzielił na „demokratyczne” i te „wyższego rzędu”. Do pierwszych zaliczał m.in. papierosy, którymi, choć sam był nałogowym palaczem, gardził w najwyższym stopniu. Postulował też prohibicję wobec alkoholu, mimo że sam ulegał trunkom i niejednokrotnie oddawał się pijaństwu. Potem cierpiał z powodu „glątwy”, jak nazywał polibacyjne cierpienia.


Ambiwalentny stosunek miał do kokainy, którą w swoim zbiorze esejów „Narkotyki” nazwał „chyba jednym z najgorszych świństw”. Fascynowały go natomiast psychodeliki. Swoje doświadczenie z peyotlem opisał obszernie jako niezwykłą podróż w głąb własnych, barwnych wizji. Po eksperymencie z meksykańskim kaktusem uznał, że może spokojnie umrzeć, bo widział już, jak wyglądają zaświaty.



Marcin Dorociński jako Witkacy, fot. Materiały prasowe Kino Świat

Zagranie tak barwnej postaci było wyzwaniem dla Marcina Dorocińskiego. „Zmierzenie się z legendą, z artystą totalnym, jakim był Witkacy, było moim marzeniem.” – wspomina aktor – „Jestem wdzięczny Maćkowi Kawalskiemu za zaufanie i powierzenie mi tej roli. Wiem, że nie była to oczywista decyzja z uwagi na moje dotychczasowe, dramatyczne emploi. Mam nadzieję, że ta rola spotka się z przychylnym odbiorem publiczności i że widzowie będą się świetnie bawić na «Niebezpiecznych dżentelmenach».”


Pozostali Dżentelmeni


Tadeusz Boy-Żeleński
był jedną z najpopularniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych postaci dwudziestolecia międzywojennego. Przyszły poeta i wybitny tłumacz – który w filmie Macieja Kawalskiego ma twarz Tomasza Kota, początkowo planował zastać lekarzem. Jednak już na studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim objawiło się jego zamiłowanie do literatury oraz… hulanek i hazardu, które popchnęły go prosto w wesołe ramiona artystycznej bohemy.


Tomasz Kot jako tadeusz Boy-Żeleński, fot. Materiały prasowe Kino Świat


Boy szybko stał się nieodłącznym towarzyszem Stanisława Przybyszewskiego, legendarnego twórcy młodopolskiego, a już w listopadzie 1900 roku – wraz z tuzami krakowskiej socjety – bawił się na weselu Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczykówny, które tak bardzo zainspirowało Stanisława Wyspiańskiego. Żeleński dał się poznać jako jeden z najwybitniejszych krytyków literackich oraz człowiek, który przełożył na język polski właściwie wszystkie najważniejsze dzieła literatury francuskiej – od „Komedii ludzkiej” Balzaka po „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta.


„Cała historia, którą Maciej Kawalski wybrał na oś fabularną swojego filmu, jest po części metaforą jego życia.”
– mówi wcielający się w postać Boya-Żeleńskiego Tomasz Kot – „On sam poświęcił się medycynie i zamarzył o karierze reżyserskiej już w trakcie studiów medycznych. Byłem zachwycony, że wybrał właśnie taki temat. A ponieważ bardzo go lubię i traktuję jak przyjaciela-powiernika, nie byłem wobec tej historii obojętny. Jednym z największych atutów tego projektu jest scenariusz, który z miejsca zachwycał wszystkich. Każdy, kto go przeczytał, mówił: «Wow, zróbmy to!». W polskim kinie dawno czegoś takiego nie było. Wszyscy daliśmy się oczarować. Zmieszałem ze sobą historię Maćka z historią Boya i cały czas pamiętałem o idei, którą niesie ze sobą film.”


Wojciech Mecwaldowski jako Bronisław Malinowski, fot. Materiały prasowe Kino Świat


Bronisław Malinowski
był jednym z najwybitniejszych znawców i badaczy w dziedzinie światowej antropologii. O tego wybitnego polskiego uczonego biły się zagraniczne uczelnie. Był pisarza, odkrywcą i podróżnikiem, którego podobizna zdobiła znaczki pocztowe, i który - jak nikt wówczas - rozumiał marketingową siłę powiedzenia sex sells. Czemu modelowo dał wyraz, tytułując jedną ze swoich rozpraw badawczych nazwą: „Życie seksualne dzikich”.


I chociaż wydana w 1929 roku monografia, to – ni mniej, ni więcej – twarde w odbiorze dzieło naukowe (wybitne – dodajmy!), to moc tytułu z miejsca uczyniła go bestsellerem, po który, rumieniąc się, sięgały nawet pensjonarki i gospodynie domowe.


Malinowski, prywatnie wielki przyjaciel Stanisława Ignacego Witkiewicza, z którym wspólnie przemierzał Australię i Oceanię, w końcowej fazie życia osiadł w Ameryce, gdzie od 1939 roku był wykładowcą i profesorem Uniwersytetu Yale. W „Niebezpiecznych Dżentelmenach” zobaczymy Bronisława Malinowskiego w wersji sensacyjnie-komediowej, o co zadba niezastąpiony Wojciech Mecwaldowski: „Moja praca polega na tym, że mam się w kogoś wcielić, więc oczywiście staram się do niego upodobnić jak najbardziej to możliwe. Dzięki charakteryzacji, kostiumom, materiałom od reżysera i tym, co udało mi się znaleźć, powstał Broniu.  Nie mieliśmy materiałów wideo i audio o Malinowskim, więc została mi tylko wyobraźnia.”



Andrzej Seweryn jako Joseph Conrad, fot. Materiały prasowe Kino Świat

Jeden z najwybitniejszych pisarzy XX wieku – Józef Teodor Konrad Korzeniowski herbu Nałęcz, znany całemu światu jako Joseph Conrad. Brawurowo sportretowany w „Niebezpiecznych Dżentelmenach” przez Andrzeja Seweryna, autor „Lorda Jima” i „Jądra ciemności”, na kartach historii zapisał się jako wybitny literat, ale też zuchwały podróżnik i awanturnik. Przez dekady jego dzieła stawały się źródłem inspiracji dla rzeszy twórców, dając początek m.in. „Czasowi Apokalipsy”, klasykowi science fiction „Obcy – ósmy pasażer Nostromo” czy chociażby utworom grupy Iron Maiden.


Co skłoniło Andrzeja Seweryna do zagrania Conrada? „Jeżeli czuję, że projekt ma sens, że scenariusz i postać, którą mam zagrać, są interesujące, a ekipa filmowa pozostaje na wysokim poziomie, nie waham się.” – mówi aktor – „Reżyser «Niebezpiecznych dżentelmenów» jest młody i początkujący, ale posiada już w swoim portfolio bardzo ciekawe prace. Byłem szczęśliwy, że nadarzyła mi się taka okazja. Znałem też część dzieł samego Josepha Conrada, a zainspirowany rozmową z reżyserem sięgnąłem jeszcze po kilka jego tekstów. Poszukałem również informacji o nim samym, o wspaniałym pisarzu, którym był bez wątpienia. Później zaczęliśmy wspólną pracę nad moimi dialogami, scenami, charakteryzacją i kostiumami. Nad relacjami mojego bohatera z innymi postaciami”.


Rekonstrukcja epoki


Skoro akcja filmu dzieje się w Zakopanem w 1914 roku, przed ekipą stanęło nie lada wyzwanie realizacyjne. Nie dość, że trzeba było wiarygodnie oddać rzeczywistość Zakopanego sprzed ponad stu lat, to jeszcze do tego akcja niektórych scen działa się w zasypanych śniegiem górach.


„Kręciliśmy w czasie pandemii, więc kiedy przyjechaliśmy do Zakopanego, Krupówki były puste, nagrywaliśmy sceny w bezludnych Tatrach.”
– wspomina Maciej Kawalski – „Z falą turystów w tle na pewno byłoby dużo trudniej. A my byliśmy w centrum miasta i mogliśmy pozwolić sobie na zamknięcie kilku ulic, zbudowanie fasad budynku i zwiezienie kilkudziesięciu tony ziemi, żeby odtworzyć epokę. Pandemia opóźniła start zdjęć o wiele miesięcy, ale potem przyniosła błogosławieństwo w postaci filmowego placu zabaw.”


Fotos z filmu "Niebezpieczni Dżentelmeni", fot. Jan Wierzejski


Jak wiadomo, u podnóża Tatr pogoda bywa bardzo zmienna. „W praktyce, kręcenie scen w plenerze było szalenie trudne, fizycznie i mentalnie. Temperatura oscylowała w okolicach zera, przez dwanaście godzin bez przerwy padał deszcz. Podczas pierwszej godziny wydaje ci się, że jest okej. Ale w połowie pracy wszystkim przemokły po dwie warstwy nieprzemakalnych kurtek, a woda dalej lała się po skałach, było zimno, ślisko i wietrzenie, a przy tym mieliśmy świadomość, że jeszcze drugie tyle przed nami!” – wspomina reżyser.


„Pamiętam, że kiedy chłopcy kręcili scenę z Józefem Piłsudskim w jaskiniach, cała ekipa wróciła dosłownie zmaltretowana! Wbrew pozorom w jaskiniach można napotkać na straszny deszcz, bo cała woda spływa po ścianach, a dodatkowo jest w nich zimniej niż na zewnątrz.” – dodaje Tomasz Kot – „Ja i Andrzej Seweryn musieliśmy z kolei uciekać przed austro-węgierskimi żandarmami w tej części Zakopanego, która była dziełem naszych scenografów. Odbywaliśmy zatem archiwalne narodowe wycieczki. I wiadomo, graliśmy dalej, niezależnie od warunków. W nasz najgorszy, najtrudniejszy dzień, rankiem spadł deszcz. Bieganie po błocie mogło być bardzo kontuzjogenne. Biegliśmy z Andrzejem w stronę stada owiec, ledwie utrzymując równowagę w śliskich butach. To było coś niesamowitego. Jednego wieczoru my współczuliśmy chłopakom, a następnego – oni nam! (śmiech)”


I rzeczywiście: od kontuzji nie udało się uciec. Przynajmniej Wojciechowi Mecwaldowskiemu! „Drugiego dnia zdjęciowego zerwałam więzadła krzyżowe przednie, więc cały film miałem pod górkę, ale że to góry, to się wyrównało. Mieliśmy cudowną ekipę i warunki do tego, by się w tym wszystkim zatracić.  I tak zrobiliśmy, bo mieliśmy też reżysera, który nam na to pozwolił i nam zaufał, a my jemu” – opowiada odtwórca roli Bronisława Malinowskiego.


Zew przygody był jednak z każdej strony kontrolowany. Nad bezpieczeństwem na planie, zwłaszcza hen, na wysokościach, czuwały odpowiednie służby. „Ubezpieczali nas pracownicy TOPR-u, którzy powiedzieli, że jeszcze nigdy tak nie zmarzli w górach. Ich akcje polegają na szybkim dotarciu do osoby poszkodowanej i przetransportowanie jej, więc cały czas są wtedy w ruchu i mają jasno określone zadanie. Nie spędzają w plenerze dwunastu godzin stojąc w miejscu, w dodatku moknąc i marznąc. Było to zadanie bardzo wymagające fizycznie, ale, co za tym idzie, również satysfakcjonujące.” – zapewnia Maciej Kawalski.

 

 

 





Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura




Jeśli podoba Ci się nasz artykuł, udostępnij go


Do góry!