PRAWO W KULTURZE
/ Prawo w praktyce
100 lat prawa autorskiego w Polsce
26.03.26
Zaczęło się od wynalazku Jana Gutenberga w 1440 roku i drukarzy, którzy chcieli chronić drukowane teksty przed nieautoryzowanym przedrukiem. Dziś – blisko 600 lat później – mówimy o algorytmach uczących się na cudzej twórczości. Po drodze mamy 100 lat prawa autorskiego w Polsce – pełne przełomów, sporów i zaskakujących historii, które zaczęły się od uchwalenia przez Sejm RP pierwszej ustawy o prawie autorskim 29 marca 1926 roku. Jak zmieniała się świadomość twórców i odbiorców kultury i z czym musimy się mierzyć dziś?
Dwudziestolecie międzywojenne – a co było wcześniej?
Okres międzywojenny jest oczywiście pewnym symbolem i kamieniem milowym w kształtowaniu się nie tylko prawa autorskiego, ale nowoczesnego systemu prawa w ogóle. Natomiast koncepcja ochrony autorów powstała o wiele wcześniej – sięga wręcz czasów późnego średniowiecza i wiąże się z przywilejami dla księgarzy nadawanymi w kilku europejskich krajach.
Przywileje drukarskie i początki ochrony
Pierwsze przywileje drukarskie (akty prawne chroniące drukarzy przed przedrukiem sprzedawanych przez nich dzieł) były bezpośrednim skutkiem przełomowego wynalazku Jana Gutenberga – prasy drukarskiej w 1440 roku. Drukarze-nakładcy (dalej „księgarze”) zaczęli się ich domagać w połowie XV wieku, co wynikało z chęci ochrony swojego interesu i zapewnienia pewnego monopolu na zysk.
Należy pamiętać, że przedruk był wówczas niezwykle kosztowny i dopiero zabezpieczenie benefitów skłaniało księgarzy do podjęcia takiego ryzyka. Często bywało bowiem tak, że inny konkurencyjny księgarz mógł szybko i sprawnie skopiować przygotowaną redakcyjnie i technicznie księgę oraz sprzedawać ją po niższej cenie niż konkurencja. Jest to jeden z powodów, dla których to księgarze, a nie autorzy, zostali jako pierwsi objęci ochroną prawną.
Pierwsze przywileje – czyli ugody w prawie nadawane zazwyczaj przez monarchów, władców terytorialnych, a nawet papieży – były przyznawane we Włoszech (a ściślej w Republice Weneckiej), Francji, Niemczech i Anglii. Na Wyspach uprawnienia te nazwano copyright (dosłownie „prawo kopiowania”), a nazwa ta przetrwała do dziś.
Rozwój prawa autorskiego w Europie i USA
Przełom przyniósł wiek XVI – to właśnie wtedy zaczęto uzależniać przywileje księgarzy od zgody autora na publikację konkretnego tytułu. W Wenecji, na mocy rozporządzenia z 1544 r., wydano nawet zakaz wydawania książek bez pisemnej zgody ich twórców.
Przechodząc do czasów nowożytnych, nie sposób nie wspomnieć o Statucie Królowej Anny z 1710 roku, ustanawiającym wyłączne prawo autora do decydowania o oddaniu dzieła do druku, zaś kolejne akty prawne ugruntowały pojęcie własności dzieła. Na gruncie francuskim podobne rozwiązania – za sprawą m.in. Woltera i Diderota – znalazły się w ustawach z 1791 i 1793 roku.
W Stanach Zjednoczonych przywileje autorskie zagwarantowała w 1790 roku federalna ustawa, której podstawą były zapisy Konstytucji „zapewniającej autorom i wynalazcom na określony czas wyłączne prawo do ich pism i wynalazków”.
Podobne regulacje wprowadzano w kolejnych krajach przez cały XIX wiek. W 1886 roku podpisano Konwencję Berneńską o ochronie dzieł literackich i artystycznych – pierwszą międzynarodową umowę dotyczącą praw autorskich.
Polska pod zaborami i pierwsze opracowania
Będąca wówczas pod zaborami Polska z oczywistych względów nie miała możliwości wykształcić własnego prawodawstwa, a jej mieszkańców obowiązywały, w zależności od zaboru, przepisy pruskie, rosyjskie bądź austro-węgierskie.
W tym kontekście warto jednak wspomnieć o wydanej w 1874 r. publikacji Włodzimierza Spasowicza „Prawa Autorskie i Kontrefakcya”. Spasowicz zajmował się tematem nielegalnych przedruków w Imperium Rosyjskim i tym, jak ten proceder wpływał na ochronę dzieł literackich. Jest to zdecydowanie jedna z pierwszych, tak dobrze zachowanych polskojęzycznych publikacji dotyczących prawa autorskiego.

Publikacja Włodzimierza Spasowicza „Prawa Autorskie i Kontrefakcya” znajduje się w domenie publicznej i pochodzi ze zbiorów Polony.
Temat ochrony autorskiej w poszczególnych zaborach jest tematem na tyle rozległym, że nie sposób objąć go kilkoma zdaniami. Zabory położyły się również mrocznym cieniem na wielu aspektach rodzącej się wówczas polskiej, nowej państwowości.
Powstanie nowoczesnego prawa – ustawa z 1926 roku
Powstający wówczas system prawa autorskiego był absolutnie pionierski. Jego twórcy – Fryderyk Zoll oraz Józef Litauer – traktowali unifikację porozbiorowych systemów prawa jako priorytet, jednocześnie czerpiąc z dorobku europejskiego i amerykańskiego.
Tak powstała pierwsza w Polsce ustawa regulująca ochronę autorów, uchwalona w marcu 1926 roku i szybko uznana za sukces legislacyjny na światowym poziomie.
Jej siłą był bardzo wysoki poziom ochrony twórców – m.in. przyznanie 50-letniej ochrony po śmierci autora. Za szczególnie istotne uznano również ustalenie definicji utworu jako przedmiotu prawa autorskiego, opartej na koncepcji Zenona Przesmyckiego (ps Miriam).
Potwierdzeniem znaczenia tej regulacji był udział Polski w pracach nad nowym tekstem Konwencji Berneńskiej w 1928 roku.
Warto dodać, że kilka lat wcześniej, bo w roku 1918, powstał powołany przez takie postacie jak Julian Tuwim, Jan Brzechwa czy Antoni Słonimski ZAiKS – czyli stowarzyszenie skupiające i mające na celu ochronę praw wybitnych artystów działających wówczas w polskiej przestrzeni publicznej.
II wojna światowa i PRL – czarne chmury nad prawem autorskim
Okres II wojny światowej
Podczas II wojny światowej prawo autorskie w Polsce funkcjonowało w bardzo ograniczonym zakresie – pod presją okupantów, ale jednocześnie jako element walki o zachowanie polskiej kultury.
W Generalnym Gubernatorstwie było ono ignorowane, a twórcy pozbawieni ochrony, jeśli ich działalność była sprzeczna z interesami okupanta.
Ciekawostką historyczną jest dekret wydany w 1940 r. przez Prezydenta RP na uchodźstwie Władysława Raczkiewicza, który ograniczał stosowanie przepisów ustawy z 1926 r. ze względu na „wyjątkowe okoliczności wywołane wojną”.
Prawo autorskie w PRL i realia rynku
Ustawa z 1926 r. została znowelizowana w 1952 roku – ograniczono czas ochrony do 20 lat po śmierci autora oraz zmniejszono znaczenie wydawców.
Choć formalnie istniał system prawny regulujący tę materię, w praktyce funkcjonował on w specyficznych warunkach politycznych. Artyści często podpisywali umowy, które z dzisiejszej perspektywy były dla nich bardzo niekorzystne i prowadziły do utraty praw na rzecz państwowych podmiotów, pozbawiających autorów większości lub całości praw (pamiętny Tonpress w latach 80-tych).
W konsekwencji wydawano płyty bez dodatkowego wynagrodzenia dla artystów z
takim problemem Nabywcy PRL-wskich katalogów tłumaczyli, że wszelkie wynagrodzenia z tytułu korzystania z nagrań zostały już wypłacone wtedy, gdy dany album miał swoją premierę. Jak mówili “większość artystów podpisywała paragraf, że z chwilą zapłaty wydawca nabywa wszelkie prawa do nagrania na czas nieograniczony, do eksploatowania go wszelkimi dostępnymi środkami w kraju i za granicą. (...) wygraliśmy takie procesy w sądzie i na tej podstawie twierdzimy, że te prawa są już po naszej stronie.” - mówił ówczesny współwłaściciel MTJ, Maciej Pluciński
borykałi się m.in. Perfect, Kayah czy Zbigniew Wodecki. Podobne spory pojawiały się również wokół praw do postaci Reksia, którego spadkobiercy walczyli w sądzie o prawa do rysunkowej wersji sympatycznego psiaka.
1994 r. – Nowy Wspaniały Świat?
Okres przypadający bezpośrednio po upadku PRL-u można śmiało nazwać czasem fonograficznej prosperity. Od wielkich wytwórni, nieśmiało stawiających pierwsze kroki w nowej Polsce, po bazarowych przedsiębiorców – wszyscy chcieli zarobić, wykorzystując mniej lub bardziej zgrabnie otwarcie płynącą rzekę zagranicznych tytułów.
W latach 1990–1993 szczyt popularności osiągnęły nieoficjalne kasety magnetofonowe. Można je było kupić na każdym kroku – giełdy, bazary, kioski, specjalnie do tego przeznaczone budki (jak np. te znajdujące się kiedyś na Placu Defilad w Warszawie), a ich dystrybucją zajmowały się wydawnictwa korzystające z braku regulacji prawnoautorskich.
Taka sytuacja była konsekwencją wprowadzonej w 1988 r. ustawy o działalności gospodarczej, znanej szerzej jako „ustawa Wilczka” (od nazwiska ówczesnego Ministra Przemysłu Mieczysława Wilczka). Regulacja zalegalizowała prywatną działalność gospodarczą, która od tego momentu miała funkcjonować według zasady: „co nie jest zakazane, jest dozwolone”.
I działała pełną parą. Asta, GM Music, Boss Music Max Studio, Mag Magic, Music World, OK!, Orion, Takt – to nazwy dobrze znane kolekcjonerom kaset magnetofonowych.
Oczywiście katalogi tych „wydawnictw” były eksploatowane bez uprzedniego załatwienia licencji, natomiast należy również podnieść, iż do 1994 r. – czyli do wejścia w życie obecnie obowiązującej ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych – nikt takimi licencjami się nie przejmował, a rodzimi przedsiębiorcy zgarniali ogromne pieniądze.
Wystarczyło zaopatrzyć się w „czyste” nośniki, ogarnąć poligrafię (ubogie, amatorsko projektowane okładki – o wkładkach z tekstami czy zdjęciach należy zapomnieć), a następnie piracki produkt przekazać do dystrybucji. Proste.
Ustawa z 1994 r. i jej znaczenie
Jak się okazało – w 1994 r. nie do końca takie proste. Ustawa z tego roku nawiązuje w fundamentalnych kwestiach do wartości ustanowionych w regulacjach międzywojennych, m.in. w zakresie ogólnej koncepcji, definicji utworu, zakresu ochrony oraz wyjątków, tj. dozwolonego użytku i wykonywania autorskich praw osobistych (czyli np. prawa do podpisywania się pod własnym dziełem czy prawa do integralności utworu).
W taki właśnie sposób pomysły stworzone jeszcze przed wybuchem II wojny światowej są aktualne i obowiązują nawet dzisiaj.
To, co jednak uległo zmianie, to zdecydowane dopracowanie i dostosowanie idei międzywojennych do współczesnych możliwości rozpowszechniania utworów oraz wyzwań, tj. nowych zagrożeń dla praw twórców – wynikających zwłaszcza m.in. ze wspomnianego wyżej procederu piracenia absolutnie wszystkiego, jak również możliwości prywatnego korzystania z twórczości za pomocą szeroko dostępnych urządzeń umożliwiających np. prywatne kopiowanie – mówimy tu cały czas o latach 90., czyli nagrywarkach VHS, fotokopiarkach czy w ograniczonym jeszcze wówczas zakresie urządzeniach „wypalających” płyty CD.
2026 – i co dalej?
Prawo nigdy nie nadążało za technologią, można powiedzieć, że w wielu przypadkach prawo jest reakcją na technologie. Widać to zwłaszcza, gdy technologiczna rzeczywistość przyspiesza.
Problem ten dotyka szczególnie kinematografii. To ta branża (obok muzycznej) była przez lata narażona na działalność internetowych piratów i strony takich jak Pirate Bay, jak również na niesprawiedliwą repartycję zysków z konsumowanych (oglądanych oraz kopiowanych) filmów i seriali.
Opłata reprograficzna
Dużym wyzwaniem dla współczesnego prawa autorskiego jest zagadnienie tzw. czystych nośników i pobieranej od nich opłaty, nazywanej potocznie reprograficzną. W dużym skrócie opłata ta to mechanizm kompensacyjny dla autorów. Dzięki niej twórcy otrzymują „rekompensatę” za to, że ich prace oraz produkcje są legalnie powielane do celów prywatnych – przykład: wypalenie kopii płyty CD do słuchania w samochodzie.
W prawie polskim taki mechanizm działa od 1994 roku, a ostatnio aktualizowany był w 2008 roku, czyli w czasie, gdy w Polsce popularność zyskiwały notebooki, kieszonkowe kamery video i czytniki e-booków.
Przez te 17 lat technologia i rzeczywistość cyfrowa zmieniły się radykalnie. A rozporządzenie w sprawie opłat reprograficznych nadal uwzględnia takie „czyste nośniki” jak VHS, mp3, faks czy nagrywarki DVD, nie uwzględniając jednocześnie nowoczesnych urządzeń, takich jak smartfony, tablety czy komputery osobiste.
Streaming i tantiemy
Kolejną istotną sprawą są tantiemy od odtworzeń na streamingach. Już od kilku lat to właśnie tam głównie ogląda się filmy.
I tak jak wcześniej za takie użycia płacą kina czy stacje telewizyjne, tak platformy streamingowe przez długi czas nie były objęte takim obowiązkiem. Doprowadzało to do absurdalnych sytuacji – np. twórcy serialu „Wielka Woda”, który był hitem w wielu krajach, a nie otrzymywali proporcjonalnego wynagrodzenia z platform streamingowych.
Istotną zmianą była nowelizacja z 2024 roku, która przyznała twórcom wynagrodzenie za udostępnianie utworów w internecie.
Sztuczna inteligencja – nowe wyzwania
Jednym z najważniejszych wyzwań dla współczesnego prawa autorskiego pozostaje rozwój sztucznej inteligencji, w szczególności w zakresie trenowania modeli oraz tworzenia nowych treści.
Obecnie na całym świecie sztuczna inteligencja nie ma praw autorskich.
Podsumowanie
Historia prawa autorskiego w Polsce to opowieść o ciągłym dostosowywaniu regulacji do zmieniającej się rzeczywistości – od przywilejów drukarskich, przez pionierską ustawę z 1926 roku, aż po współczesne wyzwania związane z cyfryzacją i sztuczną inteligencją. Choć prawo często podąża za zmianami z opóźnieniem, jego rozwój pokazuje, że ochrona twórczości pozostaje jednym z kluczowych elementów funkcjonowania kultury i gospodarki.
Autor: Paweł Kowalewicz - prawnik
Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura

- Prawo w kulturze
- Piractwo
- Podróbki
- Przewodnik po prawie autorskim
- > Prawo w praktyce
- Prawnik odpowiada / zapytaj prawnika
- Audycje o prawie autorskim
- Akty prawne
- Organizacje zbiorowego zarządzania
- Prawo Własności Intelektualnej w Działalności Dziennikarskiej
Prawo w praktyce – na skróty
Archiwum





