Lektor kontra AI - sprawa Jarosława Łukomskiego trafiła do sądu

PRAWO W KULTURZE

/ Prawo w praktyce

Lektor kontra AI - sprawa Jarosława Łukomskiego trafiła do sądu

Lektor kontra AI - sprawa Jarosława Łukomskiego trafiła do sądu

05.12.25

Sprawa Jarosława Łukomskiego - znanego lektora filmowego, którego głos został sztucznie wygenerowany i bezprawnie wykorzystany w reklamie prywatnej firmy - niechybnie zapisze się na kartach prawniczej historii. Jest to bowiem pierwsze tego typu powództwo w Polsce. W tekście poniżej, przytaczamy fragmenty rozmowy z panem Jarosławem, który rzucił trochę światła na tą bezprecedensową sytuację.

Zdecyduje rozpoznawalność

O tym, że po sieci krążą reklamy, w których użyto, prawdopodobnie wygenerowanego przez AI głosu, pan Jarosław dowiedział się … przez przypadek: “Sygnał o tym, że takie spoty się pojawiły, dostałem od mojego “facebookowego” znajomego. Nie znamy się osobiście, ale on rozpoznał mój głos i mnie o tym powiadomił, jednocześnie dodając, że głos jest chyba zmanipulowany - brzmi zbyt mechanicznie” (...) “Sam “dźwięk” rzeczywiście przypomina moją barwę głosu, ale nie ma tam emocji, którą zazwyczaj wtłaczam w czytane przeze mnie teksty. Prozodia jest zupełnie inna - “nieludzka”. Głos Jarosława Łukomskiego jest bardzo rozpoznawalny - zwłaszcza dla osób, które wychowały się w erze telewizji i filmów nadawanych przez poszczególne stacje. “Szklana Pułapka”, “Robocop”, “Obcy - ósmy pasażer Nostromo”, “Milczenie Owiec”, “Skazani na Shawshank”, “Szeregowiec Ryan” czy “Kompania Braci” - to tylko część z długiej listy kultowych produkcji, którym udzielił głosu lektorskiego. Rozpoznawalność głosu jako elementu “wizerunku” (o tym poniżej), jest wbrew pozorom istotnym parametrem w sądowym rozważaniu tego typu procesów. W sierpniu, Sąd Regionalny (II) w Berlinie wydał wyrok, w bardzo podobnej sprawie. Sąd orzekł bowiem, że wykorzystanie wygenerowanego przez model sztucznej inteligencji głosu znanego aktora dubbingowego i lektora audiobooków Manfreda Lehmanna przez twórcę filmów zamieszczanych na YouTube, narusza jego prawa osobiste. Co jednak najciekawsze, decydujące w tej sprawie było nie to, czy głos jest technicznie „autentycznie odwzorowany”, ale to, czy jest on w sposób rozpoznawalny przypisywany danej osobie. 


Głos jako element wizerunku?

“Traktuję mój głos, jako dobro osobiste. To dzięki niemu stałem się rozpoznawalny, więc jest to zdecydowanie coś więcej niż tylko narzędzie pracy.” - mówi dalej Jarosław Łukomski. No właśnie, w tym miejscu pojawia się pytanie - czym, w ujęciu prawnym, jest głos? W polskim doktrynie, od lat toczy się spór o jego klasyfikację – część środowiska uznaje go jedynie za element wizerunku, chronionego przepisami kodeksu cywilnego i ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W wielkim skrócie wizerunek osoby umożliwia jej identyfikację, zatem rzeczywiście, gdyby przyjąć odpowiednie założenia, można by uznać głos za jego integralną składową. Drugie stanowisko zakłada przyznanie głosowi statusu odrębnego od wizerunku dobra osobistego, któremu przysługuje ochrona z art. 23 kodeksu cywilnego. Co prawda, przedmiotowy przepis nie wymienia głosu jako dobra osobistego, ale katalog tej normy jest otwarty co oznacza, że zawarte wyliczenie jest jedynie przykładowe i nie wyklucza objęcia ochroną innych dóbr. Przedstawiciele tego poglądu podnoszą, że „głos powinien być ujmowany jako odrębne od wizerunku dobro osobiste, służące jednak temu samemu celowi, co zewnętrzny obraz człowieka, a mianowicie – identyfikacji”. W tej sprawie wypowiadał się nawet Sąd Najwyższy, który w wyroku z dnia 3 października 2007 r. (II CSK 2007/07) stwierdził, że głos „powinien być chroniony w ramach prawa do wizerunku, stanowi bowiem jego element nie jako obraz fizyczny (wizualny) danej osoby, lecz jako jej obraz odbierany za pomocą słuchu. Prawo osobiste do ludzkiego głosu należy traktować jako dźwięczny wizerunek, jednak pod warunkiem, że jest rozpoznawalny dla osób trzecich. Oznacza to, że głos danej osoby musi być na tyle charakterystyczny i wyróżniający się, by można było wskazać konkretną osobę, od której pochodzi.”

Jak zatem chronić głos-dobro osobiste?

Odpowiedź na tak postawione pytanie jest łatwa i jeszcze dwa lata temu była prawdopodobnie zupełnie inna. Wszystko przez zawrotne tempo rozwoju technologii, w tym modeli AI. Próby kopiowania czy syntezy głosu o konkretnym brzmieniu (np. wzorowanym na głosie autentycznej osoby), dopiero od niedawna przynoszą bardziej “ludzkie” efekty. Weźmy na przykład Suno - model umożliwiający tworzenie utworów muzycznych. Obecnie, jego wytwory (także w aspekcie wokalnym) są praktycznie nie do odróżnienia od mniej ambitnych, generycznych popowych piosenek. “Mam podpisaną umowę ramową z firmą Mikrofonika. Oprócz stworzenia cyfrowego wzorca mojego głosu, porozumienie obejmuje także wyłączność w zakresie używania mojego głosu oraz uprawnienie do podejmowania kroków prawnych, w przypadku jakichś naruszeń”. Tego typu konstrukcje prawne, pojawiają się już w obiegu kontraktowym od jakiegoś czasu. Dotyczy to również innych branż niż lektorska. Np. duże wytwórnie fonograficzne, zawierają w umowach z artystami uprawnienie do wyłącznego korzystania nie tylko z głosu, ale także wizerunku, pseudonimu czy “podobieństwa” (chodzi m.in. o cyfrowe awatary wykonawców). Takie rozwiązania mają przede wszystkim znaczenie formalne i trochę psychologiczne. Faktem jest, że duża firma, posiadająca odpowiednie zasoby finansowe, ale też ludzkie - w postaci własnych prawników, ma większe szanse na pomyślny wyrok, niż działająca samodzielnie “osoba fizyczna”. Ogromną rolę odegra tu także nasze państwo, które jak najszybciej musi implementować rozsądne przepisy dotyczące korzystania z utworów/zasobów, którymi AI się “karmi”. Informacje o wyciekach całych baz danych (pisaliśmy o tym tutaj: https://legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/4191,tworczosc-w-erze-ai-konflikt-prawa-i-technologii#gsc.tab=0), pojawiają się już praktycznie z każdej strony. Ostatnio popularna platforma do wysyłania plików, WeTransfer, znalazła się w ogniu krytyki po aktualizacji swojego regulaminu. Nowe zapisy, które miały wejść w życie z początkiem sierpnia, uprawniały firmę do bardzo szerokiego wykorzystywania treści przesłanych przez użytkowników (nieodpłatna i nieograniczona czasowo i terytorialnie licencja). W domyśle chodziło oczywiście m.in. o karmienie modeli AI. Jednak po fali krytyki, która przetoczyła się przez opinię publiczną, serwis wycofał się z planowanych zmian.

“Występuję w imieniu całego środowiska i mam nadzieję, że ta sprawa stanie się precedensem, który wyznaczy kierunek na przyszłość” - mówi na koniec Jarosław Łukomski. Legalna Kultura będzie oczywiście śledziła ten proces i informowała o jego efektach, jednak już w tym miejscu życzymy panu Jarosławowi wytrwałości w walce o część jego tożsamości, z której nikt nie powinien bez zgody korzystać.


Autor – Paweł Kowalewicz

Grafika – Legalna Kultura

 




Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura




Spodobał Ci się nasz artykuł? Podziel się nim ze znajomymi 👍


Do góry!