„Licencja pachnąca czekoladą”

PRAWO W KULTURZE

/ Prawo w praktyce

„Licencja pachnąca czekoladą”

„Licencja pachnąca czekoladą”

Wokół licencji narosło sporo mitów. Umowa licencyjna to czasowa zgoda na korzystanie z utworu, a jednak często nafaszerowana jest prawniczymi zwrotami, które budzą niezrozumienie. Całkiem niedawno i zupełnie przypadkowo pożalił mi się znany twórca, że nie może udzielić licencji agencji reklamowej na wykorzystanie swojej piosenki w dużej kampanii reklamowej, bo jest związany licencją na ten utwór z inną firmą. - Żal mi bardzo bo trochę grosza by wpadło. Że to człowiek musiał dać licencję za pięć złotych, a teraz poważny klient odejdzie z kwitkiem - kompozytor nie krył frustracji. - Pokaż umowę, klienta przetrzymaj – mówię. I tu się twórca zasępił, bo odnalezienie umowy było nie lada wyzwaniem. Któż by tam papiery kolekcjonował?!

Perspektywa zarobienia grosza zmusiła jednak autora do przeszukania szuflad  i w końcu, w pudełku po czekoladkach wedlowskich, znalazł umowę. Zapachniało czekoladą gdy przewracałam kolejne jej strony, a uśmiech zagościł na mej twarzy, bynajmniej nie dlatego, że zapach czekolady mnie odurzył. - Nie ma klauzuli wyłączności - mówię.  - Że co?  – zamrugał powiekami twórca.  - Nie ma znaczenia, że licencja jeszcze trwa - mówię.  - Najważniejsze w tej sytuacji, czy umowa zawiera klauzulę wyłączności. Chodzi o to, że można udzielić dwóch rodzajów licencji: wyłącznej i niewyłącznej. Jeśli udzielisz licencji wyłącznej, to oznacza, że już nikomu nie możesz udzielić na ten utwór licencji w okresie jej trwania. Tylko ten jeden licencjobiorca ma prawo korzystać z utworu na określonych polach eksploatacji. Ja tu czytam, że twoja licencja jest niewyłączna, a to oznacza, że nawet w czasie jej trwania możesz udzielić na ten sam utwór licencji innym osobom czy firmom. Taki jest skutek braku wyłączności. Czasami, zwłaszcza w umowach z agencjami reklamowymi,  umowa zastrzega, że w pewien sposób z utworu korzystać licencjodawca nie może.   Na przykład jest napisane, że utwór nie może być wykorzystany w reklamie produktów z branży napojów gazowanych. I wtedy, to jest taka jakby częściowa wyłączność, ograniczająca się do konkretnie wskazanego sposobu korzystania.  - I tak pewnie byłoby wtedy, gdybym dał piosenkę do reklamy jakiegoś napoju? – zapytał nasz bystry autor. Pokiwałam twierdząco głową.  - Czyli, że mógłbym na przykład dać komuś licencję na wykorzystanie tej piosenki  do reklamy czekolady, ale już nie do reklamy jakiejś oranżady? - Właśnie tak -  potwierdziłam.

Twórca zaczął sam wertować umowę i w końcu zapytał: - A powiedz, co to znaczy ten zapis tutaj – wskazał palcem kolejny paragraf -  że udzielam licencji bez prawa do sublicencji?  - To proste - wyjaśniam. - Sublicencja, to prawo do udzielania dalszych licencji przez twojego licencjobiorcę. Jeśli podpisujesz umowę z prawem do dokonywania przez twojego licencjobiorcę sublicencji, to oznacza, że on może udzielić licencji na ten utwór jeszcze komuś, oczywiście w zakresie praw jakie od ciebie uzyskał. Jeśli dałeś mu prawo do zwielokrotnienia utworu na jakimś nośniku i wprowadzenia do obrotu, to on dokładnie takiej samej licencji może udzielić komuś jeszcze ale nic ponad to, na innych polach eksploatacji. Może dać mniej, nie może więcej.

Autor jest rozpromieniony, jego oczy zamieniają się w błyszczące złotówki, bo perspektywa zarobienia grosza znów staje się realna. Parafrazując słynne zdanie Van Gogha, że artysta może żyć bez chleba, chodzić w podartych trzewikach, ale nie może żyć bez glorii, powiedziałabym raczej, że gloria artysty to przelew na określoną kwotęJ - Wiesz co, jakoś nabrałem chęci na szklaneczkę czekolady, to ja cię zapraszam – mówi autor.

W mej dłoni powiewają kartki umowy pachnącej czekoladą gdy tak zmierzamy razem w stronę krainy słodkiej czekolady, nie ograniczeni wyłącznością szklaneczki jednej, drugiej trzeciej… A ja sobie myślę, że gdyby nasz autor  zamiast umowy licencyjnej zawarł umowę  przenoszącą prawa, to byłaby zupełnie inna historia. Ale o tym następnym razem...

dr Katarzyna Błeszyńska

Artykuł ukazał się pierwotnie w Magazynie Filmowym w 2014 roku



Do góry!


Społeczna Kampania edukacyjna Legalna Kultura realizowana przez Fundację Legalna Kultura

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej