Ja w internecie

PROGRAM SZKOLENIOWY W ZAKRESIE ROZWOJU KOMPETENCJI CYFROWYCH



Wyszukaj na stronie "Ja w internecie"


Lamborghini vs. producent mebli. Prawo autorskie nie tylko w kulturze

PRAWO W KULTURZE

/ Prawo w praktyce

Lamborghini vs. producent mebli. Prawo autorskie nie tylko w kulturze

Lamborghini vs. producent mebli. Prawo autorskie nie tylko w kulturze

04.02.21

Pasja do motoryzacji może słono kosztować. I nie chodzi tutaj o zawrotne ceny niektórych samochodów, a o karę, która grozi pewnej podwrocławskiej firmie prowadzącej sprzedaż mebli łudząco przypominających karoserię pojazdów marki Lamborghini. Włoski producent szacuje swoje straty na kwotę 2 milionów złotych.

Niecodzienne zgłoszenie trafiło jakiś czas temu do Wydziału Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu. Funkcjonariusze otrzymali bowiem informację, że pewna firma sprzedaje meble, które wyglądają jak samochody marki Lamborghini. Produkowane sofy i biurka były dość drogie – od 4000 do 7000 EUR – co z uwagi na ręczne wykonanie każdego mebla jest dość zrozumiałe. Wszystko wydawało się iść gładko, do momentu popełnienia kardynalnego błędu, który naszym zdaniem przelał czarę goryczy (o tym dlaczego, piszemy później). Właściciel firmy postanowił bowiem dodać wisienkę na torcie w postaci znaczków z logiem Lamborghini, które zostały wmontowane w sofy.

Sprawę należy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze z perspektywy prawa autorskiego, po drugie w zakresie prawa własności przemysłowej oraz przepisów o nieuczciwej konkurencji. Z tego co mi wiadomo (bazuję jednak na przekazach medialnych, stąd zastrzeżenie, że mogę się mylić), polska firma konstruowała swoje meble od zera, bez korzystania z gotowych i oryginalnych komponentów takich jak reflektory, które bez problemu można kupić w sieci. Jest to o tyle istotne, że samodzielną konstrukcję można by zakwalifikować do kategorii utworów zależnych lub inspirowanych. Sytuację można porównać do coveru utworu muzycznego (więcej na ten temat przeczytacie w artykule Legalnej Kultury). Tam również zachodzi relacja pomiędzy utworem pierwotnym, a jego przeróbką. Coverujący muzycy, używają własnych umiejętności i instrumentów, aby odzwierciedlić dzieło innych twórców. Przenosząc to na kanwę omawianej sprawy, utworem pierwotnym jest design samochodu, a podmiotem chronionym projektant, który taką koncepcję stworzył. Prawo autorskie nie zabrania tworzenia utworów inspirowanych, gdyż zgodnie z art. 2 ust. 1 „Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.” Rozporządzanie takim utworem jest jednak zależne od zgody twórcy pierwotnego, co jak łatwo można się domyślić, w tej sytuacji nie miało miejsca. Jak już wspomniałem, drugą opcją (w tym wypadku chyba bardziej trafioną) jest zakwalifikowanie „auto-mebli” do kategorii utworów inspirowanych. Tu prawo jest nieco łagodniejsze – art. 2 ust. 4 mówi jasno, że „za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem” - a co za tym idzie, twórca zainspirowany nie musi przejmować się uzyskiwaniem jakichkolwiek zgód. Różnica między utworami inspirowanymi, a opracowaniami nie jest klarownie wyjaśniona przez ustawodawcę i jest każdorazowo wyznaczana przez orzeczenie sądowe zapadłe w sprawach o naruszenie praw autorskich i pokrewnych. Uznaje się jednak, że wskaźnikiem granicy utworu zależnego i powstałego z inspiracji nie jest, jak mogłoby się wydawać, stosunek ilościowy, a jakościowy - w kontekście elementów wykorzystanych z dzieła pierwotnego. Czy można to jednak odnieść do opisywanej sytuacji – tego nie wiemy, gdyż najprawdopodobniej będzie to ustalał sąd.



Naruszenie praw autorskich bywa trudne do wykazania. Zwłaszcza gdy sprawa dotyczy właśnie opracowań czy utworów zależnych. Podwrocławska firma, nieświadomie ułatwiła Lamborghini dochodzenie roszczeń, gdyż jak napisaliśmy na wstępie, produkowane meble ozdobione były oryginalnym plakietkami z logo włoskiego przedsiębiorstwa. Tym działaniem naruszono prawo do bardzo znanego znaku towarowego, co też tłumaczy tak wysoką kwotę roszczenia. Dla krótkiego przypomnienia – znakiem towarowym może być każde oznaczenie umożliwiające odróżnienie towarów lub usług jednego przedsiębiorcy od towarów lub usług innego oraz możliwe do przedstawienia w rejestrze znaków towarowych w sposób pozwalający na ustalenie jednoznacznego i dokładnego przedmiotu ochrony udzielonej dla znaku. Takimi znakami są najczęściej loga firm – wystarczy wspomnieć o takich firmach jak Coca-Cola, Nike, Apple czy Mercedes. Na pewno czytając te nazwy stają Państwu przed oczami oznaczenia graficzne charakterystyczne dla tych konkretnych marek – o tych znakach jest właśnie mowa. Bezprawne wykorzystanie cudzej identyfikacji graficznej jest karalne, a ich właściciele mogą równocześnie dochodzić roszczeń pieniężnych w postępowaniach cywilnych. Może to być również uznane za czyn nieuczciwej konkurencji, którym może być w szczególności „wprowadzające w błąd oznaczenie przedsiębiorstwa, fałszywe lub oszukańcze oznaczenie, pochodzenia geograficznego towarów albo usług, wprowadzające w błąd oznaczenie towarów lub usług, naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa, nakłanianie do rozwiązania lub niewykonania umowy, naśladownictwo produktów, pomawianie lub nieuczciwe zachwalanie, utrudnianie dostępu do rynku, przekupstwo osoby pełniącej funkcję publiczną, a także nieuczciwa lub zakazana reklama, organizowanie systemu sprzedaży lawinowej, prowadzenie lub organizowanie działalności w systemie konsorcyjnym oraz nieuzasadnione wydłużanie terminów zapłaty za dostarczane towary lub wykonane usługi. Katalog jest dość bogaty, jednak należy zastrzec jedną rzecz”[1]. O czynie nieuczciwej konkurencji możemy mówić wyłącznie, gdy procesujące się przedsiębiorstwa prowadzą tożsamą działalność. Np. ktoś podrabia samochody Lamborghini i sprzedaje je wprowadzając klientów w błąd. Dość odważne jest jednak założenie, że ktoś mógłby pomylić samochód tej firmy z, nawet łudząco do niego podobną, kanapą. Jak rozumiemy, chodzi tutaj o ewentualne (żaden klient firmy nie zgłosił bowiem takiej reklamacji) nieporozumienie co do pochodzenia tych mebli. Na przykład ktoś mógł pomyśleć, że sofa jest stworzona przez markę Lamborghini i to wpłynęło na decyzję o zakupie. Dlatego tak ważną kwestią jest wykorzystane logo marki. Gdyby nie ten fakt, to prawdopodobnie właściciel podwrocławskiej firmy miałby duże szanse na wygraną sądową. Wówczas wystarczyłoby, aby wykazał, że meble są utworami inspirowanymi i po problemie. Natomiast naruszenie praw do znaku towarowego będzie słono kosztowało.

 
Autor: Paweł Kowalewicz prawnik        

Fot. KMP Wrocław


[1]     Art. 3 ust. 3 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19930470211/U/D19930211Lj.pdf




Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura.



Do góry!