Ja w internecie

PROGRAM SZKOLENIOWY W ZAKRESIE ROZWOJU KOMPETENCJI CYFROWYCH



Wyszukaj na stronie "Ja w internecie"


Po roku w zamknięciu, gdy czytanie stało się jeszcze ważniejsze

PRAWO W KULTURZE

/ Prawo w praktyce

Po roku w zamknięciu, gdy czytanie stało się jeszcze ważniejsze

Po roku w zamknięciu, gdy czytanie stało się jeszcze ważniejsze

23.04.21

Książka to chyba najważniejszy nośnik pisma w całej historii naszej cywilizacji. Książki zmieniają świat i wydają się to czynić z wrodzoną sprawnością i konsekwencją. Jej forma ewoluuje – i dziś coraz większą popularność zdobywają urządzenia do czytania e-booków, których sprzedaż stanowi już znaczy procent zysków rynku wydawniczego. Na pewno warto spojrzeć na książki właśnie z tej strony.


Zwłaszcza w 2021 r. – po roku w zamknięciu, gdy czytanie stało się jeszcze ważniejsze – bo pomaga zwalczać skutki izolacji, umacnia relacje, czy po prostu stymuluje nasze umysły do kreatywnej pracy. Wg. badań opublikowanych przez Bibliotekę Narodową 21 kwietnia 2021 r.[1], możemy obserwować trend wzrostowy w czytelnictwie. Na zadawane od blisko trzydziestu lat pytanie o czytanie w całości lub fragmencie co najmniej jednej książki w ciągu roku poprzedzającego badanie twierdząco odpowiedziało 42% respondentów. To najlepszy wynik od sześciu lat. Potwierdzają to dane z portalu lubimyczytac.pl, który wskazuje ja dwucyfrowy wzrost sprzedaży książek. Próbując odpowiedzieć na pytanie o związek czytelnictwa z sytuacją osobistą w czasie pandemii, warto odnotować, że najmniej czytelników jest wśród osób bezrobotnych oraz tych, których tryb pracy nie zmienił się pod wpływem pandemii. Najwięcej zaś wśród osób, które rozpoczęły pracę zdalną i mają tyle samo lub więcej obowiązków zawodowych co przed pandemią. Wydaje się zatem, że to jednak nie pandemia sama w sobie decyduje o postawach czytelniczych badanych Polaków – to okoliczności społeczne, które są jej konsekwencją podkreśliły już wcześniej istniejące różnice w tym zakresie.


Czytanie książek częściej i chętniej praktykuje się w formie papierowej niż cyfrowej – na książki w postaci elektronicznej, czytane z ekranu komputera, czytnika, telefonu lub tabletu wskazało 5% osób czytających książki. Ten sposób lektury najpopularniejszy jest wśród najmłodszych badanych (wskazało go 14% czytelników od 15 do 18 roku życia) i osób uczących się (14%), co wiąże się zapewne z trybem udostępniania materiałów dydaktycznych przez nauczycieli i wykładowców. Należy jednak mieć na uwadze, że od momentu, gdy e-booki przestały być ciekawostką, a stały się pełnoprawnym formatem, wydawcy nie mówią już głośno o wynikach sprzedaży – to cenna wiedza biznesowa, której ze względu na chęć jeszcze większego zysku, po prostu nie podaje się do wiadomości publicznej. Ma to jednak bardzo poważny efekt uboczny – brak wiarygodnych statystyk sprzedaży e-booków w Polsce. Jesteśmy w związku z tym skazani na oszacowania, a nawet badania Biblioteki Narodowej będą w tym zakresie zaniżone. Wynika to również z prostego faktu ograniczeń jakie niosą za siebie papierowe formy. O wiele trudniej jest pozyskać taką pozycję z nielegalnego źródła – należałoby ją w całości skopiować, a jest to drogie i nieporęczne. Z e-bookami sprawa wygląda podobnie jak z plikami muzycznymi czy audiowizualnymi – cyfrowy format ułatwia bezprawne powielenie i udostępnianie poza obiegiem legalnych źródeł.


(Nie)legalne źródła e-booków


Jeszcze w 2016 r. sytuacja wyglądała tak, że z badania przeprowadzonego przez firmę Virtualo i Instytut GRAPE Uniwersytetu Warszawskiego wynikało, że nawet 50% „e-czytelników” pozyskuje tytuły z nieoficjalnych źródeł[2]. Jako przyczynę takiego stanu rzeczy wskazywano wysokie ceny egzemplarzy oraz ogólnospołeczne przyzwolenie na nielegalny obrót treściami. Problemem jest również niska świadomość użytkowników, że pieniądze, które zapłacą za e-booka, trafią do autorów. „Tutaj nie ma takiego przełożenia, że e-book też jest książką, pracą autora, za którą warto zapłacić, za którą warto tego autora wynagrodzić” – tłumaczy Martyna Bednarczyk z firmy Virtualo.[3] Na ten aspekt nieoficjalnego rynku zwróciła niedawno uwagę pisarka Agnieszka Lingas-Łoniewska. We wpisie na swoim facebookowym koncie, autorka zwróciła się do obserwujących – „Uprzejmie informuję, że każda osoba, która czyta moje książki pobierając je z nielegalnych plików z internetu, nie jest godna, aby mnie czytać. Zapraszam do opuszczenia moich fanpage, grup fanowskich, etc. Złodziejom dziękuję!!!”[4]. Jak się okazało, na kilka dni przed oficjalną premierą jej najnowsza książka została rozpowszechniona w Internecie – na portalach jak chomikuj.pl i Freedisc. To właśnie tego typu strony udostępniające przestrzeń dyskową są najczęstszym źródłem w nielegalnym obiegu e-booków i audiobooków. Należy jednak pamiętać, że zgodnie z polskim prawem, to udostępnianie plików jest karane – nie ich ściąganie. Dlatego właśnie większość spraw, które trafia do sądów zderza się ze ścianą – właściwym podmiotem do pozwania są bowiem właśnie te platformy, stanowiące rolę pośredników w wymianie nielegalnych treści, a nie konkretni użytkownicy. To oczywista luka prawna, która działa na szkodę twórców. Ustawodawca założył bowiem, że właściciel serwisu ma prawo przyjąć założenie, że wrzucane przez użytkownika takiego serwisu treści są legalnie pozyskane, a sam użytkownik zadbał o wszystkie formalności z tym związane – uzyskał licencję od autora, a może nawet doszło do przeniesienie całości majątkowych praw autorskich. W przypadku, gdy twórca znajdzie swoje dzieło na takiej stronie (oczywiście z założeniem, że nie miał niczego wspólnego z udostępnieniem go na tej platformie), musi się zwrócić do właściciela serwisu, a właściciel serwisu ma wówczas obowiązek niezwłocznego usunięcia naruszających monopol autorski treści. Dopiero gdy tego nie zrobi, sprawą mogą zająć się organy ścigania. Jest to rzecz jasna bardzo wygodne dla wszystkich tych serwisów, a ich właściciele mogą udawać niczego nieświadome niewiniątka – kasując w tym samym czasie pokaźne sumki.


Należy jednak wyraźnie rozróżnić nielegalne udostępnianie e-booków w Internecie i udostępnienia w ramach dozwolonego użytku. Warunek jest jeden – dzieło, z którego korzystamy musi pochodzić z legalnego źródła. Wówczas, zgodnie z art. 23 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych zezwala na korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.[5] Oznacza to mniej więcej tyle, że możemy dzielić się e-bookiem z rodziną, przyjaciółmi czy nawet znajomymi – niestety ustawa nie dostarcza na konkretnej definicji tej grupy – możemy więc traktować ją dość szeroko. Niestety i tu pojawia się pewien problem interpretacyjny. Przepis wyraźnie mówi o „pojedynczych” egzemplarzach, co od razu nasuwa zakaz zwielokrotniania oryginalnego egzemplarza – nawet jeśli kopiami mielibyśmy dzielić się w ramach dozwolonego użytku. Warto przytoczyć jednak ciekawy głos doktryny, który rzuca na to zagadnienie trochę inne światło – „W zakresie dozwolonego użytku osobistego art. 5 ust. 2b dyrektywy stanowi, że państwa członkowskie mogą przewidzieć wyjątki lub ograniczenia w odniesieniu do prawa do zwielokrotniania „w odniesieniu do zwielokrotniania na dowolnych nośnikach przez osobę fizyczną do prywatnego użytku i do celów ani bezpośrednio, ani pośrednio handlowych, pod warunkiem, że podmioty praw autorskich otrzymają godziwą rekompensatę, uwzględniającą zastosowanie lub niezastosowanie środków technologicznych określonych w art. 6, w odniesieniu do danych utworów lub przedmiotów objętych ochroną”. W treści dyrektywy nie można znaleźć przyczyny nowelizacji art. 23 ust. 2. Można się domyślać, że polski ustawodawca chciał umieścić zapis ograniczający skalę dozwolonego użytku prywatnego. Omawiana zmiana treści art. 23 ustawy funkcji tej jednak nie spełnia.”[6] Więcej praktycznych informacji na temat dozwolonego użytku można przeczytać na stronie Legalnej Kultury.


Milionowe długi


Branża wydawnicza w 2020 r. zanotowała ponad milionowy wzrost zadłużenia księgarń. Zamknięto prawie 300 placówek, odwołano setki spotkań autorskich i targów. Pomimo, że ponad 17% badanych Polaków deklaruje, że kupuje więcej książek lub audiobooków zobowiązania księgarń są i tak wyższe niż przed pandemią (szacuje się, że łączny dług to ok. 12,5 mln zł)[7]. W wyniku epidemii najbardziej ucierpiały kameralne, często rodzinne księgarnie. W listopadzie o wsparcie do ustawodawców wystąpiła Polska Izba Książki, która przedstawiła konkretne dane: od stycznia do listopada tego roku zamknęło się ponad 240 placówek. W uzasadnieniu zwrócono uwagę na fakt likwidacji ponad 140 księgarń niesieciowych – „są to małe księgarnie o istotnym znaczeniu dla kontaktu miejscowej społeczności z książką”. Warto o tym pamiętać i wspierać swoje lokalne miejsca.


O zarobki nie muszą się jednak martwić przedsiębiorcy zajmujący się e-bookami i audiobookami – „Nie będzie wielką tajemnicą jak przyznam, że pandemia pozytywnie wpłynęła na segment audiobooków. Zanotowaliśmy wyraźne wzrosty słuchalności praktycznie we wszystkich grupach odbiorców, choć największe zainteresowanie budziły treści dziecięce. Fakt, że musieliśmy zostać w domu, odcięci od innych ludzi, od aktywności dnia codziennego sprawił, że zmieniliśmy wiele nawyków, nie tylko czytelniczych. Nasi odbiorcy to osoby, które aktywnie poszukują dostępu do kultury, więc wierzę, że skoro słuchanie audiobooków im się spodobało, to zostaną z nami na długo.”mówi dla portalu lubimyczytać.pl Arkadiusz Seidler, członek zarządu ds. wydawniczych Audioteki[8].


Dlatego apelujemy o wspieranie twórców, wydawców i księgarzy – zwłaszcza teraz, gdy popyt na książki (w różnych formatach) rośnie. Autorzy, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji, związanej z pandemią koronawirusa, zasługują na uczciwe wynagrodzenie za swoją pracę. Warto zatem korzystać z legalnych źródeł – może być to egzemplarz biblioteczny (za którego wypożyczenie twórcy dostają pieniądze), czy pobranie pliku z jednej z oficjalnych stron. Bazę Legalnych Źródeł znajdziecie na stronie Legalnej Kultury.

 

Autor: Paweł Kowalewicz, prawnik

Fot. Licencja Freepik Premium



[1] https://www.bn.org.pl/download/document/1618923121.pdf

[2] https://www.prawo.pl/prawnicy-sady/nawet-polowa-e-bookow-czytana-jest-nielegalnie,65623.html

[3] Tamże

[4] https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=4295911527093523&id=409189525765762

[5] http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19940240083/U/D19940083Lj.pdf

[6] https://czasopismo.legeartis.org/2014/10/kopiowanie-utworow-dozwolony-uzytek/

[7] https://krd.pl/Centrum-prasowe/Informacje-prasowe/2020/W-czasach-zarazy-czytamy-wiecej--przed-swietami-dlugi-ksiegarn-zaczely-malec

[8] https://lubimyczytac.pl/raport-z-branzy-rozne-oblicza-rynku-ksiazki-w-czasie-pandemii


 



Fundacja Legalna Kultura realizuje projekt szkoleniowy, którego celem jest edukacja w zakresie prawa autorskiego i ochrony własności intelektualnej pomocna zarówno w nauczaniu, jak i w nauce, ale także w bezpiecznym korzystaniu z zasobów internetu w życiu codziennym.



  

 

Prawa własności intelektualnej? Ja to rozumiem!
Społeczna kampania edukacyjna Legalna Kultura

SZKOLENIA I WARSZTATY DLA NAUCZYCIELI, EDUKATORÓW I UCZNIÓW

Celem szkoleń i warsztatów jest edukacja w zakresie korzystania z zasobów kultury przydatnych w pracy dydaktycznej oraz w pracy twórczej, a także w nauce z poszanowaniem praw twórców. Prowadzący warsztaty przybliżą uczestnikom problematykę z zakresu ochrony własności intelektualnej oraz korzystania z zasobów kultury z legalnych źródeł, a także dostarczą narzędzi pomocnych w pracy dydaktycznej i w nauce. Więcej informacji…


ZAPRASZAMY DO UDZIAŁU W PROJEKCIE

 

Projekt realizowany dzięki wsparciu finansowemu
European Union Intellectual Property Office


 





Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura.



Do góry!