Książka i okładka: dwa odrębne utwory w kontekście prawa autorskiego

PRAWO W KULTURZE

/ Prawo w praktyce

Książka i okładka: dwa odrębne utwory w kontekście prawa autorskiego

Książka i okładka: dwa odrębne utwory w kontekście prawa autorskiego

05.01.22

Nikogo nie powinno dziwić to, że okładka książki może być chroniona prawem autorskim. Zazwyczaj jest ona pewną graficzną wizytówką mającą na celu zachęcenie czytelnika do sięgnięcia po dany tytuł. Już tylko to sprawia, że nie można jej pomylić z utworem pisanym. Nie zawsze dzieli ona jednak losy książki; przykładowo, wznowione wydania zmieniają obwoluty, a zachowują treść. Tak samo jest z prawami z nią związanymi: tak prawa do książki, jak i do okładki są inne.

 

Okładka jako przedmiot praw autorskich

Okładka może, ale nie musi, być osobnym utworem w rozumieniu prawa autorskiego. Weźmy na przykład intensywny żółto-czarny front „Serotoniny” M. Hueullebecqa. Projekt składa się wyłącznie z powtórzonego kilkukrotnie nazwiska autora oraz tytułu książki). Na pierwszy rzut oka ciężko dopatrzeć się przejawu indywidualnej działalności twórczej i to pomimo niewątpliwego, lekko surowego, piękna tej grafiki. Z drugiej strony, okładka książki „Przewóz” A. Stasiuka jest dziełem K. Targosza, które „zaadaptowane” zostało na potrzeby powieści. Oba przykłady łączy jedna zasada: każda okładka, tak jak każde inne dzieło, musi być oceniana indywidualnie pod kątem posiadania (lub nie) przejawów działalności twórczej. Mając na uwadze, że okładki książek są co do zasady specjalnie pod dany tytuł tworzone, zazwyczaj będą one objęte samodzielną ochroną prawną. . W związku z tym powstaje pytanie - w jaki sposób korzystać mają z książki jej nabywcy, czy księgarze, by nie narazić się na roszczenia ze strony autorów tych dzieł?

 

Księgarz ma łatwiej: wyczerpanie prawa

 

W dobie zakupów internetowych niezwykle istotnym elementem promocji i sprzedaży książek jest zaś publikowanie ich zdjęć – a właściwie zdjęć właśnie okładek. Nie bez powodu mówi się przecież, że „konsumenci kupują oczami”. No dobrze, ale czy reklamowanie sprzedaży danej książki, za pomocą jej okładki jest w ogóle legalne? Skoro okładka to samodzielny utwór, czy w takiej sytuacji nie potrzebna jest zgoda jej autora? Sprawa niestety nie jest taka prosta, gdyż polskie przepisy nie przewidują wprost takiej sytuacji. Nie oznacza to jednak, że prawo pozostaje bierne wobec przedmiotowego zjawiska. Uprawnienie do promowania produktu w sposób uzasadniony dla dalszej jego odsprzedaży wywodzony jest z regulacji dotyczących znaków towarowych. Reguluje to art. 155 ust. 1 Prawa własności przemysłowej, zgodnie z którym „Prawo ochronne na znak towarowy nie rozciąga się na działania dotyczące towarów ze znakiem, polegające w szczególności na ich oferowaniu do sprzedaży lub dalszym wprowadzaniu do obrotu towarów oznaczonych tym znakiem, jeżeli towary te zostały uprzednio wprowadzone do obrotu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przez uprawnionego lub za jego zgodą.”[1]I, co prawda prawo autorskie takich wyjątków nie zawiera, to poprzez pewną analogię można stosować przytoczony wyżej przepis - okładki, które – pomimo tego, że stanowią osobny utwór – są podstawową, a niekiedy jedyną, „wizytówką” książki. Tak jak opakowanie ze znakiem towarowym jest „wizytówką” produktu Podobne zasady będą obowiązywały w sytuacji reklamowania książki cytatami lub fragmentami pochodzącymi z jej treści – tutaj również przepisy nie dają jasnej odpowiedzi w zakresie dopuszczalnych granic promocji.  Dlatego najlepszym sposobem na zapewnienie legalnego wykorzystania fragmentów lub okładki książki do celów marketingowych, jest zawarcie odpowiednich zapisów w umowie z wydawnictwem dostarczającym dany tytuł. Zazwyczaj umowa taka obejmuje przeniesienie autorskich praw majątkowych, ograniczających się do konkretnego nakładu i określonych działań wynikających ze specyfiki pracy księgarni. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby w umowie z wydawnictwem poszerzyć pola eksploatacji o możliwość wykorzystania elementów utworu na potrzeby materiałów promocyjnych, takich jak plakaty, ulotki czy banery. Tego typu zapisy uchronią właściciela księgarni przed zarzutami nieuprawnionego wykorzystania cudzej twórczości. Sklepy mogą także otrzymać materiały bezpośrednio od wydawcy lub dystrybutora konkretnego tytułu – w takiej sytuacji ich wykorzystanie również opiera się na odpowiednio skonstruowanej umowie, którą przedsiębiorca podpisuje z podmiotem uprawnionym.

 

Bibliotekarz niestety nie

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja bibliotek i innych publicznych wypożyczalni. . Co prawda, bibliotekarze są właścicielami określonych egzemplarzy, jednak udostępnianie okładek nie będzie miało celu marketingowego, nakierowanego na zwiększenie sprzedaży. Biblioteka Narodowa prezentuje na swojej stronie ciekawą interpretację tego problemu. Na zadanie pytanie („Czy bibliotekarz opracowujący nowości wydawnicze może do rekordu w katalogu on-line dołączyć plik z okładką książki? Czy biblioteka może na Facebooku umieszczać posty ze zdjęciami nowości wydawniczych, okładek i grzbietów książek jakie posiada w swojej ofercie?), odpowiedziano: „Możliwość udostępnienia zdjęć jest uzależniona przede wszystkim od tego, czy dana okładka może być objęta ochroną prawa autorskiego, tj. czy stanowi przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ponadto czy autorskie prawa majątkowe nie wygasły na skutek upływu czasu (…) Według poglądu reprezentowanego na gruncie anglosaskiego systemu common law, dopuszczalne jest udostępnianie zdjęć okładek książek o niskiej rozdzielczości (tzw. miniaturek) w ogólnodostępnej przestrzeni sieciowej. Przyjmuje się, że w przypadku udostępnienia zdjęcia okładki w takiej postaci nie dochodzi do eksploatacji, korzystania z utworu. Miniaturka nie jest bowiem egzemplarzem utworu ani jego kopią, w związku z tym poprzez udostępnienie obrazu o niskiej rozdzielczości nie mamy do czynienia z rozpowszechnieniem utworu, jego zwielokrotnieniem. Przykładem tego typu praktyki jest portal Wikimedia, który masowo udostępnia m.in. okładki książek w formie miniatur. Mimo argumentów przemawiających za zasadnością tego poglądu, do tej pory nie przyjęto ogólnego rozwiązania w przedmiocie dopuszczalności udostępnienia zdjęć okładek lub grzbietów książek. Omawiany stan prawny nie wpływa jednak na kompetencję bibliotek do udostępniania zbiorów dla celów badawczych lub poznawczych za pośrednictwem końcówek systemu informatycznego (terminali) znajdujących się na terenie tych jednostek w myśl art. 28 ust. 1 pkt 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W ramach korzystania z tego uprawnienia biblioteki mają prawo udostępniać na terminalach objęte ochroną utwory, w tym okładki książek w pełnej rozdzielczości.”[2]

 

Powyższe nie wyczerpuje jednak problemu: co bowiem w przypadku chęci prezentowania okładek w Internecie, na wzór księgarzy? Obszar ten jest w Polsce nieuregulowany, a jako taki pozwala na co najmniej dwie odmienne interpretacje. Z jednej strony, zdroworozsądkowo, działalność bibliotekarzy nie powinna różnić się w obszarze promocji zasobów od działalności księgarzy. Z drugiej, jest to korzystanie z cudzych praw autorskich, zaś brak wyraźnego przepisu prawa pozwalającego na takie działanie zmusza do stosowania regulacji ogólnych. Te natomiast wiążą się z odpłatnością. Rynek omija ww. problem poprzez zamykanie oczu lub niewykorzystywanie okładek w zbiorach publikowanych w Internecie.

 

A „zwykły” użytkownik?

Tutaj sprawa wydaje się najmniej kontrowersyjna: normalnie korzystanie z książki przez jej ostatecznego odbiorcę nie wiąże się z żadnymi wyjątkowymi regulacjami prawnymi. Dotyczy to nie tylko książki (jako tekstu), ale także okładki i książki (jako wydania). Tzw. dozwolony użytek osobisty sięga bardzo daleko i uwzględnia nawet skanowanie czy kserowanie posiadanego egzemplarza. Mówi o tym art. 23 ustawy o prawie autorskim - możemy nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego (czyli publicznie udostępnionego, np. wydanego wcześniej w księgarni) utworu w zakresie osobistego użycia powstałej kopii. Ustęp 2 artykułu precyzuje nam zakres dozwolonego użytku osobistego i zgodnie z nim jego zakres obejmuje „korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.” Bardzo ważnym zastrzeżeniem jest również zakaz komercyjnego wykorzystania takiego utworu. Dla przykładu, jeżeli pożyczymy książkę od koleżanki czy kolegi (stosunek towarzyski) i następnie skserujemy ją, a następnie będziemy z niej korzystali w celach naukowych – działamy w zgodzie z regulacjami prawnymi. Należy jednak pamiętać o słusznym interesie twórcy/autora. Zgodnie, z art. 35 ustawy o prawie autorskim, „dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy”. Słuszne interesy twórcy będą w tej sytuacji oznaczały wyłączne prawo twórcy do zarabiania na swoich utworach.

Autor: dr Wojciech Piwowarczyk, radca prawny

Redakcja: Paweł Kowalewicz, prawnik

Fot. Pixabay License



[1] https://sip.lex.pl/akty-prawne/dzu-dziennik-ustaw/prawo-wlasnosci-przemyslowej-16897929/art-155

[2] https://www.bn.org.pl/dla-bibliotekarzy/poradnia-biblioteki-narodowej/prawo-autorskie




Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura




Jeśli podoba Ci się nasz artykuł, możesz go udostępnić


Do góry!