Stać nas, ale płacić nie chcemy

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Badania i raporty

Stać nas, ale płacić nie chcemy

Stać nas, ale płacić nie chcemy

Polscy internauci to grupa tak pełna paradoksów, jak liczna. Osoby o najniższych zarobkach chętniej płacą za kulturę, niż ich bogatsi koledzy. Inni, zamiast wykupić dostęp do e-wypożyczalni filmów, opłacają konto w serwisie z pirackimi plikami. Tymczasem kultura może być i darmowa, i legalna.

 

Kultura w Internecie – to zestawienie budzi wiele emocji. Z jednej strony globalna sieć daje twórcom nieograniczone możliwości. Ilu artystów, sprzedających dziś miliony płyt, zaistniało najpierw na takich portalach, jak Myspace lub YouTube? Czy australijski wokalista Gotye znalazłby się na szczytach zestawień sprzedaży płyt w Polsce, gdyby jego teledysk nie był pocztą pantoflową przekazywany sobie przez użytkowników Facebooka? Dodajmy do tego nowe kanały promocji i sprzedaży dóbr kultury, fantastyczną możliwość uczestniczenia w grach on-line przez ludzi z najróżniejszych zakątków świata, równy dostęp do książek, muzyki i filmów dla osób z każdego kontynentu. Trudno znaleźć narzędzie, które zrobiło dla świata kultury tak wiele.

 

Lecz jest też druga strona medalu. Mówi się, że w sieci można znaleźć wszystko. I to prawda. Film, który nie trafił jeszcze do kin? Proszę bardzo! Bestsellerowa książka? Również jest. Płyta niszowego zespołu? Też się znajdzie. Wszystko za darmo, dostępne po kilku kliknięciach. Dla wielu odbiorców jest to sytuacja zupełnie naturalna. Deklarują, że nie będą składać się na zyski wytwórni płytowych i studiów filmowych. Nie mają jednak oporów przy dokładaniu się do zysków koncernów spożywczych, motoryzacyjnych albo tytoniowych. Choć zarówno w cenie płyty DVD, jak i nowej pary dżinsów, kryją się koszty marketingu, wynajmu biur, pensji pracowników, to tylko po treści kultury użytkownicy chętnie sięgają bez płacenia.

 

Nieformalny obieg cyfrowy

Według raportu „Obiegi kultury”, zrealizowanego ze środków Narodowego Centrum Kultury, aż 62% polskich internautów (33% Polaków ogółem) uczestniczy w nieformalnej wymianie treści w postaci cyfrowej. To wynik, który nie napawa optymizmem, ponieważ w ubiegłym roku zaledwie 13% osób kupiło film lub muzykę. Za tego typu treści w postaci cyfrowej zapłaciło zaledwie 1-2% ankietowanych, co mieści się w granicy błędu statystycznego.

 

Dlaczego w takim razie od większości młodych ludzi usłyszymy, że najnowszy film ściągnęli z Internetu? Okazuje się, że co czwarty Polak korzysta wyłącznie ze źródeł nieformalnych, nie wydając ani grosza na kulturę. Dotyczy to w szczególności osób młodych. Oczywiście są wśród nich takie, które pożyczają książkę lub płytę z muzyką od znajomych. Ale nie łudźmy się, zdecydowanie więcej sięga po prostu po nielegalne pliki z sieci. Nieformalny obieg cyfrowy jest drugim, po masowych środkach nadawczych (telewizja i radio), źródłem dostępu Polaków do treści kultury.

 

Czego szukamy w Internecie? Właściwie wszystkiego. Badanie „Obiegi kultury” pokazuje, że 88% internautów pobiera z sieci muzykę, a 78% – filmy. Bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się też książki – ich elektroniczne, darmowe kopie wybiera 73% aktywnych internautów. Tymczasem na zakup książki w zeszłym roku zdecydował się co dziesiąty ankietowany.

 

Kultura kosztuje

Wiele mówi się o dramatycznej sytuacji polskich wydawnictw, ale powyższe dane świadczą o tym, że winne temu nie jest małe zainteresowanie Polaków czytaniem. Większym problemem jest niechęć do płacenia za książki. Choć teraz wielu internautom wydaje się, że nie ma sensu płacić za kulturę, bo jest dostępna za darmo, to jednak taka postawa jest krótkowzroczna. Wydawcy, producenci płyt i filmów nie będą w nieskończoność wytwarzać dóbr kultury za darmo.

 

Podobnie jest z telewizjami, które emitują znane światowe seriale, ale w zamian potrzebują wpływów z reklam. Na nielegalnych serwerach odcinki pojawiają się już następnego dnia po telewizyjnej premierze, a na polskie tłumaczenie trzeba poczekać tylko dobę. Dla widzów jest to okazja, by obejrzeć serial szybciej, niż w polskiej telewizji – i bez reklam. Ale czy będą zachwyceni, gdy po pierwszej serii losy ulubionych bohaterów zakończą się, bo zabrakło  środków na dalszą realizację odcinków?

 

Kto płaci za kulturę?

Na to, że korzystają z nielegalnych źródeł, Polacy mają wiele usprawiedliwień, co pokazują wyniki badania „Obiegi kultury”. Niezwykle popularne jest nastawienie, że przecież wszyscy ściągają pliki, więc nie ma w tym nic zdrożnego. Dla osób o takiej postawie najważniejsze są argumenty ekonomiczne. Aż 76% uważa, że wysokie ceny muzyki i filmów w Polsce uzasadniają poszukiwanie nielegalnych wersji. Niemal połowa badanych stwierdziła natomiast, że tylko dzięki Internetowi mogą sobie pozwolić na pokaźną kolekcję nagrań.

 

Przy takiej argumentacji mogłoby się wydawać, że na nielegalne źródła dóbr kultury decydują się tylko Polacy o kiepskiej sytuacji materialnej. Jednak okazuje się, że zarobki nie mają tu wielkiego znaczenia. Aż 66% ankietowanych nie wydało ani grosza – w ciągu miesiąca poprzedzającego badanie – na dostęp do multimediów (wg danych fundacji Legalna Kultura). Ten wynik był wspólny dla gospodarstw domowych o dochodach 500-1000 zł netto na osobę oraz powyżej 3000 zł na osobę. Tymczasem w grupie Polaków, zarabiających najmniej, bo poniżej 500 zł na osobę w gospodarstwie domowym, wskaźnik ten wynosił już tylko 53%. Jeśli więc nawet domowy budżet jest bardzo skromny, osoby zainteresowane kulturą potrafią znaleźć na nią środki i postępować uczciwie.

 

Podobne zależności pojawiają się w raporcie „Rynek elektronicznej rozrywki w Polsce” przygotowanym przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych i portal NoNoobs. Z badania przeprowadzonego wśród graczy wynika, że to osoby o najniższych dochodach najczęściej kupują gry lub opłacają za nie abonamenty w Internecie. Takie wydatki ponosi 47% graczy z gospodarstw o dochodach poniżej 500 zł na osobę, a tylko 24% graczy z dochodami w przedziale 1001-2000 zł na osobę.

 

Niechęć do płacenia

Zasobność portfela nie ma związku z dążeniem do pozyskiwania treści kultury w legalny sposób. Osoby lepiej sytuowane nie są skore do wydatków. Część z nich nawet mówi o tym otwarcie. W polskiej edycji raportu World Internet Project co czwarty ankietowany, który ściąga nielegalne pliki z sieci, przyznawał, że nie płaci, choć go stać. Takie nastawienie ma zapewne związek z tym, że Polacy nie utożsamiają piractwa z kradzieżą.

 

Produkcja multimediów to jedna z niewielu branż, w której wyrób może istnieć w formie cyfrowej, dlatego łatwo jest go kopiować bez zezwolenia. A konsumentom wydaje się często, że gdy coś nie istnieje materialnie, to powinno być darmowe. Nie są bowiem w stanie wyobrazić sobie procesu produkcji książki, filmu, piosenki albo gry. Dlatego każda opłata za plik wydaje się im zbyt wysoka.

 

Tymczasem nawet osoby o naprawdę niskich zarobkach mają alternatywę dla pobierania plików z pominięciem prawa. – Korzystanie z nielegalnych źródeł treści kultury często wynika z braku wiedzy o tym, że także dostęp do wielu legalnych plików może być darmowy albo bardzo tani – mówi Kinga Jakubowska z fundacji Legalna Kultura. – Istnieje wiele internetowych platform, które oferują na przykład bezpłatny wybór filmów i seriali. Widz musi jedynie obejrzeć wcześniej kilka reklam. Istnieją także e-wypożyczalnie, w których za kilka złotych dostajemy dostęp do najnowszych produkcji – dodaje.

 

Nielegalnie, ale…

Aspekt ekonomiczny nie jest jedynym usprawiedliwieniem. Pojawiają się też inne motywy. Badanie World Internet Project wykazało, że dla ok. 30% osób liczy się przede wszystkim szybkość dostępu do muzyki, filmów i gier. Nie chcą czekać na premierę kinowego hitu w Polsce, ani – tym bardziej – tak długo, aż film zostanie wydany na DVD. Inna postawa, która zdaniem Polaków usprawiedliwia pozyskiwanie darmowych filmów i muzyki z Internetu, to dążenie do jak największej wygody. Około 40% osób ściąga nielegalne pliki, by ograniczyć wysiłek do minimum (nie trzeba robić przelewów lub podawać danych karty kredytowej). Również one mogłyby znaleźć dla siebie legalną alternatywę. Wiele serwisów z multimediami oferuje bowiem płatność SMS-em. Nie trzeba posiadać ani konta bankowego, ani karty kredytowej.

 

Dla 10% osób, nielegalnie pobierających filmy, a także dla 17% osób, ściągających muzykę, jest to sposób na wypróbowanie produktu. Ta grupa ankietowanych deklaruje, że kupuje oryginalne nośniki, gdy spodoba im się testowany album lub film. Poszukiwanie uzasadnienia dla pobierania plików za darmo jest charakterystyczne dla osób młodych. Autorzy raportu „Obiegi kultury” zauważają, że wraz ze wzrostem wieku ankietowanych pojawia się więcej ocen, potępiających piractwo. Częściej, niż wśród młodzieży, wyrażane są opinie, że korzystanie z nielegalnych nagrań to zwykła kradzież i prawo powinno być surowsze wobec takich poczynań.

 

Z dziećmi o Internecie

Czy jednak dorośli mogą mieć jakiś wpływ na to, jak ich dzieci będą podchodziły do kwestii piractwa? Okazuje się, że tak. Według badania przeprowadzonego przez firmę Dubit Research na zlecenie organizacji Childnet International, o bezpiecznym i odpowiedzialnym korzystaniu z Internetu co drugie dziecko chciałoby dowiedzieć się więcej od rodziców lub nauczycieli. Rozmowy o nielegalnym wykorzystywaniu Internetu najlepiej podjąć, gdy dziecko ma jedenaście lat. To właśnie wtedy co piąte dziecko zaczyna odwiedzać strony, umożliwiające nieautoryzowaną wymianę muzyki i filmów. Z każdym kolejnym rokiem życia odsetek ten rośnie bardzo szybko. Aż 28% dwunastolatków korzysta ze stron z nielegalnymi plikami, a w grupie trzynastolatków jest to już 42%.

 

Źródłem informacji o takich portalach najczęściej są koledzy. Niemal ¾ dzieci właśnie za sprawą znajomych wkracza w świat pirackich plików. Dla współczesnej młodzieży, która od dziecka zna wirtualny świat i w małym palcu ma obsługę urządzeń elektronicznych, dostęp do darmowych multimediów jest czymś naturalnym.

 

Wyjaśnienie dzieciom, że pobieranie pirackich plików jest tożsame z kradzieżą, to rola dorosłych. Jak wynika z badania fundacji Legalna Kultura, to właśnie najmłodsi użytkownicy mają problem z rozróżnieniem źródeł legalnych i nielegalnych. – Choć mogłoby się wydawać, że w tego typu kwestiach młodzież jest dużo lepiej zorientowana, niż osoby w starszym wieku, to zebrane dane przeczą tej opinii. Tylko co dziesiąty ankietowany powyżej pięćdziesiątki nie zdaje sobie sprawy, z jakich źródeł korzysta. Tymczasem w grupie nastolatków jest to niemal trzydzieści procent – mówi Kinga Jakubowska z Legalnej Kultury.

 

Ciemna strona naszej natury

Świadomość przeciętnego polskiego internauty co do legalności używanych przez niego źródeł dostępu do kultury jest stosunkowo wysoka. Aż 57% ankietowanych wie, czy pobiera pliki w sposób legalny. Co piąty uczestnik badania deklaruje, że nie ma takiej świadomości. Tym, którzy korzystają z nieautoryzowanych plików, trudno byłoby więc zasłaniać się niewiedzą.

 

Co w takim razie w największym stopniu skłania internautów do kontaktu z piractwem? Prawdopodobnie przyzwyczajenie, które trudno wyeliminować. Czasem można odnieść też wrażenie, że niektórzy traktują ściąganie nielegalnych plików jak walkę z bliżej nieokreślonym systemem. Zarabianie pieniędzy przez firmy, działające w branży filmowej, muzycznej i wydawniczej, utożsamiane jest z wymuszaniem haraczu od konsumenta. Trudno powiedzieć, dlaczego tak jest tylko w przypadku multimediów. Osoby o takim podejściu nie są skore, by płacić za ściągane z Internetu filmy i piosenki, natomiast wiele z nich nie widzi problemu w finansowaniu platform z plikami nielegalnymi.

 

Zamknięta w styczniu firma Megaupload, której serwery były olbrzymią bazą pirackich filmów i nagrań, miała 180 mln zarejestrowanych użytkowników, a jej właściciel, Kim Dotcom, zarobił na płatnych kontach i reklamach w serwisie 175 mln USD. Jak szacują eksperci, branża muzyczna i filmowa straciły – za sprawą Megauploadu – pół miliarda dolarów. Dla internautów Dotcom stał się jednak bohaterem i woleli finansować jego luksusowe życie, niż zapłacić piosenkarzom i twórcom filmowym za ich pracę. Czyżby nie wiedzieli, komu i za co płacą?

 

Fot.: Archiwum Fundacji Legalna Kultura

 

Beata Krowicka




Do góry!