Wpisz e-mail


Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Książę surrealizmu

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Książę surrealizmu

Książę surrealizmu

- Wielkiej sztuki nie można planować, ona się rodzi. Czasami w bólach, czasami bez wysiłku, poza naszą kalkulacją - mówi w rozmowie z Marzeną Mróz Rafał Olbiński, malarz, grafik, architekt, twórca nagradzanych na całym świecie plakatów, wykładowca nowojorskiej School of Visual Arts, nazywany "księciem surrealizmu".


Co to jest metafora i do czego służy w XXI wieku?

Matefora wciąż jest potrzebna. Jeżeli widzimy coś nowego, najczęściej porównujemy to do czegoś, co już znamy. Czujemy się pewniej klasyfikując w ten sposób i sztukę, i życie. Metafora tłumaczy to, co dla nas nieznane, w oparciu o symbole z biblioteki naszych zbiorowych wspomnień, symboli. Prawda może być dla kogoś bolesna. Żeby nie narazić się na reperkusje – używamy metafory. Wtedy zawsze możemy się wycofać. To bezpieczne. Metafora używana przez artystów pozytywnie wzbogaca naszą percepcję rzeczywistości, a negatywnie – przykrywa naszą ignorancję.



Gdzie Ty szukasz dziś metafory i gdzie ją znajdujesz?

Chesterton powiedział zdanie, które zapadło mi w pamięć: “Dopóki żyją cywilizowani ludzie, dopóty będą mówić o Troi”. Cywilizacja Zachodu to przecież nie tylko chrześcijaństwo, ale również antyk. Elity zawsze posługiwały się mitami greckimi i to jest też dziś moja publiczność. Jak potężny jest mit! Odyssea, Iliada czy Metamorfozy Owidiusza, to wieczna kopalnia pomysłów dla artysty. Dialog z ludźmi, którzy przynależą do tego kręgu, daje przyjemność odczytywania tych metafor – zakodowanych mitów.

Masz swój ulubiony mit?

To mit Ledy i Zeusa, który często się przewija w mojej twórczości. Przepiękny ptak uwodzący Ledę, a potem na świecie pojawia się ich córka – Helena, najpiękniejsza kobieta starożystności. To się cudownie łączy.

Nawiedza Cię wena?

Willian Faulkner powiedział, że każdy artysta jest opętany przez demony, choć nie bardzo wie, dlaczego został przez nie wybrany. Ale też nie ma czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Ja się pod tym podpisuję. Demony, weny, muzy są. Kłębią się gdzieś, ale nie mamy dla nich czasu, bo mamy terminy.

Nielegalne korzystanie z rzeczy stworzonych przez innych ludzi, inżynierów czy artystów, ma dwa aspekty - etyczny i prawny. Po pierwsze trzeba mówić o szkodach, które niesie ze sobą piractwo i przekonywać ludzi, żeby postępowali uczciwie. Po drugie należy wprowadzić prawo, które nie zostawi marginesu na korupcję. Nasz kod etyczny m swoje słabe strony, jeśli są luki, to z nich korzystamy.



Co dziś jest surrealizmem?

Wszystko właściwie. Surrealizm był, jest i będzie. Gdy ktoś widzi coś dziwnego – na przykład nielogiczne zestawienie dwóch przedmiotów, to natychmiast kojarzy mu się to z Magritt'em albo z Dalim. Tymczasem surrealizm istnieje od zaranie dziejów. Bo przecież przeskanowane rysunki bizonów na ścianach jaskiń to też jest surrealizm. One nie były w proporcjach tak wielkie, jak je malowano. Dziś wystarczy wziąć nagłówki gazet popularno-śmieciowych – są pełne surrealizmu. Albo sytuacje polityczne, zidiocenie społeczeństwa czy rola religii w XXI wieku – jakby Oświecenia nigdy nie było! To jest starszliwa gęba surrealizmu. A ładniejsza gęba – to sam proces zakochiwania się. Idealizowanie wybranej osoby. A po kilku latach okazuje się, że zachwyciliśmy się po prostu naszą imaginacją. Jak Pigmalion i Galatea.

Jesteś jednym z najbardziej znanych i rozpoznawalnych polskich artystów na świecie. Piękna kobieta uwikłana w nieskazitelny pejzaż z surrealistyczną metaforą to Twoje logo.

Wow! Ależ to ujęłaś. A propos kryteriów, które sobie sami tworzymy – niedawno musiałem wybrać kilka cytatów o sztuce i wybrałem swoje: “Przed obrazem jak przed piękną kobietą trzeba zastygnąć w zachwycie”; “Człowiek nie potrafi być obiektywny, obiektywny jest tylko Kosmos”; “Powaga jest maską miernoty”; “Wielkiej sztuki nie można planować, ona się rodzi – czasami w bólach, czasami bez wysiłku – poza naszą kalkulacją”.

La belle dame sans merci, Rafał Olbiński



Kobieta, która pojawia się na Twoich obrazach ma rys renesansowej piękności, ale bywa też bardzo współczesna. Czy wciąż malujesz tę samą kobietę?

To nie jest konkretna osoba. To kobieta-symbol. W jej twarzy przewijają się rysy znajomych, a także mojej córki. A ja, jak ten chirurg plastyczny – poprawiam, zmieniam. To jest na pewno postać z mitów greckich, symbol boginii. Pamiętamy, że Zeus przybierał postaci różnych zwierząt, żeby uwieść kobiety. Trudno powiedzieć, żebym był alter ego Zeusa, ale przyznaję, że malowanie obrazu to jest mój romans z kobietami.

Projektowałeś okładki do najbardziej wpływowych gazet na świecie.

Chyba najwięcej, bo około 30 okładek zrobiłem dla niemieckiego Spiegla. Projektowałem również dla Time'a i Newsweeka. Ale za najciekawszą z moich prac uważam plakat do opery “Salome”, który ma swoją mitologię. Zamówił go u mnie teatr w Filadelfii, plakat został powieszony przed operą i – z powodu elementów nagości – został przykryty tiulem. Wywołał nie lada sensację w Filadelfii. Część stałych bywalców opery zrezygnowało – z jego powodu! – z rocznego abonamentu. Za to pojawiła się jeszcze większa liczba chętnych na ich miejsca. W recenzji z przedstawienia znalazłem zdanie: “Plakat obiecywał więcej”. Ta praca zdobyła kilka nagród, dostałem też za nią parę złotych.

Czasami jest błysk!

Trafiasz w sedno! I pomysł i jego egzekucja są wyjątkowo udane. Tak właśnie było z moją “Salome”. Lubię też mój plakat do “Traviaty”, który wisiał przed Lincoln Centre, a także portret Normana Davisa, który zapragnął być uwieczniony “między Wergiliuszem a Dante”. To był prezent na jego urodziny.



Łatwo czy trudno być dziś oryginalnym?

Bardzo trudno. Nie możemy być mądrzy sami z siebie. Musimy uczyć się i czerpać od innych. Ale, ktoś kiedyś mądrze powiedział, że “jak lew je mięso antylopy, nie staje się antylopą”. Można zapożyczyć od kogoś cytat, ale trzeba zrobić z tego inną, własną “potrawę”. I to, przypuszczam, jest oryginalne. Żeby artysta mógł być uczciwy w stosunku do siebie – musi być oryginalny.

Jaki jest Twój Nowy Jork?

Mieszkałem tam 33 lata – najwięcej w jednym miejscu. To było moje życie. Od samego początku zachłysnąłem się tym miastem. Miałem wtedy mało pracy i dużo czasu, więc chłonąłem to, co Nowy Jork ma najlepszego do zaoferowania – te wszystkie otwarcia, wystawy, przyjęcia. Kiedy już miałem pracownię bardzo blisko Empire State Building – nigdy nie byłem na szczycie tego budynku. Wciąż stała przed nim kolejka turystów, a ja – nie miałem czasu! To samo z World Trade Centre. Wybierałem się tam na obiad, ale to nigdy nie nastąpiło. Myślałem – zawsze można to przecież zrobić jutro... Mój Nowy Jork, to miasto nie turysty, tylko mieszkańca, który spotyka ludzi na ulicy, który jest rozpoznawalny, do którego listonosz i żebrak mówią po imieniu.

NYC to fantastyczne wysokościowce, a Ty przecież jesteś również architektem.

Teraz nastały fantastyczne czasy dla architektury. Rewolucja technologiczna, której jesteśmy świadkami, dała architektom wielkie atuty. Wszystko jest dziś tylko kwestią kosztów. Ja zazdroszczę architektom tych możliwości.

Gdybyś mógł zaprojektować wysoki, nowoczesny budynek bez żadnych ograniczeń – jaki on by był?

Mam tendencję do symetrii i klasyczne wykształcenie. Ale jestem też barokowy. Moja reakcja jest taka: owszem, znamy zasady, ale łamiemy je. Sam jestem ciekaw, co bym zaprojektował...

Twój plakat został nagrodzony w konkursie Nowy Jork Stolicą Świata. Bardzo prestiżowe przedsięwzięcie.

Miasto unoszone przez balon! Dumny byłem przede wszystkim z tego powodu, że zostałem zaproszony do tego konkursu. To były fantastyczne nazwiska, moi mistrzowie. To, że znalazłem się w ich gronie było dla mnie ważniejsze niż to, że ten konkurs wygrałem.


Iris, Rafał Olbiński

Jaka jest Warszawa Olbińskiego?

Mam najpiękniejszy widok z okien, jaki pamiętam w życiu. Po tylu latach mieszkania w świecie widok jest dla mnie niesłychanie ważny. We wszystkich miastach Europy i Ameryki mieszkania z widokiem na rzekę czy morze są najdroższe, a w Polsce dopiero teraz to dokryto. Pokój z widokiem – to jest wartość! Widzę z moich okien Wisłę z dziką plażą i zastanawiam się – która z europejskich stolic taką ma?! – i dżunglę niemal amazońską...

Ze słoniami w warszawskim zoo? Pełny surrealizm!

Oczywiście! Wprawdzie słoni nie widzę z okien, ale wiem, że tam są. Warszawa tętni życiem, jest kosmpolityczna, ma energię podobną do nowojorskiej. Dla mnie jest miniaturą NYC, miastem, które żyje, wibruje z racji tendencji światowych. Mam nadzieję, że będzie tu mieszkało coraz więcej ludzi. Warszawa powinna mieć około 4 milionów mieszkańców. Dopiero wtedy będziemy mieli szansę na demokrację w Polsce.

Gdybyś miał dziś zaprojektować plakat wyrażający Warszawę, co by on przedstawiał?

Przypuszczam, że dominantą na tym plakacie byłaby kobieta. Warszawa właśnie. Poza tym, Polki są pięknymi kobietami, absolutnie w światowej czołówce. Oddałbym hołd.




źródło: The Cosmopolitans, Marzena Mróz

Już od soboty, 22 kwietnia zapraszamy na "Łyk sztuki do kawy" czyli cykl spotkań z pracami Rafała Olblińskiego.



Do góry!