Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Cześć. Udało mi się zrobić film

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Cześć. Udało mi się zrobić film

Cześć. Udało mi się zrobić film

Czy nieszczęśliwa miłość sprzyja twórczości? Jak internauci mogą pomóc zrobić film? Ile kosztują marzenia młodego absolwenta o realizacji profesjonalnego filmu? Dlaczego warto pójść śladem PISF-u i zainwestować w młodych twórców? Z Arturem Wyrzykowskim – reżyserem filmu „Wszystko” – rozmawia Marzena Mróz.

 

Marzena Mróz: Ależ miałeś genialny pomysł! Zrobiłeś film za pieniądze, które pozyskałeś od internautów.

Artur Wyrzykowski: To był pomysł z jednej strony dobry, a z drugiej zły. Dobry, bo był nowatorski, a zły, bo nie udało mi się zebrać całej kwoty na realizację mojego filmu.

 

Od czego się to wszystko zaczęło?

Artur Wyrzykowski: Od wielkiej, nieszczęśliwej miłości, z powodu której bardzo cierpiałem. W pewnym momencie stwierdziłem, że to użalanie się nad sobą nic nie da i jedyne co mogę zrobić z tym moim uczuciem, złością i frustracją, to opisać je. Tak powstała pierwsza wersja scenariusza, którą rozwijałem w Warszawskiej Szkole Filmowej, gdzie wtedy studiowałem.

 

To miał być Twój film dyplomowy?

Artur Wyrzykowski: Tak. Bardzo w niego wierzyłem i chciałem go zrobić jak najlepiej. Chciałem mieć na planie profesjonalną ekipę, by móc na tym filmie nauczyć się robić filmy, tu popełnić pierwsze błędy, by nie popełnić ich później przy dużych produkcjach. Chciałem mieć ekipę na planie, scenografa, kostiumografa. Ale to wszystko oznaczało koszty i wkrótce okazało się, że szkoła nie dysponuje odpowiednim budżetem. Mogłem zrobić ten film tylko w formacie HDV, co oznaczało, że  niewiele będzie się różnił od kina amatorskiego, a to mnie nie satysfakcjonowało.

 

Wtedy pomyślałeś o internautach?

Artur Wyrzykowski: Najpierw szukałem sponsorów i pisałem dla nich oferty, popełniając wszystkie możliwe błędy. Ponieważ nikt na mój projekt nie zwracał uwagi, pomyślałem, że skoro nie mogę przekonać jednej dużej firmy, to może uda mi się przekonać wielu ludzi, żeby dali mi trochę pieniędzy. Założyłem stronę internetową, przedstawiłem siebie, swój pomysł i...

 

...zacząłeś czekać na pierwsze wpływy?

Artur Wyrzykowski: Tak. Na początku kilku znajomych wpłaciło po 10-20 złotych. Po kilku dniach pojawiły się na koncie kwoty od osób, których nie znałem, co bardzo mnie ucieszyło. Po kilkunastu dniach od rozpoczęcia akcji miałem kilkaset złotych.

 

Przy jakiej kwocie podskoczyłeś do góry z radości?

Artur Wyrzykowski: Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy wpłynęły pieniądze z PISF-u. Pani dyrektor Agnieszka Odorowicz postanowiła mi pomóc i specjalnie dla mnie stworzyła nagrodę w wysokości 20 tysięcy złotych. Nie mniej ważny, niż ta kwota, był fakt, że tak wiarygodna instytucja, jaką jest PISF, wsparła moją ideę. Nagle przestałem być chłopakiem znikąd – stałem się młodym zdolnym reżyserem, który chce zrealizować swój film. Dzięki informacjom w mediach, które pojawiły się po przyznaniu mi nagrody, suma na koncie zaczęła gwałtownie rosnąć. Pojawił się patronat medialny Stopklatki, do akcji przyłączyło się Kino Polska.

 

Wszedłeś do PISF-u tak po prostu, z ulicy?

Artur Wyrzykowski: Tak, choć już wcześniej obracałem się w środowisku filmowym, bywałem na festiwalach w Gdyni, Krakowie, Łodzi. Nikt mnie jednak nie protegował, ludzie mówili jedynie: chłopak się bawi, chce zrobić film, założył stronę internetową i próbuje zebrać pieniądze.

 

Sprawdzałeś stan konta codziennie?

Artur Wyrzykowski: Każdego dnia logowałem się na koncie, sprawdzałem statystyki stron. To był mój nawyk.

 

Ile pieniędzy udało Ci się zebrać?

Artur Wyrzykowski: W sumie 48 tysięcy złotych, ale część przychodziła już w trakcie zdjęć. Odetchnąłem trochę wcześniej, kiedy dostałem nagrodę PISF-u. Wtedy już wiedziałem, że mając takie pieniądze, mogę wejść na plan. Zaledwie półtora miesiąca potrzebowaliśmy na zebranie ekipy, wybór obsady (zagrali między innymi Marta Żmuda Trzebiatowska, Antoni Pawlicki i Misiek Koterski), a  także ustalenie lokacji.

 

Ludzie czasami pomagają innym – chorym, ułomnym, na skraju ubóstwa. Tymczasem Ty jesteś młody, zdolny, zaradny. Zastanawiam się nad mechanizmem psychologicznym, który kierował ludźmi, wpłacającymi spontanicznie pieniądze na Twój film.

Artur Wyrzykowski: Ja też wiele o tym myślałem. Sądzę, że ludzi ujął fakt, że ja po prostu chciałem zrealizować swoje marzenie. Oni wiedzieli i czuli, że ja walczę o ten film. Dlatego wpłacali pieniądze – niektórzy nawet po tysiąc złotych.

 

W legalny sposób wsparli kulturę. Przyczynili się bowiem do powstania filmu – produktu kultury.

Artur Wyrzykowski: I teraz ten produkt jest powszechnie dostępny, można go zobaczyć w internecie za darmo. Tak jak obiecałem, przygotowaliśmy również DVD, wzbogacone o pięciogodzinny materiał dla koneserów. Są tam komentarze, zdjęcia próbne, sceny usunięte – kompletny obraz projektu wraz z moim półgodzinnym wykładem, który wygłosiłem na jednym z festiwali na temat roli internetu w tym filmie. Każdy, kto wpłacił na realizację „Wszystko” choćby dziesięć złotych, dostał też DVD.

 

Zrobiłeś film dla wszystkich? Bo przecież każdy go może obejrzeć, wchodząc na Twoją stronę.

Artur Wyrzykowski: Tak, ponieważ chciałem, żeby mój film zobaczyło jak najwięcej ludzi. Po dwóch tygodniach od chwili zawieszenia go na stronie, mam informację, że ma już ponad sto tysięcy widzów.

 

Do jakiej liczby widzów dążysz?

Artur Wyrzykowski: Ponieważ lubię liczyć, dodając zera – do miliona! Mam nadzieję, że dzięki temu przedsięwzięciu ożyje w ludziach wiara w takie projekty. Że zaczną wspierać pozytywne działania innych, zwłaszcza te związane z projektami kultury. Chciałbym powiedzieć wszystkim: warto dać młodym, zainwestować w niepewne projekty. To się opłaca!

 

Ty nic na tym filmie nie zarobiłeś?

Artur Wyrzykowski: Dołożyłem do niego trzydzieści tysięcy złotych z własnych oszczędności.

 

 „Wszystko” to film o uczuciach.

Artur Wyrzykowski: To naiwny, szczery film o miłości. Pokazuje młodych ludzi, którzy mają wyidealizowany obraz świata i związków.

 

Czy Twój film dobrze się kończy?

Artur Wyrzykowski: Myślę że tak, ponieważ zostawiłem taką możliwość. „Wszystko” nie kończy się jednoznacznie. Odbiór tego filmu zależy od wrażliwości widza.

 

Czy dziewczyna, przez którą cierpiałeś z miłości, widziała ten film?

Artur Wyrzykowski: Widziała i ostatnio napisała do mnie. Umówiliśmy się za kilka dni na spotkanie.

 

Czyli, podobnie jak w filmie, szykuje się kolejne zakończenie otwarte...

Artur Wyrzykowski: Po prostu muszę z nią porozmawiać o tym wszystkim. Minęło siedem lat. Chcę wyjaśnić tę sprawę, bo czuję, że wyjaśnić ją trzeba.

 

Dziękuję za rozmowę.


Fot.: Aleksandra Sieńkowska/Legalna Kultura

Film obejrzeć można na stronie: www.chcezobaczycwszystko.net

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.



Do góry!