Wpisz e-mail


Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Rozumiemy, że ludzie nie chcą kupować kota w worku

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Rozumiemy, że ludzie nie chcą kupować kota w worku

Rozumiemy, że ludzie nie chcą kupować kota w worku

W 2012 roku zespół Pokahontaz wydał pierwszą wspólną płytę od siedmiu lat. „Rekontakt”, bo tak nazwano album, okazał się godnym następcą debiutanckiej „Receptury”. Został niezwykle entuzjastycznie przyjęty przez fanów i był jedną z pozycji dostępnych w naszej akcji Kultura na Widoku. Przed kilkoma dniami światło dzienne ujrzał z kolei nowy materiał „Reversal”, promowany dotychczas czterema teledyskami. Na tej bardzo zróżnicowanej muzycznie płycie znalazło się czternaście premierowych utworów, w których gościnnie udzielili się m.in. Buka, Bezczel czy Wuzet. W przededniu wyruszenia w trasę koncertową, wspierający Legalną Kulturę Rahim oraz Fokus znaleźli chwilę, by porozmawiać z nami m.in. o słowach z Kodexu „Lepiej kup to, a nie ściągaj”.

Jak odbieracie dotychczasowe efekty kampanii Legalna Kultura?

Rahim:
Nie posiadam żadnych danych statystycznych na temat tego, jak ona przebiegła, natomiast całym sobą wspieram inicjatywę. Wierzę, że jest ona składową jakichś zmian mentalnych, że tchnie młodych ludzi do innego myślenia. To właśnie w nich pokładam nadzieję, bo moi rówieśnicy już raczej nie zmienią swojego postępowania i poglądów, za to młodych możemy – i musimy – edukować. Dobrze, że Legalna Kultura to robi i rośnie w siłę. Działamy dla wspólnego dobra i wspólnego interesu, którym jest wspieranie sztuki.

Przyznajcie się – wszystkie posiadane przez was w jakiejkolwiek postaci płyty, filmy czy książki nabyliście legalnie?

Fokus: Tak, zrobiliśmy napad na EMPiK. (śmiech)

Rahim: Ja na półkach mam mnóstwo rzeczy. Na komputerze przechowuję trochę kopii bezpieczeństwa – mówię o takich tytułach, które są w Polsce niedostępne i ogólnie trudno je dostać. Natomiast jak tylko jestem w stanie i stwarza się ku temu możliwość, to uzupełniam swoją płytotekę czy videotekę. Staram się dbać o to, żeby nie wyjść na hipokrytę, który z jednej strony promuje Legalną Kulturę, a z drugiej strony – kradnie… Jeśli chodzi o książki, to w ogóle nie ściągam żadnych PDF-ów, bo zwyczajnie nie lubię czytać na ekranie monitora.



W waszym numerze na najnowszym Kodexie pada wers: „Lepiej kup to, a nie ściągaj”. Jak ważne jest dla was, aby słuchacze mieli styczność z waszą muzyką pochodzącą z legalnych źródeł?

Fokus: Bardzo ważne.

Rahim: Dla mnie kluczowa w tej kwestii jest świadomość. Niejednokrotnie mówiłem, że nie do końca ma znaczenie to, czy słucha się naszej muzyki kupionej w postaci plików MP3, płyty CD czy przez serwisy streamingowe – ważne jest to, że ludzie w jakiś sposób szanują naszą pracę. Rapowanie to także nasz zawód, poświęcamy temu czas i – jakkolwiek by nie patrzeć – musimy się z tego utrzymywać. W sytuacji, gdy poświęcamy półtora roku na zrobienie albumu, a potem w dniu premiery on jest już dostępny na torrentach, odbieramy to jako ujmę. Zdajemy sobie sprawę, że procederu piractwa nie można całkowicie zwalczyć, natomiast wierzymy, że ludzie wolą powiedzieć: ja nie ściągam z nielegalnych źródeł, chcę mieć oryginalną płytę.

Jak staracie się zachęcić swoich fanów do kupowania waszych płyt? Chyba dość mocno dbacie o wydania fizyczne.

Fokus: Tak, zawsze chcieliśmy, żeby nasze albumy wyglądały inaczej niż pozostałe, żeby to były po prostu ciekawe gadżety. Jestem przekonany, że to się udawało i udaje się coraz lepiej. Jeśli już ktoś naprawdę chce zapłacić za nośnik, to niech chociaż dostanie od nas coś fajnego.

Jakie obserwujecie zainteresowanie mediów nową płytą? Sukces filmu „Jestem Bogiem” ma jeszcze jakiekolwiek przełożenie na to?

Rahim: Film był dwa lata temu…

Fokus: …i ludzie zdążyli już o nim zapomnieć. Teraz wszyscy jedzą jabłka na złość Putinowi.

Rahim: Poza tym, my raczej staraliśmy się odciąć od tego szumu wokół filmu, i teraz wreszcie mamy okazję bez żadnych nawiązań do Paktofoniki przedstawić nową płytę.

„Rekontakt” osiągnął status Złotej Płyty – uznajecie to za sukces w sytuacji, gdy macie na Facebooku kilkaset tysięcy fanów?

Rahim: Od pierwszej Paktofoniki żaden nasz krążek nie zdobył złota (choć niektóre były blisko), więc jak najbardziej odbieramy to za sukces – szczególnie, że udało się to osiągnąć w zaledwie pół roku i bez żadnego naciągania czy ściemnionych historii typu: wliczanie do ogólnego wyniku sprzedaży płyt, które sprzedano dystrybutorowi, a które nie przeszły potem przez kasy sklepowe. Mam nadzieję, że „Reversalowi” pójdzie równie dobrze.



Jak oceniacie ogólnie kondycję sprzedaży polskich płyt hip-hopowych?

Rahim: Z tego co mi wiadomo, są to najlepiej sprzedające się płyty w kraju…

Fokus: Zresztą wystarczy sprawdzić listę OLIS – zjadamy establishment, który dosłownie trzęsie portkami.

To nie jest pochodna tego, że raperzy otwarcie nakłaniają w tekstach do kupowania oryginalnych nośników? Pierwszy numer z „Muzyki Poważnej” Pezeta, słynny wers Eldo „Kupujcie polskie rap płyty”…

Fokus: Trochę tak to działa – i to jest fajne, że mamy feedback od słuchaczy. My im coś dajemy, oni za to płacą – super.

Z drugiej strony, nie wszyscy MCs podchodzą do tego tak restrykcyjnie, chociażby Mielzky czy KęKę. Ten pierwszy nawijał: „Jeśli z flotą krucho jest, to ściągaj to z Sieci, men”. Jak się do tego ustosunkujecie?

Rahim: Każdy ma swoje własne spojrzenie i nie będziemy się do niczyjego odnosić. My cieszymy się, gdy ludzie nas wspierają – również przez legalne nabywanie naszej muzyki.

Wyciągnęliście kiedykolwiek jakieś konsekwencje wobec osób, które nielegalnie wstawiają wasze utwory do Internetu?

Rahim: Takie rzeczy ściga policja i niejednokrotnie dostawaliśmy zawiadomienia o złapaniu i ukaraniu takich ludzi i informację, jakie konkretnie kawałki z naszego katalogu zostały przez nich udostępnione. Czy to daje jakiekolwiek rezultaty – nie jestem przekonany. Poza tym, policja powinna zajmować się innymi rzeczami. Słyszałem za to, jak takie sprawy rozwiązuje się w Norwegii – tam po prostu providerzy internetowi mają nakaz przydzielania bana czasowego na dane IP w wypadku, gdy z tego adresu zarejestrowano ściąganie nielegalnych plików. Przyłapanej osobie nic nie da zmiana operatora – ban nadal będzie obowiązywał. W przypadku pobrania pojedynczego utworu w formacie MP3, odcina się dostęp do Internetu na tydzień. Wydaje mi się, że takie podejście jest bardziej stosowne i daje lepsze efekty – o ile się nie mylę, Norwegia przoduje w Europie, jeśli chodzi o sprzedaż płyt muzycznych.

A nie jest przypadkiem tak, że piractwo w pewien sposób napędza promocję? Na tej zasadzie, że jakiś procent ludzi – niewielki, bo niewielki, ale jednak – po ściągnięciu płyty pójdzie do sklepu i ją kupi?

Rahim: Jeśli tak to działa, to świetnie. Ja generalnie rozumiem to, że ludzie nie chcą kupować kota w worku. Jestem też w stanie zrozumieć, jeśli ktoś ściąga płytę celem odsłuchu – zresztą zgodnie z prawem można posiadać taką płytę na dysku na własny użytek do 24 godzin, zupełnie legalnie. Jak ktoś to ściągnie, przesłucha i stwierdzi: dobry album, kupuję to – wszystko gra. Jeśli się nie podoba, kasuje z dysku – i koniec, sprawa zamknięta. Z tym, że od jakiegoś czasu można korzystać z serwisów streamingowych, które za miesięczny abonament nie pobierają dużych pieniędzy – mówimy tu o kwocie rzędu 10 czy 20 zł, zależnie od wybranej opcji. Po wykupieniu abonamentu można legalnie słuchać wszelakich płyt. Co prawda, wpływy z tego dla nas, artystów, są nikłe, ale – mimo wszystko – streaming też wyrabia kulturę tego, że za korzystanie z efektów czyjejś pracy twórczej powinno się płacić.



Orientujecie się, jakie zyski czerpią piraci z tytułu wrzucania czyichś utworów do sieci?

Rahim: Moim zdaniem, żadne – bo na czym mieliby zarabiać?

Fokus: Ja właśnie się nie orientuję i cały ten proceder bardzo mnie dziwi. Rozmawialiśmy nawet o tym, idąc na wywiad. A ty nie wiesz, jak to jest?

Nie mam pojęcia, ale chyba po coś to robią.

Rahim: Myślę, że to są po prostu młodzi ludzie, którym nie w głowie konsekwencje takich czynów. Swego czasu były jakieś grupy, które przy nielegalnie wrzuconych płytach się podpisywały, ale co oni z tego mieli – nie mam pojęcia. Może sam fakt, że jest to nielegalne, ich cieszył – zakazany owoc, te sprawy…

Fokus: Zastanawiam się, czy oni nie mają z tego jakichś korzyści finansowych – skoro istnieją układy partnerskie z dyskami zewnętrznymi typu Rapidshare, skoro są opcje premium, że za każde ściągnięcie nabija się konto… Może jakoś tak to działa.

A jakie wy czerpiecie korzyści z udostępniania całych płyt na waszym kanale YouTube? Skoro mówiliście, że najważniejsza jest świadomość, że korzysta się z legalnych źródeł, to czy w tym wypadku nie jest to raczej – szczególnie wśród młodszych odbiorców – kwestia tego, że to jest po prostu darmowe?

Rahim: Powiem tak: wolę, żeby ludzie odpalili płytę za darmo na naszym oficjalnym kanale, niż żeby ściągali ją z jakichś pebów czy torrentów albo nabijali wyświetlenia na innych kanałach. To, że ci słuchacze są u nas, ma też swoją wartość i wierzymy, że – tak jak powiedziałeś – niektórzy z nich w końcu kupią dany album…

Fokus: …to raz, a druga sprawa to reklamy, które też robią robotę, dzięki czemu jest to dla nas opłacalne.

Jakie macie zdanie o ludziach, którzy np. z 10 przesłuchanych przez siebie płyt – 7 kupili, a 3 ściągnęli?

Fokus: Złodzieje.

Nie widzicie żadnej różnicy między nimi a osobami, które w ogóle płyt nie kupują?

Fokus: To są takie prawno-moralne dylematy, ale tak naprawdę, jeśli spojrzymy na to wszystko od góry – w tym, że ktoś kupuje twoją płytę, nie powinno być nic wielce dziwnego. To wydaje się być czymś zupełnie normalnym, więc dlaczego miałbym taką osobę uświęcać dopiero w zestawieniu z kimś, kto tę płytę ściągnął? Ktoś, kto na 10 płyt – 3 płyty ściągnął, ukradł 3 płyty. Koniec tematu.

Rahim: Poza tym, wydaje mi się, że nie ma takich przypadków, że ktoś kupuje siedem albumów, a trzy ściąga. Jak ktoś ma kulturę kupowania albumów, to je po prostu kupuje; ewentualnie ściąga, przesłuchuje, sprawdza, czy ten album warto kupić i decyduje: prawo albo lewo.



Sprzedajecie swoje kawałki w MP3?

Rahim: Tak, są na iTunes i innych serwisach. Akurat „Reversal” jest na razie tylko na iTunes, ale za jakiś czas pojawi się też w innych miejscach.

Obserwujecie jakiekolwiek zainteresowanie kupowaniem muzyki w formie cyfrowej?

Rahim: Nie, to jest u nas jeszcze marginalne zjawisko, co można zrozumieć, patrząc na ceny na iTunes, gdzie płyta cyfrowa kosztuje prawie tyle samo CD. Serwisy streamingowe pobierają stały, niski abonament, w związku z czym my otrzymujemy z tego grosze. Dla nas pozostaje jedynie satysfakcja, że nasza płyta tam jest i ludzie słuchają jej legalnie.

W niektórych sklepach muzycznych wersje MP3 są nawet droższe niż wydania fizyczne.

Rahim: I to jest paradoks. Być może jest to kwestia jakichś marży, które korporacje doliczają do podstawowej ceny… W każdym razie, jest to cokolwiek dziwne.

A jaki macie stosunek do kupowania płyt z drugiej ręki, np. na Allegro?

Rahim: Oryginalna płyta kupiona z drugiej ręki nadal jest oryginalną płytą.

Fokus:
My płytę sprzedajemy raz – i tyle. Reszta niech się dzieje sama.

Rahim: Poza tym wydaje mi się, że z drugiej ręki kupuje się przede wszystkim unikatowe albumy. Moja pierwsza płyta 3xKlanu też jest teraz białym krukiem i na Allegro chodzi po 200 zł.

Fokus: Tak samo z „Zawieszeni w czasie i przestrzeni” mojego projektu Pijani Powietrzem.

Skoro już zahaczyliście o unikaty – jak traktujecie osobę, która ściągnęła z Internetu płytę, której od dawna nie ma na rynku, a w drugim obiegu osiąga pułap kilkuset złotych? Tak samo jak osobę, która ściągnęła wczoraj wydany album, dostępny w każdym sklepie?

Rahim: Nie można tych ludzi wrzucać do jednego worka, chociaż dopuszczają się w gruncie rzeczy tego samego czynu. Podejrzewam, że ten człowiek, o którym mówisz, gdyby miał możliwość, to by tę płytę nabył. Ściągając tego unikata, on nie chce go ukraść, tylko chce słuchać – a to jest różnica. Uważam, że jeśli nie ma możliwości kupna płyty, na przykład przez wyczerpanie nakładu, to głupotą jest płacić za nią na Allegro, powiedzmy, 500zł. Ja, gdybym nawet miał nielegalną wersję jakiejś rzadkiej płyty, to poczekałbym na ewentualną reedycję i wtedy uzupełnił braki w płytotece.

Fokus: Z drugiej strony, jeśli nie ma zapowiedzianej reedycji, a pula płyt na rynku jest zamknięta, to powoduje naturalne windowanie cen. Wtedy nie jest głupotą kupienie jakiejś płyty za kilkaset złotych, bo ta cena dalej będzie rosnąć.



Na ile ważny przy kupowaniu płyt jest ten mistyczny szacunek dla artystów, a na ile wyrobienie u odbiorców pewnego nawyku – że to jest po prostu fajne…

Fokus: …że czujesz się dobrze, mając swoją kolekcję? OK, ale ja bym tego nie rozgraniczał, raczej optowałbym za tym, że jedno powoduje drugie. Chęć oddania tego szacunku sprawia, że ludzie zaczynają myśleć: dał mi dobrą muzykę, z którą mi się dobrze żyło, kupię jego płytę – i to się chyba przeistacza w nawyk. Tak mi się przynajmniej wydaje.

OK, na koniec zapytam was jeszcze o kwestię jakości. Rahim, nawijałeś na poprzedniej płycie: „Nie słuchaj mej muzy z charczka ani z lapka / jak już to na słuchawkach”. Jak odnosicie się do osób, które – nawet jeśli zapłacą za wasz materiał – słuchają go z telefonu czy z laptopa?

Rahim: To jest ich problem tak naprawdę. Jak robiliśmy „Reversal”, dostawałem różne bity od DiNO i włączałem je sobie w pierwszej kolejności na laptopie. Czasem było tak, że myślałem: co to za bit w ogóle? Potem, jak już puszczałem je na normalnym sprzęcie, nagle okazywało się, że tu jest bas, jest energia, że tu wszystko pracuje… Zupełnie inaczej odbiera się wtedy muzykę, dlatego uważam, że tacy ludzie sami sobie szkodzą, nie słuchając utworów w pełnej krasie. Gdyby to była kwestia tylko i wyłącznie nawijki, to moglibyśmy, de facto, nagrać wokale na laptopie na tym wbudowanym mikrofonie – i tyle. W naszej muzyce chodzi jednak o coś zdecydowanie więcej...

Rozmawiał: Jacek Baliński
Fot. materiały prasowe MaxFloRec

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.



Do góry!