Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Niech Marianna zaśpiewa nam swoją historię...

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Niech Marianna zaśpiewa nam swoją historię...

Niech Marianna zaśpiewa nam swoją historię...

Zostało jeszcze kilka dni do końca zbiórki pieniędzy w ramach projektu „Circus Maximus” w crowdfundingowym serwisie Polakpotrafi.pl. Jednak to nie koniec zmagań twórców filmu z poszukiwaniem środków na realizację i produkcję. O samym filmie i drodze do jego powstania rozmawiamy z reżyserem Bartkiem Kulasem.

Dlaczego wybrał Pan crowdfunding jako metodę zbierania pieniędzy do budżetu?

Byliśmy w wielu miejscach w poszukiwaniu brakujących funduszy. Kilka instytucji pomogło nam, kilka nie. Robię filmy dla ludzi, widzów, którzy chcą oglądać moje historie. Crowdfunding jest też swego rodzaju testem, czy kogokolwiek obchodzi to, czym się zajmuję. Nie będę kłamał - z lękiem uruchomiłem tę akcję. Inaczej wygląda sytuacja na zachodzie. Tam crowdfunding jest podstawową zasadą finansowania niezależnego kina - może i w Polsce tak się stanie.

Efektem projektu na Polak Potrafi, ma być Pański debiutancki film fabularny. Co wartościowego ma w sobie ten film? Co mógłby przekazać odbiorcy? Dlaczego właśnie „Circus Maximus” zasługuje na uwagę pośród wachlarza inicjatyw kulturalnych?

Nie przyszło mi wcześniej do głowy, żeby zadać sobie takie pytanie. Nie porównuję się z żadnymi innymi inicjatywami kulturalnymi. Dla mnie, w życiu ważnych było kilka filmów, piosenek, książek, które sprawiły, że patrzę teraz inaczej na rzeczywistość. Mam w sobie cichą nadzieję, że to, co mam do powiedzenia, może być dla kogoś pomocne w życiu na tej przedziwnej planecie. A dlaczego ktoś miałby wesprzeć projekt? Bo to będzie piękny film! I może ktoś chciałby go zobaczyć bez czekania na to, aż pojawi się w telewizji czy festiwalu filmowym - wspierając nas i wygrywając płytę DVD z filmem, w nagrodę.

Crowdfunding wytwarza pewną wspólnotę między twórcą i odbiorcą, który zmienia się z biernego "oglądacza" w osobę współtworzącą dzieło. Czy Pana zdaniem ta relacja zbliża odbiorców do zrozumienia wkładu pracy twórcy i uświadamia wartość własności intelektualnej i nietykalności praw autorskich?

Bardzo lubię filmy "making of” z materiałami o powstawaniu filmów. Widzieć, jak pomysł przeistacza się w materię. Przy crowdfundingowej akcji można stać się jeszcze posiadaczem kawałka takiego projektu. Przy „Circus Maximus” jedną z nagród do wyboru jest wielka torba - Torbus Maximus, która będzie po planie zdjęciowym uszyta ze scenografii - z namiotu cyrkowego. Pamiątka z filmowego świata cyrkowców zawiśnie na czyimś ramieniu. Ta wspólnota między twórcą i odbiorcą będzie w tym wypadku bardzo namacalna.

Kultura kosztuje, dlatego warto dbać, by twórcy dostawali należne im zyski. Co powiedziałby Pan wszystkim odbiorcom, by wytłumaczyć jak ważne jest, by szanowali Pańską pracę jako Twórcy?

Nikomu nie można kazać mieć do czegoś bądź kogoś szacunku. Nie wymagam od nikogo szacunku do mojej pracy. Mogę tylko opowiedzieć ile czasu, zwątpień, marzeń, zachwytów i rozczarowań wymaga moja mozolna praca... Reszta jest w rękach widzów.

Ogromna i dopracowana scenografia ma stworzyć krainę „Circus Maximus”, w której poznamy Mariannę. Dlaczego tłem historii dziewczynki - światem, do którego się udajemy - jest cyrk?

Cyrk, w swojej istocie jest miniaturą naszego świata. Na arenie możemy odnaleźć siebie w oczach cyrkowców. Sklepienie namiotu w prawdziwym świecie jest sklepieniem nieba. Marianna będzie naszym przewodnikiem po arenie życia.

Bohaterka filmu “Circus Maximus” nie jest zwykłą dziewczynką, to skomplikowana postać. Wychowuje się w cyrku, a wraz z nią dorasta marzenie o występach. Przed nią, stoi również ogromna przeszkoda do pokonania. Skąd pomysł na postać Marianny i film o przezwyciężaniu trudności?

Marianna ma defekt, który dyskwalifikuje ją z występów w cyrku. Każdy z nas ma jakiś „defekt”, który przeszkadza nam żyć pełnią życia. Często coś nas uwiera, przesłania widoki na przyszłość, albo - paradoksalnie - nie mamy odwagi przyznać się sami przed sobą, że przed czymś uciekamy. Często też, co najdziwniejsze, boimy się odmiany losu. Jest taki fragment piosenki z filmu, w którym Marianna śpiewa: „Stoję, upadłam nieraz. Jak to będzie, gdy ktoś mi nagle powie leć?”. Tak jak małą Mariannę, ktoś podrzucił do cyrku, tak… też niespodziewanie, zjawiła się kiedyś w mojej głowie. Ogromnie jestem ciekaw momentu, gdy ją zobaczę już na ekranie!

Może wróćmy do pytania o cyrk. Opowiedział Pan dlaczego udajemy się do cyrku, ale nie wiemy, jak będzie wyglądał. Co znajdzie się pod sklepieniem namiotu?

Całe obozowisko cyrkowców będzie wybudowane na hali zdjęciowej. Namiot cyrkowy jest specjalnie projektowany przez scenografkę filmu - Malwinę Antoniszczak. Krakowskie szwaczki niebawem zaczną go szyć. Ziemia zostanie wyłożona piachem i trawnikami w rolkach. W filmie cyrk rozstawiony jest na pustkowiu, więc wzorujemy się też widokami, panoramą Pustyni Błędowskiej. Praca w studio daje dużo wygody, pozwalając nam realizować np. zdjęcia nocne o dowolnej porze dnia. Noc w obozowisku będzie rozświetlona konstelacjami gwiazd drogi mlecznej. Spora ich część zostanie dodana już po zakończonych zdjęciach - niebo będzie animowane.  Staramy się, aby cała rzeczywistość filmu była bardzo realna. Cyrk lata świetności ma już za sobą, więc aby wiarygodnie oddać dawne dostojeństwo trzeba postarzyć, spatynować, „nadgryźć zębem czasu” wszystkie rekwizyty. Sceny dziejące się we wnętrzach wozów będą kręcone poza wozami z obozowiska (ekipa filmowa nie zmieściłaby się do normalnego wozu) - więc każde wnętrze trzeba oddzielnie wybudować, pamiętając o widoku z okna itp. Każdy z bohaterów ma po kilka zmian kostiumów podczas filmu - podstawowych zestawów ubrań jest do uszycia ponad 50, nie wspominając o statystach, którzy zasiądą na widowni… To wszystko przy tak znikomym budżecie wydaje się niewykonalne - wierzę jednak w to, że ten film powstanie. Jest tylu uzdolnionych ludzi, którzy podjęli się pracy przy tym projekcie - za stawki wręcz symboliczne… wierzą wraz ze mną, że historia Marianny i Cyrku jest warta opowiedzenia.

W filmie promującym projekt, który został umieszczony na Polak Potrafi, mówi Pan wiele o marzeniach. Pragnienie spełnienia swojego marzenia wyraźnie łączy Pana z Pańską bohaterką, Marianną. Możliwość stworzenia tego filmu to spełnienie obu tych marzeń? Kiedy zrodziła się w Panu myśl o tym filmie i jak to się stało?

Jak byłem małym urwisem, zapragnąłem mieć swój własny teatr. Zaraz potem nie mogłem przestać marzyć o robieniu filmów. Trzydzieści lat później, to marzenie kilkuletniego chłopca właśnie się spełnia. Pomysł na „Circus Maximus” powstał kilka lat temu. Musiał jednak poczekać i jeszcze raz ustąpić miejsca filmowi animowanemu. Powstało „Millhaven” i za jego pomocą pożegnałem się z animacją, którą do tej pory się zajmowałem. Teraz, gdy myślę o tym małym chłopcu, który to wszystko wymyślił tyle lat temu, to pełny jestem zdziwienia i uśmiecham się do niego.

Jeżeli projekt „Circus Maximus” powiedzie się w odsłonie crowdfundingu, będzie Pan używał tej drogi przy następnych projektach? Ma Pan już pomysły na nowe projekty?

Chcę tworzyć filmy dla widzów. Jeśli oni będą też tego chcieli, wspierając je przy powstawaniu - będzie to wspaniałe! Tak, gdzieś już w oddali widzę swój pełnometrażowy debiut fabularny. Ale zanim, zanim… niech Marianna zaśpiewa nam swoją historię.

Rozmawiała: Maria Tekieli

Projekt „Circus Maximus” wesprzeć możecie tutaj >>>

 © Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.



Do góry!