Wpisz e-mail


Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Muzycy bywają zazdrośni

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Muzycy bywają zazdrośni

Muzycy bywają zazdrośni

Muzykę ma wdrukowaną w geny. Jej ojciec, Henryk Miśkiewicz to znany saksofonista jazzowy, zaś brat Michał perkusyjne szlify zdobywał w kwartecie Tomasza Stańki. Ilość projektów, kolaboracji, sesji, koncertów, w jakie angażowała się przez lata swojej obecności na scenie jest niezliczona. Dziś dokłada do nich jedno z największych przedsięwzięć w swojej karierze - projekt PIANO.PL będący hołdem złożonym polskiej pianistyce. Z Dorotą Miśkiewicz rozmawiamy o muzycznej płci, zazdrości i urokach fortepianu.



Czy Twoim zdaniem jazz ma płeć?


Dążysz do tego, że jest więcej mężczyzn grających jazz, niż kobiet? Można by zadać pytanie, czy muzyka rozrywkowa ma płeć i dlaczego męską? Gdy patrzę na orkiestrę grającą muzykę poważną, widzę coraz więcej kobiet. Natomiast jeśli chodzi o muzykę rozrywkową, jest wciąż męsko. Może chodzi o rodzaj grania, które potrzebuje mocniejszego uderzenia? Może większego poświęcenia? Nie wiem.

Ja bym powiedział, że jednak w muzyce rozrywkowej te proporcje są różne. Bycie wokalistką w popie czy w rocku gwarantuje jednak dość znaczące miejsce. Natomiast bycie wokalistką w jazzie, w dodatku w jazzie w Polsce, oznacza bycie schowaną. W ogóle w jazzie wokal nie jest jednak aż tak istotny niż w innych gatunkach muzyki rozrywkowej.

Myślę, że dla słuchaczy śpiew jest bardzo ważny, nie tylko w popie, również w jazzie. Głos z natury ma większą siłę przebicia, niż jakikolwiek instrument, i nic tego nie zmieni. No, chyba że ktoś jest wyjątkowo utalentowanym instrumentalistą, a wokalista nie najlepszy, to wówczas instrument siłą rzeczy wyjdzie na pierwszy plan. Jednak mam wrażenie, że wśród jazzmanów osoba śpiewająca jest odrobinę gorzej traktowana, może nie bez powodu. Cytując słowa piosenki: śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej - one pokazują, że nie trzeba mieć wykształcenia muzycznego, by śpiewać. To mamy naturalnie dane, sam talent czasem wystarcza. Natomiast muzycy, którzy kształcili się w szkołach, czasami bywają zazdrośni. Oni musieli się napracować, a obok stoi koleżanka, która spija śmietankę. To się oczywiście zmienia, funkcjonują szkoły muzyczne, wokaliści się kształcą, znają nuty.

Fot. Honorata Karapuda


A czy w takim razie trudniej być w jazzie kobietą czy wokalistką?


Bardzo dobrze jest być kobietą-wokalistką! Nie jestem tak bardzo mocno zakotwiczona w jazzie. Z niego wyrosłam i z nim romansuję, ale romansuję też z innymi gatunkami muzyki. Moje relacje z kolegami muzykami są dobre. Nigdy nie odczułam tego, o czym przed chwilą wspomniałam, czyli gorszego traktowania. Może dlatego, że znam nuty i jestem w stanie się z nimi porozumieć.

Powiedzmy szczerze, że jako osoba z muzycznej rodziny na porozumiewanie się z jazzmanami byłaś de facto od dziecka skazana.

Byłam, ale jak historia pokazuje, mogłam się trochę od tego wszystkiego odwrócić. W domu oczywiście słuchało się bardzo dużo jazzu. Różnego. To jest tak pojemny gatunek! Będąc w Radzie Fryderyków Jazzowych widzę zgłaszane płyty, które w wielu przypadkach nie są jazzowe, ale nie ma dla nich innej szuflady. Ta nasza jazzowa szuflada przyjmuje dużo innych gatunków, które tylko trochę zahaczają o jazz. Ale wracając do jazzu granego w domu, to był i ten lżejszy - dla dzieci - i bardziej zaawansowany. Ale ogólnie pamiętam, że był radosny. Nie stanowił sztuki, na którą się bardzo napinamy, tylko towarzyszył nam w sposób naturalny - np w podróży, na wakacjach. Braliśmy z bratem magnetofon kasetowy, który kładliśmy na tylnej półce samochodu, włączaliśmy, śpiewaliśmy.

A co to byli za wykonawcy? Pamiętasz, co tam Wam grało?

To był ten wspomniany "jazz dla dzieci", jak go tata nazywał: Al Jareau, David Sanborn, George Benson... takie rytmiczne rzeczy. I my sobie z bratem to podśpiewywaliśmy.

Jak widać zadziałało, bo Ty dziś śpiewasz, a brat gra na perkusji współtworzące cenione Marcin Wasilewski Trio. Ale wróćmy do płci w jazzie. Za chwilę zagrasz koncert "Piano.PL". Z samymi pianistami. Dwunastu mężczyzn.

No tak się znów złożyło. Poza mną będzie jedna instrumentalistka - Emilia Sitarz, która zagra z Bartłomiejem Wąsikiem w Lutosławski Piano Duo, pokaże bardziej klasyczne oblicze fortepianu. Natomiast, jeśli spojrzymy na tegoroczne Fryderyki, to w Debiutach na pięcioro nominowanych był jeden chłopak i aż cztery dziewczyny! Trzy wokalistki i jedna pianistka. Coś się więc jednak otwiera i zmienia. Zresztą wszystkie debiuty bardzo mocne.

Interesuje mnie Twój klucz, według którego wybrałaś tę dwunastkę do "PIANO.PL".

Chciałam pokazać kilka pokoleń pianistów. Oczywiście w większości są to muzycy bliscy mojemu sercu, z którymi grałam. Tak, jak Włodzimierz Nahorny, od pracy z którym zaczynałam. Byłam jeszcze na studiach i on zaprosił mnie do swojego zespołu. Nie wyobrażałam sobie, żeby mogło go zabraknąć, z nim jeździłam na pierwsze trasy koncertowe, zwiedzałam świat, uczyłam się śpiewać. Z pianistów starszego pokolenia jest też Andrzej Jagodziński, dobry kolega taty. Swego czasu też z nim grywałam, zawsze z szacunkiem dla jego wrażliwości i umiejętności. Ze średniego pokolenia jest z kolei Marcin Wasilewski, z którym poznaliśmy się lata temu na Warsztatach Jazzowych w Puławach, i który od wielu lat gra na stałe z moim bratem. Pamiętam nasze wypady w Puławach o piątej nad ranem po mleko i bułki do piekarni i pierwsze standardy jazzowe grane na lekcji… Podobnie z Michałem Tokajem, z nim też mam bliższe relacje, dzięki niemu się w ogóle na tych warsztatach w Puławach znalazłam. To mój kolega z liceum i z nim zagrałam swój pierwszy koncert, on też współtworzył mój pierwszy zespół. Krzysztof Herdzin - nie tylko pianista, także wybitny aranżer, człowiek-komputer, nieprawdopodobnie szybki w pracy, ale i romantyk! Mamy tu jeszcze Bogdana Hołownię....



To z tego starszego pokolenia...

Może starszo-średniego? Wielu z pianistów, których zaprosiłam, to soliści pełną gębą. A Bogdan jest mistrzem liryki i akompaniamentu. Na próbie okazało się, że on zna prawie wszystkie piosenki, i to ze słowami. Kopalnia wiedzy, jeżeli chodzi o utwory Jerzego Wasowskiego.

Z młodego pokolenia mamy Dominika Wanię i Piotra Orzechowskiego. Obaj z Krakowa. Z Piotrem Orzechowskim grałam raz, z Dominikiem ani razu. I jestem bardzo podekscytowana tym, jak to będzie. Co oni pokażą. W jaki sposób zaaranżują utwory, które im dałam. To jest pokolenie bardzo młode i bardzo otwarte na eksperymentowanie z muzyką poważną i rozwijanie swoich jazzowych skrzydeł. Dominik Wania wypłynął płytą "Ravel" czyli muzyką Ravela zagraną na jazzowo. Z kolei Piotr Orzechowski eksperymentował m.in. z Pendereckim i Bachem. Bardzo jestem ciekawa ich podejścia.

Jest oczywiście jeszcze Leszek Możdżer, na spotkanie z którym chyba najbardziej się cieszę, bo lubię jego podejście do grania, niezwykle twórcze, niezwykle nośne. Raz spotkaliśmy się przy projekcie "Farat" Ani Jopek, ale wtedy byłam tylko chórzystką. Teraz po latach zaprosiłam go do swojego projektu, zresztą PIANO.PL bez niego wyglądałoby dziwnie!

No i na koniec trzy wyjątki od muzyki jazzowej, która oczywiście dominuje. To Tomasz Kałwak - klawiszowiec, który gra ze mną od lat. Mamy utwór, który od lat gramy na koncertach, a który nigdy nie doczekał się rejestracji na płycie i uznałam, że to świetna okazja, by pokazać ludziom, że klawisze to nie tylko fortepian. Że z instrumentów elektronicznych można wydobyć inny rodzaj brzmienia, można łączyć i kreować nowe barwy. W tym Tomek jest dobry. Sam wymyśla barwy i je preparuje. Mam nadzieję, że to się uda pokazać. Jest wspomniane już Lutosławski Piano Duo czyli Bartek Wąsik/Emilia Sitarz - specjaliści od muzyki współczesnej i ludowej. Oprócz tego, że grają w zespole Kwadrofonik, z którym nagrałam dziecięce piosenki Lutosławskiego, to stanowią również duet fortepianowy. I jest też Grzegorz Turnau, który występuje w charakterze pianisty, bo na fortepianie też gra bardzo dobrze. Często zaprasza mnie do swoich projektów i ja, gdy mogę, to również zapraszam jego, to wielki talent twórczy. Jego piosenki są kompletnie inne niż wszystko dookoła.



Towarzyszyć nam będzie zespół Atom String Quartet, który od jakiegoś czasu podbija serca wszystkich. Są jedynym w Polsce klasycznym kwartetem smyczkowym grającym muzykę jazzową. Muzycy klasyczni na ogół potrzebują całego zapisu nutowego, dokładnie rozpisanego, w jazzie gramy z akordów, z tzw funkcji, które traktowane są w sposób dowolny. Nie miałam świadomości, że chłopaki z Atomów potrafią też tak grać. A są tak zgrani, że natychmiast każdy wie co ma robić, jeden gra basy, inny wypełnia środek, jeszcze inny szura imitując perkusję… Funkcjonują jak jeden organizm.

Domyślam się, że zebrać takie grono gości, zgrać terminy itp. było piekielnie trudno.

Jestem niezwykle wzruszona, że mnie to spotkało. Oczywiście sama wszystko sprowokowałam, lecz pomogło mi wiele osób, przede wszystkim moja menadżerka, Kinga Janowska. To niebywałe, że z marzenia, które wydaje się kompletnie nierealne, nagle układa się koncert, jak puzzle z tysiąca kawałków.

Zapewne też nie było łatwo stworzyć wspólny repertuar dla takiej "orkiestry"? Tym bardziej, że piosenka w polskim jazzie zajmuje miejsce nieco z boku.

Właśnie mi uświadomiłeś, że rzeczywiście polskie teksty do muzyki jazzowej powstawały głównie lata temu. Pisali je Wojciech Młynarski, Agnieszka Osiecka, Janusz Kofta... pewnie jeszcze paru było. Ja wybrałam jeden utwór Komedy do tekstu Agnieszki Osieckiej...

...ale nie jest to "Prawo i pięść"?

Nie. To będzie "Moja ballada". Ale w większości oparłam się nie na muzyce stricte jazzowej, lecz rozrywkowej. Wybrane przeze mnie piosenki są zakotwiczone w przeszłości. Z ładną melodią, pięknymi słowami, z harmonią, która daje pianistom możliwość, by się rozwinąć i coś pokazać. Coś z Kabaretu Starszych Panów, dwa utwory Wojciecha Młynarskiego, dwa z repertuaru Ewy Bem. To są takie nazwiska najbliższe mojemu sercu. Ale postanowiłam przemycić też coś nowszego, niezupełnie współczesnego, raczej z czasów mojej młodości. Będzie jeden utwór Stanisława Soyki, jeden Edyty Bartosiewicz. Bardzo się cieszę, że zgodziła się, byśmy mogli go zagrać. A reszta niech zostanie tajemnicą.

Gdybyś mogła mieć marzenie i wybrać ze świata jednego pianistę, którego chciałabyś gościć na scenie... Masz kogoś takiego?

To szalenie trudne wybrać jednego. Kiedy sobie przypomnę, jak nie spałam po nocach, by zamknąć ten koncert i już nikogo więcej nie dobierać… Z grona moich wspaniałych kolegów mogłabym przecież zaprosić trzy razy tylu. A ty mnie pytasz o jednego! Nie wiem... nigdy by mi do głowy nie przyszło, by np. zaprosić Keitha Jarreta. Ale jeśli w twoim pytaniu zawiera się pytanie o najlepszego pianistę na świecie, to wymieniam jego. Zaprosiłabym go, ale nie zaśpiewałabym nic, tylko słuchała.

Jazz jest jedynym przykładem muzyki rozrywkowej, gdzie fortepian jest stale obecny. Dlaczego?

Fortepian jest wspaniałym, ale jednak dużym i drogim instrumentem. W momencie, gdy budżety nagraniowe są coraz mniejsze, a coraz lepsze są próbki fortepianowe dostępne w internecie, to szuka się wygody i oszczędności. A sample brzmią dziś doskonale. W popie, gdzie fortepian ma tylko dobarwiać i jest schowany w całości wykonania, tam można posłużyć się samplami. Ale w jazzie nic go nie zastąpi.



Dość istotnym efektem koncertu "PIANO.PL" będzie płyta oraz DVD.

Nie wyobrażałam sobie, jeśli jakimś cudem udałoby się zorganizować taki koncert, żeby go nie zarejestrować. Robiliśmy wszystko, by nagrać go zarówno audio, jak i w formie video. Na jesieni wyjdzie płyta DVD. Będzie także retransmisja telewizyjna. I może jeszcze jeden koncert. Bo ten majowy sprzedał się bardzo szybko. I mam nadzieję, że tym, którzy się nie dostali, płyta jakoś to wynagrodzi. A może uda się jeszcze zagrać?

Organizacja koncertu i nagrania to ogromne koszty. Zewsząd słychać dziś, że wydawanie płyt od dawna się nie opłaca, bo wszystko jest w internecie.

Myślę, że ludzie z mojego pokolenia lubią kupować płyty, dlatego jeszcze wciąż opłacają się wydawnictwa. W połowie czerwca ukaże się składanka "best of" z moimi piosenkami. Znajdą się tam nie tylko rzeczy z moich wcześniejszych płyt, ale także trudniej dostępne nagrania, jak duet z Jerzym Wasowskim, duet z Cesarią Evorą, bałkańska piosenka "Anna Joanna" i najważniejsza dla mnie rzecz - duet z cenionym na świecie włoskim pianistą jazzowym, Stefano Bollanim. Piosenka, którą nagraliśmy razem, choć osobno - on we Włoszech, ja w Polsce, to nasz hołd złożony Cesarii Evorze, ukazywał się do tej pory wyłącznie w Italii. I chociaż na składankach na ogół nie ma pełnych opisów, bo byłyby zbyt obszerne, to zaparłam się, żeby na mojej składance znalazły się wszystkie nazwiska muzyków, którzy wystąpili. To jest też pewien bonus posiadania płyty - informacje, których w sieci nie ma nawet w serwisach legalnych. Więc jeżeli chcemy się dowiedzieć kto grał, to sięgamy po płytę. Ale wiem doskonale, że większość młodych ludzi ma dziś wszystko w komórce. Nawet nie muszą mieć osobnego odtwarzacza, tzw empetrójki, chcą mieć wszystko w jednym urządzeniu. To jest bardzo wygodne. Dlatego tak ważne jest uświadamianie ich, by to, co jest w ich telefonie, było z legalnych serwisów. Ta oferta jest coraz lepsza. Choć oczywiście w przypadku filmów i seriali jest tak, że często wielu rzeczy po prostu nie ma. A w pirackich serwisach są. Dlatego barierą, którą trzeba przełamać, jest kwestia dostępności. I trzeba to zrobić jak najszybciej, bo ludzie nie chcą czekać.



Rozmawiał: Rafał Pawłowski
Fot. Honorata Karapuda



© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.



Do góry!