Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Piosenki nie spadają z nieba

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Piosenki nie spadają z nieba

Piosenki nie spadają z nieba

Zapytaliśmy Sebastiana Karpiela-Bułeckę, wokalistę zespołu Zakopower, między innymi o to, co sądzi o korzystaniu z nielegalnych źródeł w internecie. „Trzeba spojrzeć na ten problem po ludzku. Jeżeli chłopak z domu dziecka ściągnie nielegalnie piosenkę z internetu, to przecież nie zamkniemy go w więzieniu. Ja mu chętnie ten utwór ofiaruję, ale jednocześnie chciałbym nauczyć go, że muzyki trzeba słuchać legalnie”.


Marzena Mróz: Którą z piosenek najbardziej lubicie śpiewać, grać?

Wszystkie utwory, które pojawiły się na naszych płytach są bliskie naszym sercom. Każdy  jest inny, każdy powstawał w określonych okolicznościach. Ja osobiście lubię ambitne piosenki. Im trudniejsza – tym dla mnie bliższa. Takim szczególnie cenionym przeze mnie utworem z naszej ostatniej płyty jest „Kropla”. Wiem z kolei, że nasi fani najbardziej lubią słuchać „Boso”.

Na koncertach dosłownie rozpiera Was energia. Skąd ją czerpiecie?

Tak czujemy muzykę i tacy jesteśmy. Są ludzie, którzy słuchając dźwięków zamykają oczy i stoją w zadumie. My reagujemy na nie w charakterystyczny dla Zakopowera, pełen energii sposób.

Może ma to związek z Waszym góralskim pochodzeniem, temperamentem?

Pewnie częściowo tak, ale w zespole jest tylko czterech górali, a pozostali jego członkowie nie są związani z Podhalem. Natomiast trzeba przyznać, że bardzo dobrze dobraliśmy się, zarówno pod względem charakterów, jak i sposobu postrzegania świata, reakcji na muzykę. To dowód na to, że ludzie nie spotykają się ze sobą przez przypadek...

Ile koncertów dajecie w ciągu roku?

Bardzo dużo, bo ponad sto koncertów.

O czym śpiewacie, co chcecie powiedzieć ludziom?

Śpiewamy o świecie i o tym, co myślimy. Przekazujemy w tekstach nasze spostrzeżenia, nasze problemy, troski i radości. Nasze piosenki oddają świat w taki sposób, w jaki my go widzimy. Są kawałkiem nas.

Koncertowaliście ostatnio w Indiach i Chinach. Jak reagowali na Waszą muzykę mieszkańcy tych odległych i tak różnych kulturowo od Polski krajów?

Ludzie mogą nie rozumieć tekstu, ale jeżeli utwór ma w sobie prawdę i jest naturalny – to działa! Zarówno w Chinach, jak i w Indiach nasi słuchacze reagowali bardzo spontanicznie, można powiedzieć – żywiołowo. Podczas koncertów wstawali, tańczyli i klaskali.

Śpiewali?

Sebastian Karpiel-Bułecka: Z tym było gorzej, ale fantastycznie na naszą muzykę reagowali. Widać było, że oni tę naszą energię brali, że ją chcieli.

Można w takim razie powiedzieć, że język muzyki jest uniwersalny.

Tak. Muzyka to emocje, które są przecież ponad granicami. Ludzie na każdym kontynencie znają je i potrzebują ich.

Czy zainspirował Was Wschód, Azja?

Muzyka hinduska jest piękna, absolutnie mnie ujęła. Myślę nawet o wspólnym projekcie z artystami z Indii – jak tylko znajdę trochę czasu.

Czego Pan słucha dla relaksu?

Przede wszystkim słucham muzyki jazzowej. Lubię improwizacje, wolność w muzyce – a taki właśnie jest jazz. Moim mistrzem jest pan Zbigniew Seiferd, znany polski skrzypek, który, niestety, zmarł w 1978 roku, w wieku 33 lat. Na szczęście zostawił po sobie wiele wspaniałych płyt. Staram się czerpać z nich inspiracje do swojego grania.

Nad czym teraz pracujecie?

Przygotowujemy płytę na 150. rocznicę Powstania Styczniowego. Zamówiło ją u nas Narodowe Centrum Kultury. Zaśpiewamy jedenaście utworów. Chcemy, poprzez muzykę, dotrzeć z tą odległą historią do jak największej liczby młodych ludzi. W tym przypadku muzyka będzie miała walor edukacyjny. Oprócz tego projektu przygotowuję również płytę z kolędami – wspólnie z Olą Kurzak, a w październiku wyjeżdżamy do Lozanny, aby wziąć udział w imprezie Głosy Gór. Będą to koncerty muzyki klasycznej połączonej z jazzem i folklorem – poświęcone kompozytorom, dla których góry były inspiracją, m.in. Karolowi Szymanowskiemu i Mikołajowi Góreckiemu.

Czy Wasze utwory są piratowane?

Niestety, tak. Z tego co wiem, jesteśmy pod tym względem w niechlubnej „czołówce”.

Przykro to słyszeć.

Piractwo to zwyczajna kradzież. Ludzie, którzy to robią, nie zdają sobie sprawy, ile czasu i pieniędzy potrzeba na stworzenie i nagranie jednego utworu. Zdarza się, że pracujemy nad tekstem pół roku, podobnie jest z muzyką. To jest naprawdę wielki wysiłek, ponieważ piosenki nie spadają z nieba.

Jak długo pracowaliście nad „Boso”?

Ostatnia nasza płyta powstawała przez blisko dwa lata. Kosztowała nas dużo czasu, wiele wyrzeczeń, zaniedbań w innych sferach życia. Zupełnie nie rozumiem ludzi, którzy nie szanują pracy artystów i – ściągając utwory nielegalnie – po prostu nas krzywdzą.

Czy ma Pan pomysł na walkę z piractwem?

Trzeba uświadamiać ludziom ten problem. Niestety, przez kilkadziesiąt lat żyliśmy w ucisku, byliśmy zmuszani przez życie do kombinowania i to nam zostało we krwi. Ale trzeba pamiętać, że to jest zła cecha, zwłaszcza teraz, gdy czasy się zmieniły. Możemy czerpać z życia, mamy otwarte drogi wszędzie –  zarówno na zachód, jak i na wschód. Możemy zarobić pieniądze i nie musimy martwić się, czy stać nas będzie na zakup płyty.

Karać czy edukować?

Trzeba spojrzeć na ten problem po ludzku. Jeżeli chłopak z domu dziecka ściągnie nielegalnie piosenkę z internetu, to przecież nie zamkniemy go w więzieniu. Ja mu chętnie ten  utwór ofiaruję, ale jednocześnie chciałbym nauczyć go, że muzyki trzeba słuchać legalnie.

Dziękuję za rozmowę.

Z Sebastianem Karpielem-Bułecką – liderem zespołu Zakopower – rozmawiała Marzena Mróz.

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.




Do góry!