Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
W zwierciadle satyry

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

W zwierciadle satyry

W zwierciadle satyry

„Bezdech” to sztuka niezwykła. Na znakomitym poziomie artystycznym, jest atrakcyjna dla szerokiej widowni przez szybkie tempo akcji, atrakcyjne wątki i klasyczną „przewrotkę” na końcu. W obsadzie aktorskiej będziemy mogli podziwiać prawdziwe znakomitości.

 

Z Jerzym Stuhrem, odtwórcą roli Lucjana, rozmawiamy o tym, co ujęło go w „Bezdechu”, jakim człowiekiem jest jego bohater i dlaczego możliwość zobaczenia swojego środowiska w krzywym zwierciadle sprawiło mu przyjemność.

 

 

Jesienią premiera „Bezdechu”, nowego spektaklu Teatru Telewizji wyreżyserowanego przez Andrzeja Barta. Jakie miał pan pierwsze wrażenia po przeczytaniu jego autorskiego tekstu?

Uważam, że to jedna z ciekawszych sztuk, jaka została napisana w ostatnich latach. Podejmuje tematy, które zawsze były dla mnie interesujące. To ciekawa próba uchwycenia pewnej świadomości, zarówno tej indywidualnej jak i zbiorowej. Ubrania jej w kontekst zmian, jakie zaszły w naszym kraju w ostatnich dekadach. A poza tym zderzenie przeszłości z naszą współczesnością, z którą muszą zmierzyć się bohaterowie reprezentujący różne pokolenia i światopoglądy.

 

 

Główny bohater grany przez Bogusława Lindę to człowiek z innego świata. Po latach nieobecności wraca z daleka do Polski.

Z całkiem innego świata, dlatego na początku nie rozumie tego, co się tutaj stało, zmieniło. Ja lubię tego rodzaju konfrontacje. Sam kiedyś podjąłem podobny wątek w filmie „Pogoda na jutro”. To interesujące wpuścić bohatera w obce mu realia, tylko pozornie znane. „Bezdech” to też sztuka o przemijaniu, także w ekstremalnych warunkach, w obliczu zbliżającej się śmierci.

 

fot. materiały prasowe „Bezdech”

 

Nie obawiam się, że zdradzimy zbyt wiele, bo tekst jest wieloznaczny.

To prawda. Mnie najbardziej ujęło w tym spektaklu to, że próbuje pokazać rzeczywistość oczami człowieka, który w pewnym sensie jest już poza nią. A mój bohater jest człowiekiem z przeszłości, wspomnieniem dawnych lat i dawnego środowiska, w którym funkcjonował. To też rzecz o herosach czasów komuny i ich wypaczeniach. Po przeczytaniu tekstu nie miałem wątpliwości – ta sztuka ma w sobie wielką energię. Bardzo też zainteresowała mnie możliwość pracy z Andrzejem Bartem.

 

 

Co dla Pana znaczyło spotkanie z nim? Jakiego rodzaju było to doświadczenie?

Na pewno bardzo ważne. Jego książkę „Rien ne va plus” uważam za jedną z najlepszych powieści, jaka została napisana w Polsce w ostatniej dekadzie. Z tego też powodu bardzo chciałem poznać autora. Okazało się, że on mnie też chciał poznać. I nawet dostąpiłem zaszczytu wybrania sobie roli w jego spektaklu.

 

 

Dlaczego więc spośród tak wielu występujących w „Bezdechu” postaci chciał Pan zagrać właśnie Lucjana?

Nie miałem wątpliwości. Raz jeszcze mogłem zobaczyć w zwierciadle satyry moje środowisko. Zawsze mnie to pociągało i sprawiało przyjemność. Zresztą można powiedzieć, że to już tradycja, że grywam takie role. Pierwszą tego rodzaju postać zagrałem już dawno w filmie „Pociąg do Hollywood”. Lucjan też jest reżyserem filmowym, powiedzmy filmów klasy B, który w czasach PRL nie miał problemu ze znalezieniem pieniędzy na realizację filmów. Czasy się jednak i dla niego zmieniły...

 

fot. materiały prasowe „Bezdech”

 

Jednak „Bezdech” to już nie komedia, ale dramat. W dodatku zrealizowany w bardzo wyrafinowanej formie.

Bardzo lubię takie wyszukane zabawy formalne. Okazuje się, że jestem bardzo wyczulony na formę, szczególnie w filmie. Uważam wręcz, że to właśnie forma tworzy dzieło. A „Bezdech” ma niesłychaną formę! To, co się dzieje w głowie bohatera, jak to jest pokazane, to niezwykle ciekawe. Mnie się to bardzo dobrze grało. Nie da się ukryć, że realia, o których opowiada mój bohater są mi bardzo dobrze znane. A jego charakter interesujący do aktorskiej interpretacji. Kiedyś był to ważny człowiek, którzy rządził w polskim kinie, trząsł tym środowiskiem, niekoniecznie z powodu sukcesów artystycznych. A dziś to prywaciarz, drobny biznesmen. Bardzo śmieszna rola.

 

 

Pana postać pojawia się na ekranie dopiero w końcówce spektaklu, a jednak jest w pewnym sensie kluczowa. Główny bohater grany przez Bogusława Lindę spotyka wiele osób ze swojej przeszłości, ale dopiero spotkanie z Lucjanem odkrywa nam widzom zupełnie nowe możliwości interpretacyjne przedstawionej rzeczywistości.

Myślę, że postać Lucjana pozwala przejrzeć się głównemu bohaterowi jak w lustrze. Zobaczyć, co właściwie robił całe życie. Pojawia się bardzo autoironiczny ton. Jerzy grany przez Bogusława Lindę jest złamany, męczy się sam ze sobą. I jest jeszcze ta zmieniająca się w jednej scenie rzeczywistość. Nagle okazuje się, że te wszystkie luksusy, w które opływa Lucjan mogą być tylko ułudą...

 

 

Stabilny wydawałoby się świat staje się bardzo iluzoryczny.

No właśnie. To świetna scena i świetnie się nam ją grało. To taka scena, która daje aktorowi ogromne możliwości. Wychodzi od hiperrealizmu i prowadzi nas w zupełnie nieoczekiwane rejony, aż po załamanie bohaterów, takie jak w postaciach Dostojewskiego niemalże. Oczywiście ja byłem tylko częścią tej skomplikowanej, ale bardzo interesującej układanki.

 

fot. Legalna Kultura

 

„Bezdech” jest wprawdzie spektaklem Teatru Telewizji, ale został zrealizowany w bardzo nowoczesnej formie, bliskiej kina. Czy czuł się Pan jak na planie filmowym?

Trochę tak było, ale nie ma w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, że Andrzej Bart zaprosił do współpracy mojego przyjaciela Witolda Adamka. Zresztą to nie pierwsze przedstawienie, przy którym pracowali razem. Trzeba wiedzieć, że Witek Adamek bardzo dobrze czuje ten rodzaj literatury i potrafi go dobrze pokazać na ekranie. A ponieważ jest wybitnym operatorem filmowym, to najbliższy jest mu język filmowy. Stąd też „Bezdech” powstał w takiej właśnie, bardzo filmowej formie. Zresztą muszę przyznać, że cały ten spektakl został stworzony z ogromnym pietyzmem, w świetnych wnętrzach i z pięknymi zdjęciami.

 

 

Rozmawiał Ryszard Jaźwiński

 

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.



Do góry!