Wpisz e-mail


Wspólne sprawy
Czyli krótko i na temat, o sprawach, które dotyczą po prostu całej kultury. Dlaczego kulnes jest cool? Komu tak naprawdę opłaca się korzystanie z legalnych źródeł kultury? Komu może zagrażać legalizacja? Co musi się zmienić, żeby w Polsce zapanowała moda na cyfrową kulturę z legalnych źródeł?
Wojciech Młynarski. Artysta piosenki, błyskotliwy obserwator codzienności

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Wspólne sprawy

Wojciech Młynarski. Artysta piosenki, błyskotliwy obserwator codzienności

Wojciech Młynarski. Artysta piosenki, błyskotliwy obserwator codzienności

Był artystą wyjątkowym i niekonwencjonalnym. Choć sam najczęściej określał się tekściarzem, tak naprawdę był fantastycznym poetą i artystą piosenki. W październiku ukazała się płyta „Maleńczuk gra Młynarskiego”, w piątek (3 listopada) do kin wchodzi pełnometrażowy dokument Alicji Albrecht „Młynarski. Piosenka finałowa”, dwa dobitne przykłady na to, że twórczość artysty, który odszedł kilka miesięcy temu, żyje i ma się dobrze – dzięki uniwersalności, polotowi i dowcipowi.

Artysta niestety nie doczekał ani płyty, ani filmu. „Cztery dni przed śmiercią Wojciecha Młynarskiego skończyłem materiał na płytę z jego piosenkami. Chciałem, żeby jeszcze zaakceptował wybór tekstów. Był już zbyt słaby, żeby się z kimkolwiek spotykać, porozumiewaliśmy się za pośrednictwem Janka Młynarskiego." – wspomina Maleńczuk. „Wojtek odszedł. Tego dnia montowałam akurat teledysk do piosenki «Lubię wrony». Gdy dostałam telefon o jego śmierci, zdałam sobie sprawę, że teraz cała odpowiedzialność spoczywa na mnie. Było mi żal, że już nie będę mogła pokazać mu filmu i zapytać, czy mu się podoba. Wracając z montażowni, jechałam Puławską, była 16.00, duży ruch. I nagle, wprost na maskę, spada mi z nieba wrona. Staje przed szybą i patrzy mi prosto w oczy. I jadę sobie z tą wroną, jakieś pół drogi z Mokotowa na Żoliborz, a ona ani myśli odfrunąć. Gdy odfrunęła, pomyślałam, że mam zgodę, zgodę Wojtka” – opowiada Albrecht w „Magazynie Filmowym”.



Wojciech Młynarski (1941–2017) urodził się w Warszawie i całe swe życie związał z tym miejscem. Wiele swych tekstów poświęcił miastu i jego okolicom, wystarczy wymienić: „Statek do Młocin”, „Dziewczyny z Komorowa” czy „Truskawki w Milanówku”. Pochodził z rodziny o bogatych tradycjach muzycznych, jego stryjecznym dziadkiem był Emil Młynarski – kompozytor, dyrygent i skrzypek, siostra mamy – Maria Kaczurbina komponowała piosenki dla dzieci, a mężem ciotki Neli został znakomity pianista Artur Rubinstein. Pierwsze wiersze pisał – jak wyznaje w książce Dariusza Michalskiego „Dookoła Wojtek. Opowieść o Wojciechu Młynarskim” (2008) – we wczesnym dzieciństwie, przygotowując rodzinne przedstawienia, w których występował z kuzynkami, a później w pruszkowskim liceum tworzył humorystyczne kuplety o życiu szkoły. Profesjonalną karierę zaczął w trakcie polonistycznych studiów na Uniwersytecie Warszawskim, debiutując w 1960 roku w słynnych Hybrydach, szybko stając się czołową postacią kabaretu i piosenki studenckiej. Po Hybrydach na długie lata związał się z kabaretem Dudek, prowadzonym przez Edwarda Dziewońskiego. Współpracował także blisko z Dreszczowcem Macieja Zembatego, a także Owcą i U Lopka. Był też znakomitym tłumaczem, m.in. poezji Jacques’a Brela czy Włodzimierza Wysockiego, a także musicalowych evergreenów (m.in. „Kabaret”, „Jezus Chrystus Superstar”, „Chicago”).  Był artystą wyjątkowym i niekonwencjonalnym. Choć sam najczęściej określał się tekściarzem, tak naprawdę był fantastycznym poetą. Na dodatek niezwykle płodnym (ma na swym koncie około dwóch tysięcy piosenek!). Był artystą piosenki. Wystarczy wymienić choćby takie teksty (wiersze), jak: „Polską miłość”, „Leszczynę” czy „Jeszcze w zielone gramy”. „Dzięki nim, słuchając piosenek, można było mieć przekonanie, że obcuje się z literaturą, z czymś ważkim" – wspomina go Filip Łobodziński w „Dzienniku. Gazecie Prawnej”. Stanisław Dygat już na początku kariery Młynarskiego stwierdził, że jego teksty to wielka literatura, podobnie mówił Janusz Głowacki. Pisał dla siebie, ale także szczodrze obdarowywał swoimi tekstami innych wykonawców, m.in.: Hannę Banaszak, Ewę Bem, Halinę Frąckowiak, Edytę Geppert, Irenę Jarocką, Alicję Majewską, Krystynę Prońko, Marylę Rodowicz, Irenę Santor, Magdę Umer, Michała Bajora, Krzysztofa Krawczyka, Wiesława Michnikowskiego, Zbigniewa Wodeckiego, Andrzeja Zauchę oraz  zespoły, jak „2 plus 1”, „Alibabki”, „Skaldów”. Lubił mieć zamówienia, terminy, nawet te najbardziej napięte. Przebojowe „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał” napisał dla Skaldów ponoć w ciągu pół godziny. Jego piosenki znalazły się w blisko pięćdziesięciu polskich filmach, m.in. „Bez znieczulenia” (1978) Andrzeja Wajdy, „Mniejszym złu” (2009) Janusza Morgensterna, a także popularnych serialach, m.in. Wojnie domowej” (1966) Jerzego Gruzy czy „Droga” (1973) Sylwestra Chęcińskiego, której każdy odcinek rozpoczynało autorskie wykonanie piosenki „Absolutnie”, kończącej się słowami: „W sumie z ludźmi fajnie mi, absolutnie”.



Na czterdziestolecie pracy twórczej artysty Magda Umer przegotowała w warszawskim Teatrze Ateneum im. Stefana Jaracza okolicznościowy spektakl „Młynarski, czyli trzy elementy” (2003), Cztery lata później zespół Raz Dwa Trzy nagrał płytę zatytułowaną po prostu „Młynarski” (2007), która szybko zdobyła status złotego, a następnie platynowego krążka, a także została uhonorowana statuetką Fryderyka.

Młynarski wierzył w ludzi, kochał życie – jak zresztą sam twierdził, a jego słowa wyśpiewała Edyta Geppert – nad życie. I vice versa, czego dowodem, nie tylko ciągła popularność jego twórczości, a także wejście do powszechnego obiegu wielu jego przemyśleń, powiedzonek, wersetów, jak choćby: „podchodzą mnie wolne numery”, „do przodu żyj, żyj kolorowo”, „nie ma jak u mamy”, „po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy”, „szare komórki do wynajęcia”, „przyjdzie walec i wyrówna”, „co by tu jeszcze spieprzyć, panowie?”, „róbmy swoje!”.



„Myślę, że Wojtek był jednym z najwspanialszych nauczycieli mojego pokolenia i zawsze mówię, że to on wychował tę powojenną inteligencję” – powiedziała Magda Umer.

Młynarski często pisał o sprawach istotnych, o wszystkim, co najważniejsze. Swe życiowe credo zawarł – moim zdaniem – w polskim tekście słynnego przeboju Franka Sinatry „My Way” („Idź swoją drogą”):

Bo przecieć jest
Niejeden szlak,
Gdzie trudniej iść –
Lecz idąc tak,
Nie musisz brnąć
W pochlebstwa dym
I karku giąć
Przed byle kim,
Rozważ tę myśl,
A potem – idź,
Idź swoja drogą.


tekst: Jerzy Armata
zdjęcia udostępnione przez Best-Film, dystrybutora filmu "Młynarski: Piosenka finałowa".



Do góry!