Wpisz e-mail

Pewnego razu w listopadzie...

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Polecamy

Pewnego razu w listopadzie...

Pewnego razu w listopadzie...

Nowy film Andrzeja Jakimowskiego to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia warszawskiej rodziny, rozgrywająca się w przeddzień dużej demonstracji patriotycznej. W piątek, 3 listopada film "Pewnego razu w listopadzie..." wchodzi na ekrany kin.

Marek (Grzegorz Palkowski) rozpoczyna studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Ma piękną i odwzajemniającą jego uczucie dziewczynę Olę (Alina Szewczyk). Na co dzień troskliwie opiekuję się matką (Agata Kulesza), z którą mieszka w przedwojennej kamienicy. Gdy w wyniku eksmisji rodzina traci dach nad głową, rozpoczyna się wyczerpująca tułaczka po Warszawie – między jedną noclegownią a drugą. W końcu Markowi udaje się wynegocjować miejsce w squacie w centrum miasta. Szczęście bohaterów nie trwa jednak długo, bo w stolicy właśnie zaczyna się manifestacja z okazji Święta Niepodległości 11 listopada. Do budynku, w którym znaleźli schronienie próbuje wedrzeć się grupa agresywnych chuliganów. Wydarzenia, jakie rozegrają się w murach skłotu odcisną niemożliwe do zatarcia piętno na życiu wszystkich bohaterów.



Przy pracy nad filmem Andrzej Jakimowski otoczył się stałą ekipą: Adam Bajerski (zdjęcia), Aleksandra Staszko (kostiumy), Ewa Jakimowska (scenografia), Cezary Grzesiuk (montaż) i Tomasz Gąssowski (muzyka), wszyscy brali udział w poprzednich 3 filmach reżysera. W wywiadzie dla Legalnej Kultury Tomek Gąssowski mówi: - „Kiedy się pracuje w twórczej ekipie, to jest coś zupełnie innego, niż samotna praca kompozytora, który zazwyczaj pojawia się pod sam koniec pracy nad filmem. Zdarza się wręcz czasem, że ekipa na premierze filmu nie wie kim jest ten facet, który z nimi wychodzi na scenę. No ale ja na szczęście po skończeniu „Barażu” robiłem muzykę do najnowszego filmu Andrzeja Jakimowskiego, gdzie dodatkowo byłem reżyserem castingu, więc znów byłem na planie z tymi samymi co zawsze bliskimi mi ludźmi… „Pewnego razu w listopadzie" to już czwarty film Andrzeja, który realizuje w gronie tych samych twórców. Jest mocna drużyna!”

Specyficzna konstrukcja filmu, będąca efektem kompilacji zdjęć fabularnych i dokumentalnych, nakręconych w czasie Marszu Niepodległości w 2013 roku jest zasługą nie tylko reżysera, ale też wspomnianego wcześniej operatora Adama Bajerskiego i Tomasa Rafy (reportera, który relacjonował zamieszki  w Słowiańsku na Ukrainie). – „Chciałbym, abyśmy na ekranie ujrzeli Warszawę bez filmowego make-up'u. Taką, jaka jest naprawdę. Sceny uliczne z udziałem bohaterów realizowaliśmy w autentycznym tłumie. Zależało mi na realizmie obrazów, niekiedy brutalnych. Moi bohaterowie zetknęli się z podniosłością patriotycznych uczuć w wielkiej skali, jak i z aktami przemocy. Były to prawdziwe zdarzenia, które utrwaliliśmy w dokumentalnych zdjęciach” – mówił reżyser Andrzej Jakimowski.


Andrzej Jakimowski, fot. Michał Puchalski

Agata Kulesza tak zapamiętała realizację tej sceny: - „Biorąc udział w takiej realizacji jak ta, wyobraźnia potrafi podpowiadać naprawdę skrajne sytuacje. W dekoracje leciały prawdziwe kamienie, w uszach dzwonił autentyczny łomot. Wszystko to wywoływało bardzo sugestywne wrażenie. Stając w obliczu osaczenia człowiek boi się naprawdę. Tym bardziej, kiedy rozumie, że ci, co rzucają tymi kamieniami, robią to również ze strachu”.

- „Uderzające jest nagromadzenie obojętności na los innych ludzi, znieczulicy, brutalności, czasem nienawiści, którą mamy do zaoferowania naszym bliźnim. Wszystko to należy do kontekstu, który znalazłem w bezpośrednim sąsiedztwie aktów przemocy. W dosłownym sąsiedztwie, mam na myśli konkretny kwartał ulic w centrum Warszawy” – podkreśla z kolei Jakimowski.


Alina Szewczyk i Grzegorz Palkowski, fot. Adam Bajerski

Kiedy zawodzą kolejne instytucje państwowe i organizacje, kiedy odwracają się dawni przyjaciele i wydaje się, że nic dobrego tych ludzi już nie czeka, bohaterowie filmu podejmują walkę. To nic, że mamusia jest byłą (i szanowaną przez uczniów) nauczycielką, to nic, że syn, jak na ironię studiuje prawo, choć coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, jak bardzo ślepa bywa Temida… W oczach tak zwanej opinii społecznej są nikim. Ludźmi z marginesu, nocującymi po komórkach, brudnymi, niegodnymi miana człowieka. Jak mówi Agata Kulesza - „Oni zastali wykluczeni, znikąd nie dostają pomocy. System ich wciągnął i zgubił, jakby ich nie było. Kontekst prawny tej sytuacji tłumaczy scena z wykładu. Co się dzieje, kiedy człowiek jest nagle wyjęty poza nawias? System mu nie pomaga, nie chroni go. Gdzie zapodział się ludzki odruch? Dzisiejsze czasy narzucają postawę drapieżną, agresywną, silną. A przecież nie każdy z natury taki jest. Jak ktoś tego nie potrafi, trzeba mu pomóc. „Mamusia” postępuje tak wobec psa, a Mareczek wobec niej.  Dlaczego ludzie tak się zachowują? Powodów jest mnóstwo. Ktoś jest nieśmiały, smutny, w depresji, może chory? Czuje się wykluczony i nie potrafi już więcej zawalczyć o siebie”.

Jakimowski i jego aktorzy wydają walkę ludzkiej znieczulicy, bezduszności systemu i obojętności urzędników. Agata Kulesza puentuje – „(…) Jest to w ogóle ważny film. Co istotne komentuje on, czy też pokazuje naszą rzeczywistość, bez oskarżania żadnej ze stron. Nawet rozmawiałam o tym z Andrzejem. Dla mnie jest to film mówiący o tym, że najprawdopodobniej jesteśmy przez system intensywnie i konsekwentnie karmieni strachem, a potem nim wiedzeni zachowujemy się tak różnie i dziwnie. Szukamy wtedy przynależności do grupy, wspólnej idei - gdy boimy się nie chcemy być sami, szukamy z tego wyjścia. To się oczywiście rozkłada na różne postawy. Jeden jest atakowany, inny atakuje. Dla mnie ten film jest opowieścią o ludzkim strachu. I o zależności, że agresja rodzi agresję”.


Jolanta Tokarczyk

fotografia tytułowa: Agata Kulesza i pies Koleś, Adam Bajerski



Do góry!