Wpisz e-mail

John Lennon kontra John Lemon

PRAWO W KULTURZE

/ Prawo w praktyce

John Lennon kontra John Lemon

John Lennon kontra John Lemon

W ostatnim czasie burzę medialną wywołała sprawa katowickiej spółki „John Lemon”, którą pozwała przed holenderskim sądem Yoko Ono Lennon. Wdowa po muzyku zarzucała spółce naruszenie jej dóbr osobistych oraz praw do znaku towarowego „John Lennon”. Do rozwiązania sprawy przez sąd jednakże nie doszło, gdyż spór zakończył się ugodą. Gdyby jednak doszło do rozstrzygnięcia, czy polska spółka miałaby szansę wygrać?

John Lennon był jednak marzycielem. Nie dowiemy się nigdy, jak zapatrywałby się na działania w celu ochrony jego imienia podejmowane przez Yoko Ono. Możemy zastanowić się jednak nad oceną prawną tej sytuacji. W ostatnim czasie burzę medialną wywołała bowiem sprawa katowickiej spółki „John Lemon”, którą pozwała przed holenderskim sądem Yoko Ono Lennon m.in. z tytułu naruszenia dóbr osobistych Johna Lennona oraz znaku towarowego składającego się z imienia i nazwiska zmarłego artysty. Ostatecznie strony zawarły ugodę, w której spółka zobowiązała się zmienić nazwę oferowanych napojów z „John Lemon” na „On Lemon”, tym samym nie doszło do procesu sądowego. Z oświadczenia Daniela Hozumbka oraz Roberta Orszulaka, właścicieli marki „John Lemon”, opublikowanego na fanpage’u firmy wynika, że decyzja dotycząca zawarcia ugody podyktowana była obawą uwzględnienia przez sąd wniosku o zabezpieczenie powódki, co wstrzymałoby produkcję i dystrybucję towarów spółki. Co więcej, prawo holenderskie w sporach dotyczących ochrony własności intelektualnej nie przewiduje ograniczenia zasądzanych kosztów procesu, co oznacza, że potencjalne koszty sądowe najprawdopodobniej przewyższyłyby koszty rembrandingu nazwy „John Lemon”. Podjęcie decyzji o ugodzie przez spółkę spowodowane było znacznymi nakładami finansowymi w spór z Yoko Ono, jakich spółka nie byłaby w stanie ponieść i które w przypadku ewentualnej przegranej zdyskwalifikowałyby spółkę na europejskim rynku.

Znaki towarowe – spóźniona rejestracja znaku „John Lennon” przez Yoko Ono

Katowicka spółka nie była pierwszą, która zarejestrowała nazwę „John Lemon”. Firma Heineken Espana S.A. uzyskała prawa ochronne w Hiszpanii na nazwy: „John Lemon”, „John Lemon and the Citrus Brothers” oraz „John Lemon & the Citrus Brothers the Fabulous Alcoholic Drink”, pod koniec lat 90. ubiegłego wieku, m.in. na: piwo, napoje alkoholowe, usługi reklamowe, żywność, catering, usługi restauracji i barów. Podobnie Schweppes International Limited od 1997 roku posiada prawo ochronne w Hiszpanii na analogiczny znak wobec takich towarów jak: wody mineralne, napoje gazowane i inne bezalkoholowe, napoje owocowe i soki, syropy i pozostałe preparaty do produkcji napojów.

Polscy producenci lemoniady „John Lemon” uzyskali ochronę na swój znak towarowy w Unii Europejskiej w 2013 roku w analogicznym zakresie jak Schweppes w Hiszpanii oraz m.in. na: odzież, obuwie i nakrycia głowy. Ciekawą kwestią jest współistnienie w tym samym czasie znaków hiszpańskich, jak i znaku unijnego polskiej spółki – zgodnie z zasadą pierwszeństwa nie jest możliwa rejestracja znaku towarowego unijnego w przypadku, gdy istnieje analogiczny znak dla tożsamych towarów i usług w jednym z państw członkowskich. Znak polskiej spółki mógł być bowiem w każdej chwili unieważniony markę Heineken co do piwa, jak i przez Schweppes co do całości napojów bezalkoholowych. Wydaje się, że decyzja co do unijnej rejestracji przez polskich wspólników mogła wynikać z posiadania dość istotnego argumentu w zanadrzu – potencjalnego nieużywania znaku towarowego w obrocie zarówno przez marki Heineken, jak i Schweppes przez okres dłuższy niż 5 lat od momentu rejestracji znaku, co w razie pozytywnego stwierdzenia przez właściwy urząd patentowy prowadzi do potwierdzenia wygaśnięcia prawa na znak towarowy. Analogiczny argument wykorzystała Yoko Ono w sporze z Heinekenem, który nie wykazał, że znaki były przez niego używane (ciężarem dowodu obarczony jest właściciel znaku), w związku z czym prawa ochronne na trzynaście zarejestrowanych znaków towarowych Heinekena wygasły.

„John Lemon” w kwietniu 2016 roku zarejestrował swój znak m.in. w: Stanach Zjednoczonych, Australii, Rosji, Izraelu oraz w innych krajach niebędących w Unii Europejskiej, poprzez system WIPO dla towarów analogicznych dla zarejestrowanego znaku przez Schweppes w Hiszpanii.

Yoko Ono dokonała rejestracji znaków towarowych w Stanach Zjednoczonych obejmujących nazwę „John Lennon”, poczynając od lat 80. ubiegłego wieku, jak i w latach 2009-2013.  Prawo ochronne na znak w Stanach Zjednoczonych nie obejmuje jednak napojów (alkoholowych i bezalkoholowych), jak i odzieży – w zakresie wskazanych towarów brak jest ochrony do dzisiaj. Natomiast wdowa po Johnie Lennonie spóźniła się z rejestracją w Unii Europejskiej – znak „John Lennon” korzysta z ochrony na gruncie własności przemysłowej dopiero od przełomu lipca i sierpnia 2016 r., także w klasach, w których został zarejestrowany znak „John Lemon”.

W odniesieniu zatem do polskiej spółki, która wyprzedziła Yoko Ono z rejestracją znaku w Unii Europejskiej, wdowa po Johnie Lennonie nie mogła powoływać się skutecznie na uprzednie pierwszeństwo z tytułu rejestracji unijnego znaku towarowego, jak i wskazywać na renomę znaku „John Lennon”. Także argument wycelowany w Heinekena, dotyczący pięcioletniego okresu nieużywania znaku przez podmiot uprawniony z tytułu prawa ochronnego, nie mógł zostać przez nią użyty w stosunku do polskiego „Johna Lemona” – spółka używała znaku towarowego w obrocie, jak i chociażby z uwagi na fakt, że od wydania decyzji dotyczącej prawa ochronnego na znak towarowy nie upłynął do chwili obecnej okres pięciu lat. Mogła jednak powoływać się na to, że używanie znaku towarowego „John Lemon” narusza jej prawa osobiste i majątkowe, co zarówno w prawodawstwie polskim, jak i unijnym stanowi względną przesłankę unieważnienia znaku towarowego.

Zgodnie z zawartą ugodą pomiędzy polską spółką a Yoko Ono znak towarowy „John Lemon” nie będzie mógł być używany w obrocie. Od teraz na lemoniadzie będzie można ujrzeć znak „On Lemon” oraz „John is On”. Spółka w maju tego roku zgłosiła nazwę oraz logotyp „On Lemon” do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej. 27 września tego roku polska spółka złożyła również wniosek o rejestrację unijnego znaku towarowego „John is On”, oczywiście przede wszystkim dla napojów bezalkoholowych.

Dobra osobiste – kult pamięci po zmarłym oraz prawo do firmy

Tyle o znakach. Podstawowym zagrożeniem dla polskiej spółki w potencjalnym procesie było powołanie się przez Yoko Ono na naruszenie jej dóbr osobistych po zmarłym mężu. Rozpatrując powyższe na gruncie prawa polskiego (ewentualny proces oparty byłby na prawie właściwym wskazanym w procedurze holenderskiej), można stwierdzić, że wdowa po Johnie Lennonie mogłaby podnieść, że działanie polskiej spółki stanowiło naruszenie jej dóbr osobistych w postaci kultu pamięci po mężu poprzez wykorzystanie imienia i nazwiska zmarłego na etykietach lemoniady, co mogłoby godzić w uczucia, jakimi go darzyła.

Nazwa „John Lemon” przywodzi na myśl postać kultowego muzyka. Jego nazwisko i nazwę lemoniady różni jedna litera „m”, która przywołuje na myśl dwie litery „nn”, co świadczy na niekorzyść polskiej spółki. Przed sądem można by budować argumentację, że polska spółka nie oparła się przy kreacji nazwy i firmy na imieniu oraz nazwisku sławnego muzyka – John to w końcu popularne imię, a Lemon to po prostu cytryna. Taką argumentację znacznie osłabia fakt, że spółka wykorzystała kilkukrotnie nawiązania do postaci Johna Lennona w swoich kampaniach reklamowych, m.in. na portalu Facebook w kampanii „Let it be”.

W przypadku korzystania z nawiązań do zmarłych znanych ludzi trzeba też pamiętać, że kult pamięci o osobie zmarłej nie ma charakteru bezwzględnego. Przykładem może być sprawa umieszczania na papierosach wizerunku zmarłej w 1876 r. George Sand, w której Sąd Apelacyjny w Poznaniu, uchylając wyrok sądu pierwszej instancji, wskazał, że dalsza powinowata nie może zostać zaliczona do bliskich pisarki. Nie można bowiem mówić o związku uczuciowym pomiędzy daleką powinowatą pisarki – będącą powódką w sprawie – a pisarką, gdyż obie panie nawet nie miały sposobności się poznać, co tym samym prowadzi do braku obiektywnych kryteriów naruszenia dóbr osobistych. Trzeba bowiem pamiętać, że nie wystarczy być spadkobiercą albo osobą formalnie bliską. Na gruncie polskiego prawa niezbędne jest wykazanie realnej więzi i faktu, że czyjeś działanie tę wieź narusza (uwłacza, krzywdzi, nie pozwala przeżywać żałoby etc.). Sprawa wcale zatem nie byłaby tak oczywista jak niektórym mogłoby się wydawać, gdyby spółka postanowiła podjąć walkę. Hipotetycznie na gruncie prawa polskiego Yoko Ono mogłaby także dochodzić swoich praw na gruncie Kodeksu cywilnego oraz Ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Wykorzystanie przez spółkę nazwy „John Lemon” mogłoby naruszać prawo do firmy Yoko Ono, która jako spadkobierczyni męża wykorzystuje markę „John Lennon” w obrocie gospodarczym (tutaj jednak kwestia pierwszeństwa używania byłaby kluczowym czynnikiem). Dodatkowo, gdyby rynek działania obu przedsiębiorców pod względem przedmiotowym i terytorialnym był tożsamy, z uwagi na podobieństwo firm można mówić o ryzyku konfuzji co do nazw przedsiębiorców.

A jednak mimo ugody „John Lemon” jest zwycięzcą…

…zyskując „bezpłatną” kampanię reklamową. O sporze „John Lemon” kontra Yoko Ono można usłyszeć w niemal wszystkich środkach masowego przekazu zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Producenci lemoniady udzielili wielokrotnych wywiadów, tym samym zyskując rozgłos dla swoich towarów. Rembranding nazwy „John Lemon” na „On Lemon” nie wymaga zatem dodatkowych nakładów na reklamę – informacje o zmianie nazwy pojawiły się obok relacji dotyczącej sporu m.in. w „New York Times” oraz BBC News. Można jedynie ubolewać, że sprawa ta, niewątpliwie bardzo ciekawa na gruncie prawnym, nie doczekała się rozstrzygnięcia sądowego. Warto też wyciągnąć pewien wniosek z Lennonowej lekcji. Po pierwsze, należy pamiętać, aby dobrze przemyśleć wybór nazwy naszego produktu lub usługi, aby nakłady na jej promocje nie poszły na marne. Po drugie wreszcie, dobrze zwrócić uwagę na granice inspiracji biznesu kulturą. Sierżant Pieprz pływający żółtą łodzią podwodną krzyczący do Lucy znajdującej się na niebie pośród diamentów „Get Back” nie specjalnie sprawdzi się w reklamie czy na etykiecie – ale już nieco bardziej subtelne nawiązania mogą być w określonych sytuacjach dopuszczalne.

Agnieszka Sidorowicz i Maciej Kubiak

Artykuł udostępniony przez Kancelarię prawniczą LSW Leśnodorski Ślusarek i Wspólnicy



Do góry!