Wpisz e-mail


Wspólne sprawy
Czyli krótko i na temat, o sprawach, które dotyczą po prostu całej kultury. Dlaczego kulnes jest cool? Komu tak naprawdę opłaca się korzystanie z legalnych źródeł kultury? Komu może zagrażać legalizacja? Co musi się zmienić, żeby w Polsce zapanowała moda na cyfrową kulturę z legalnych źródeł?
Portret konsumenta kultury

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Wspólne sprawy

Portret konsumenta kultury

Portret konsumenta kultury

Internetowi „piraci” są najbardziej kompetentni kulturowo – granicę uczestnictwa w obiegu kultury wyznaczać może sam fakt bycia „internautą” lub „cyfrowo wykluczonym”. Teza to dość rewolucyjna, jednak ukazuje w nowym świetle wiele aspektów życia kulturalnego, rodzi nowe pytania i wątpliwości. 

 

Raport z badań społecznych zatytułowany „Obiegi kultury. Społeczna cyrkulacja treści” autorstwa Mirosława Filiciaka, Justyny Hofmokl i Alka Tarkowskiego, przygotowany w ramach działalności Centrum Cyfrowego, wzbudził zrozumiałe zainteresowanie mediów. Jednym z założeń autorów było zresztą zapoczątkowanie realnego dialogu na temat przepływu treści kulturowych (form pozyskiwania i dystrybucji) we współczesnej Polsce.

 

W reakcji na publikację raportu pojawiło się wiele wartościowych komentarzy, głosów krytycznych i polemicznych, dyskusji naukowców oraz „zwykłych” użytkowników Sieci – na tym polu raport można ocenić jako niezwykle istotny punkt zaczepny, i swego rodzaju intelektualną „bazę” dla dalszych, pogłębionych rozważań nad funkcjonowaniem społeczeństwa cyfrowego w Polsce. Pod tym względem przedstawiony przez Centrum Cyfrowe raport można bezsprzecznie uznać za pionierski (przynajmniej na gruncie polskim).

 

Wnioski płynące z raportu w pewnym sensie podsumowuje prowokacyjny tytuł wywiadu, jakiego udzielili Filiciak i Tarkowski dziennikarce „Gazety Wyborczej”: „My, piraci, elita”. Z analizy przedstawionych w raporcie wyników badań ilościowych, przeprowadzonych na próbie 1283 respondentów, wyłania się skomplikowany obraz funkcjonującego nieformalnie obiegu kultury, który poddaje w wątpliwość dotychczasowe ustalenia, zwyczajowo powielane w mediach.

 

Badanie ukazuje istotną rozbieżność pomiędzy dostępem do kultury a faktycznym uczestnictwem w kulturze Polaków, a więc m.in. potwierdza powtarzany regularnie pogląd o niskim stanie „ukulturalnienia” polskiego społeczeństwa (zaledwie 13% respondentów kupiło w ostatnim roku książkę, film albo płytę). W formalnym obiegu rynkowym treści kulturowe dystrybuowane są w ograniczonym zakresie; mówiąc prościej, z roku na roku Polacy kupują coraz mniej produktów zapisywanych na tradycyjnych nośnikach (książka, płyta DVD i CD, itp.).

 

Nie oznacza to jednak, że Polacy nie uczestniczą w kulturze. Przeciwnie – aktywność w nieformalnym obiegu kultury, jak wynika z raportu, sięga nawet 39% respondentów: odbiorców silnie zainteresowanych kulturą we wszelkich jej odmianach i wariacjach, pozyskiwanej jednakże w środowisku cyfrowym. Cyfrowym, a więc nieformalnym i nielegalnym, darmowy, nieprzekładający się na bezpośredni zysk finansowy ani dla twórcy, ani wydawcy, dystrybutora itd.

 

Owi internetowi „piraci”, jak się ich przecież określa, okazują się być najbardziej kompetentnymi kulturowo członkami polskiego społeczeństwa – różnicę ująć można także w przełożeniu na dostęp do sieci, innym słowy, granicę pomiędzy uczestnictwem a brakiem uczestnictwa w obiegu kultury wyznaczać może sam fakt bycia „internautą” bądź też „cyfrowo wykluczonym”. Teza to dość rewolucyjna, dla niektórych być może nieco kłopotliwa, z całą pewnością jednak stawiająca w nowym świetle dotychczasowe rozumienie wielu aspektów życia kulturalnego w Polsce, jednocześnie rodząca nowe pytania i wątpliwości. 

 

Nie mniej istotne są uwagi o braku odpowiedniego języka do nazywania zjawisk i przemian, jakie mają miejsce w środowisku cyfrowym (oraz, choć często w sposób nieświadomy izoluje się te dwie sfery, analogicznie również w życiu pozasieciowym, „codziennym”). Rzuca się w oczy rażąca nieprzystawalność kategorii potocznie używanych w odniesieniu do problemu nieformalnego obiegu – stygmatyzująca łatka „piractwa” i „pirata” stosowana bywa w debacie publicznej, jak się okazuje, zbyt bezrefleksyjnie, upraszczająco. Nadużycia w sferze semantycznej przykładają się do zacierania faktycznego stanu rzeczy, i jak bezpośrednio wskazują autorzy raportu, rzeczywistość okazuje się znacznie bardziej wielowymiarowa i niejednoznaczna.

 

Przede wszystkim potocznie rozumiany „pirat” (jak przedstawiają go chociażby pokrzywdzeni, czyli twórcy oraz dystrybutorzy produktów ściąganych nielegalnie z sieci) niekoniecznie musi być jedynie złodziejem, czerpiącym korzyści z pracy innych bez wynagrodzenia ich należną zapłatą. Wyniki raportu wskazują, że osoby, które ściągają z internetu najwięcej plików, stanowią jednocześnie 32% kupujących książki, 31% kupujących filmy i ponad połowę osób kupujących muzykę; najpierw pozyskują interesujący ich produkt metodą nieformalną, a potem, pozornie kompletnie wbrew logice, wydają pieniądze na tradycyjne nośniki.

 

We wstępie do raportu autorzy z naciskiem podkreślają, że ich badania nie dotyczą bezpośrednio zjawiska piractwa: „(…) Wolimy mówić o społecznej wymianie treści cyfrowych i ich nieformalnym obiegu. Zresztą nieformalne, niekoniecznie oznacza nielegalne. Sfera pozostająca poza kontrolą państwa i rynku jest bardzo zróżnicowana”. Zwrócenie uwagi na specyficzną pozycję jaką zajmują internauci w kontekście dystrybucji treści kulturowych to tylko jedna strona medalu; drugą jest potrzeba precyzyjniejszego zdefiniowania czym są, a czym nie są owe „nieformalne obiegi kultury”, a więc źródła, z których pozyskuje się w Sieci dane treści kultury w formie cyfrowej.

 

Na ile różnią się one – a przecież muszą – od tradycyjnie pojmowanego „piractwa”, jakim regulacjom prawnym podlegają? Część z tych pytań to w istocie postulaty, punkt wyjścia do przekształcenia obecnie funkcjonujących, choć coraz mniej skutecznych i aktualnych, ustaw legislacyjnych dotyczących prawa autorskiego. Nie ma wątpliwości, że wskazana w raporcie nasilająca się (i niemożliwa do zatrzymania) tendencja do postępującej cyfryzacji obiegu kulturalnego doprowadzi do kolejnych, jeszcze bardziej problematycznych przemian na rynku, utożsamianych choćby przez zlepienie ze sobą „internauty” oraz „konsumenta”, de facto coraz trudniej odróżnialnych. Potrzebne są zatem nie tylko pogłębione i szczegółowe badania obecnej sytuacji, ale również rozwiązania na gruncie prawnym i świadomościowym, które sprawdzą się w już w nieodległej przyszłości.

 

Fot.: Archiwum Fundacji Legalna Kultura

 

Źródła:

1. Raport „Obiegi kultury. Społeczna cyrkulacja treści”,  http://obiegikultury.centrumcyfrowe.pl

2. Wywiad z autorami projektu:

http://wyborcza.pl/1,75248,11012251,Cala_Polska_to_zlodzieje_i_piraci_.html

 

Jędrzej Burszta



Do góry!