Wpisz e-mail


Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Najzwyklejsza wymiana: dobro za dobro

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Najzwyklejsza wymiana: dobro za dobro

Najzwyklejsza wymiana: dobro za dobro

Dariusz Szlagor, w środowisku miłośników hip hopu znany jako Vixen, właśnie pobił swój osobisty rekord wskakując z najnowszym albumem na 14. miejsce OLISu. "Vixtoria" to krążek, który miejscami zaskakuje niespójnością, lecz na pewno nie można Vixenowi odmówić zaangażowania i energii włożonych w dość eksperymentalne rozwiązania. Te znajdują odbicie w totalnym rozstrzale gatunkowym, bo jeśli chodzi o muzykę, na tej płycie dzieje się naprawdę dużo. Poza dominującym na płycie rapem, "Vixtorię" urozmaicają rockowe riffy i gitarowe solówki, gdzieś tuż obok historii naiwnego zakochańca zbudowanej na bluesowym podkładzie. "Vixtoria" to także pierwszy album Vixena nagrany pod skrzydłami MaxFloRec, po wydanej własnym sumptem "Paradox EP" z 2014 roku.


W jednym z wywiadów wspomniałeś: "Chciałem się pobawić i zajrzeć tam, gdzie dotychczas nie było okazji albo gdzie nie miałem odwagi zaglądać". Gdzie kryło się najwięcej zabawy, a która z Twoich eksploracji była najciekawsza. najbardziej obfitująca w nowe doświadczenia"?

Zdecydowanie numer "Dwie siły". Tam jest taki, wydaje mi się, rockowy pazurek zawarty i ja zawsze chciałem trochę w takim kierunku iść, ale jakoś nie było okazji albo jakaś wymówka się pojawiła. Słuchając tego numeru, przynajmniej zaraz po nagraniu, bo mam tak, że jeżeli nagram coś co mi się podoba to odpalam to raz za razem, to fajnie mi się tańczyło do tego numeru, kręcąc się po pokoju. Poza tym numer "Duszy", też był swojego rodzaju wyjściem ze strefy komfortu, bo wcześniej takich numerów nie robiłem. Ale ogólnie wydaje mi się, że na całej płycie jest sporo takich momentów, w których czułem, że wychodzę z rzeczonej strefy komfortu. Czy to wyszło na plus, czy na minus to już każdy oceni indywidualnie. Ja jestem zadowolony, że z niej wyszedłem.

Co jest Twoją największą "Vixtorią" i czym w ogóle jest dla Ciebie zwycięstwo?

Czym jest zwycięstwo? Nie mam zielonego pojęcia. Wydaje mi się, że zwycięstwo to jest to, że cały czas idę tą drogą, którą obrałem. To jest dla mnie powód do satysfakcji, że nie rezygnuję. To, że coś sprawia, że odnajduję nową siłę, jakąś motywację, która pcha do przodu. Ta motywacja jest jakby zmienna, cały czas pojawiają się inne bodźce, które sprawiają, że mi się chce…Nie mówię, że to jest łatwe, bo są też jakieś momenty zwątpienia, prawda? Leżysz w wannie i myślisz "Co ja zrobiłem ze swoim życiem? Gdzie to zmierza?" Cieszę się, że w takich momentach pojawia się ktoś lub coś, wiesz, taki strzał w pysk, który motywuje, żeby wstać i iść dalej. Mam nadzieję, że będzie tak jak najdłużej. Będą pojawiały się te rzeczy, które pchają do przodu.


Czy świadomość "piracenia" Twoich płyt wpłynęłaby ujemnie na Twoją motywację?


Fajnie gdyby nie piracili, ale to walka z wiatrakami. Ja robię to co lubię i będę to robić dalej, jeśli to szanujesz, to wiesz co powinieneś zrobić.

W innej rozmowie powiedziałeś: "Jak mam poczucie, że staję się przewidywalny, od razu chcę to złamać." oraz "I choć czasami mi się wydaje, że nie muszę nic udowadniać, sam mam dużą potrzebę, by to robić". Rozumiem, że udowadniać sobie, bo jak słyszymy w drugim kawałku, "Nie Szukasz Poparcia".

Myślę, że tak. To takie gonienie króliczka, co nie? No i dopóki się go nie złapie to jest fajne, że on cały czas ucieka i chce się go gonić. On jest taki…smakowity (śmiech). Chce się po prostu za nim biec. Nie wiem, czy widziałeś taką…To była parodia bajki ze Strusiem Pędziwiatrem, jak Kojot już złapał tego Strusia. Wiesz przez tyle odcinków on tam już różne cuda na kiju tworzył, żeby złapać tego Strusia i w końcu tam jest taki czterominutowy fragment, że on go ma. Przynosi go do domu, daje go żonie…W ogóle okazało się, że gość ma żonę. (śmiech) Jedzą tego Strusia, zjedli go, no i co teraz robić? Następnego dnia siedzi przed telewizorem, zarośnięty, popija piwko, w domu burdel się robi, ten załamany…Wiesz, brak celu, brak sensu w życiu, co nie?

Nawiązując do Twojego pytania, staram się udowodnić sobie, że potrafię w nieskończoność biegać za tym króliczkiem. To jest fajne. To poniekąd poszerza kreatywność jako taką. Patrz, ten Kojot, żeby złapać Strusia musiał naprawdę się wysilić. Już takich metod próbował, żeby go schwycić…

Cały sprzęt A.C.M.E. został przez niego wykorzystany…(śmiech)

No tak. (śmiech)

Żyjemy w dobie "Smart Fucking Phone'ów", prawda? Często strasznie denerwuję się, kiedy mój rozmówca, ktoś z grona znajomych zamiast aktywnie uczestniczyć w rozmowie, non stop wpatruje się w swój telefon. Jak to wygląda w Twoim przypadku. Jesteś ofiarą smartfonów i "towarzyskim katem" w jednym, czy jednak udaje Ci się czasem uciec przed odbiciem czarnego lusterka?

Jeżeli widzę, że gadając z kimś, ten ktoś patrzy w telefon, czy ucieka od rozmowy to dla mnie jest to jakiś punkt, że być może moja historia nie jest na tyle ciekawa jak mi się wydaje. To jest raz.

A dwa, no jak już się spotykam z kimś, no to fajnie, gdyby ta rozmowa była, ten kontakt wzrokowy. Tak, żebyśmy wymienili się tym co chcemy, nie patrząc w te telefony.

Ostatnio jak jechałem autobusem, wiesz, siedziało dwóch znajomych, nie gadali ze sobą tylko coś sprawdzali na swoich telefonach. Zauważyłem w tym pewien paradoks, pisali ze swoimi znajomymi, by utrzymać z nimi kontakt, a siedząc obok ze znajomymi paradoksalnie tego kontaktu nie było…

No właśnie, to jest to…

Dbasz o to, żeby ten kontakt był, a jak już jest, nie korzystasz z niego. Nie wiem do czego to porównać, to takie dążenie do nie wiadomo czego. Jest ten kontakt, ale jak go masz to go nie chcesz, szukasz ciągle. Znowu to gonienie królika…

Ten królik nie jest wart gonitwy. To sama skóra i kości.

Całkiem możliwe. Nie złapałem go jeszcze, nie wiem jak smakuje…



Bycie otoczonym przez jaką falę wpływa na Ciebie najlepiej? Co to za fala?

Najlepsza fala jaka kiedykolwiek mnie otaczała to fala muzyczna. Jak robię numer, czuję jak on zaczyna "groović", zaczyna żreć, bit daje mi energię, to najlepsza rzecz jaką mogę poczuć w ogóle. Czuje się wtedy tak zajebiście dużą siłę sprawczą, coś zajebistego…Nie potrafię tego do niczego innego porównać. Myślę, że…Wydaje mi się, że każdy pasjonat robiąc to co kocha, czuje coś takiego. Po to właśnie to robi. Dyscyplina może być dowolna, ale ta…hm…Jak powiem "zajawka"… to słowo nie ma jakiegoś podbicia, ale jakby kryją się za nim zajebiste przeżycia i emocje. To jest coś fajnego i takie fale najbardziej lubię. Chciałbym, by jak najwięcej ich było.

Jaki procent tego co siedzi w Twojej "Duszy" wyrzucasz z siebie w swoich kawałkach?

Myślę, że jakieś siedemdziesiąt…Siedemdziesiąt procent. Dlatego mówię siedemdziesiąt procent, bo zdaję sobie sprawę, że o około trzydziestu procentach nie mam nawet pojęcia. To jest gdzieś schowane w podświadomości. Wydaje mi się też, że ta procentowa zawartość w kawałkach zwiększa się z biegiem lat. Ale z drugiej strony ta podświadoma część też może rosnąć…W sumie ciężko stwierdzić. Wydaje mi się, że siedemdziesiąt procent, ale tak naprawdę to nie mam pojęcia (śmiech).

Zaczynasz wypływasz na szerokie wody…

To mogło wypłynąć, fakt…(śmiech)…Staram się nie wypływać, chociaż mam do tego skłonność.

Świetnie Cię rozumiem. Często dopiero po minach odbiorców widzę, kiedy powinienem skończyć gadanie.

Wracamy do tej rozmowy przy stoliku, kiedy ktoś ucieka do smartfona. Może to dla ludzi nie jest ciekawe, dla mnie jest. Trzeba trafić na swojego.

Jakie "Dwie Siły" siedzą wewnątrz Ciebie?

Wiesz co wydaje mi się, że o tych dwóch siłach właśnie mówi ten numer i jakoś bardziej tego rozwijać nie ma sensu. Siły o których mowa pojawiają się momentach zawahania i chcą przeciągnąć mnie na swoją stronę. Wybór należy do mnie, ale nie zawsze jest taki oczywisty jakby się mogło wydawać. Ogólnie stosunkowo mało jest rzeczy oczywistych.

Ile Twoich osobistych doświadczeń słychać w "Romantycznej miłości"? To równie autopsyjny co dołujący numer?

Dużo autopsji. Człowiek czasami jest naiwny. Wszyscy jesteśmy po części naiwni. Niektórzy mogą sobie z tego zdawać sprawę, niektórzy nie. Ja akurat zdaję sobie z tego sprawę…Tak, dużo w nim autopsji.

"Wcielam się znów w kolejną z ról". Ile prawdy jest w każdej z nich? Czy "Charlie Chaplin" w jakiś sposób wiąże się z Twoją teatralną zajawką?

No jakoś już od dwóch lat, całkowicie hobbystycznie gram w teatrze "59 minut". Grałem już w kilku sztukach. Drugiego, trzeciego grudnia mamy premierę nowego spektaklu, nazywa się "Smutki tropików". A to, że wcielam się znów w kolejną z ról…By wcielić się w rolę, trzeba zbudować postać. By zbudować postać, trzeba obserwować ludzi. A obserwując ludzi dostrzegasz znajdującą się w nich prawdę. To jest zajebiste, właśnie ta możliwość obserwacji.

Każdy człowiek ma jakieś swoje charakterystyczne cechy. Ktoś może, np. powtarzać jakieś słowo, ktoś może mieć jakiś tik nerwowy, inny może wykonywać jakieś specyficzne gesty. I to jest zajebiste, to dostrzeganie tych cech, które potem przekładasz na rolę, jak najwierniej odzwierciedlając charakter postaci. I to jest prawdziwe. Bo, żeby zbudować postać trzeba obserwować ludzi, pochłonąć dużo prawdy o nich. Dlatego wydaje mi się, że to jest prawdziwe.

Najtrudniejszy "Krok" w życiu?

Najtrudniejszy krok? Najtrudniejszy krok w moim życiu to ten, którego jeszcze nie postawiłem.



Mam nadzieję, że to jeden z tych z serii "mały krok dla człowieka, wielki dla…"

(Śmiech)…Cieszę się, że tak myślisz.

Nawiązując do "Same shit", jakie są Twoje sposoby, by nie utonąć w codziennym syfie?

Nie mam pojęcia, bo niestety samemu zdarza mi się tonąć. Taką ucieczką, która najczęściej sprawdza się u mnie jest ucieczka w zajawkę. Całodniowe robienie bitów, pisanie tekstów, po prostu oddanie się temu. Tak, żeby nie było miejsca na myślenie o tym syfie, o którym wspomniałeś. To u mnie się sprawdza tylko, że to musi być prawdziwa zajawka. Bo tylko niej można się całkowicie oddać i nie myśleć o tym co cię przytłacza, itd. Siła prawdziwej zajawki jest większa od tego wszystkiego.

Można to porównać do miłości, bo jak człowiek jest prawdziwie zakochany to nie myśli o niczym innym jak tylko o tym zakochaniu. Jeżeli człowiek jest zakochany w czymś, np. muzyce, to wtedy to wygrywa. Tak mi się wydaje.

Zagrzałeś już miejsca w kilku miastach, prawda? W którym z nich "Kominek" grzał najmocniej?

No chyba jednak ten domowy. Tak naprawdę to nie kominek, a piec kaflowy, ale można go pod to podciągnąć. A dodatkowo to piec kaflowy, który nie jest używany, po prostu stoi, ale mimo wszystko daje jakieś tam ciepło.

W takim razie to taki metaforyczny ogień? Płynący z serc, a nie z rozgrzanego pieca?

Interpretuj to jak chcesz…

"Pani paczka"- przyjemność, relaks, czy przykry nałóg?


Chyba wszystko po trochu. Powiem Ci szczerze, że przed zapaleniem papierosa myślę sobie, że to będzie fajne, a po zapaleniu papierosa nigdy nie czuję się lepiej. (śmiech)

I przed każdą kolejną fajką pojawia się ta myśl, "jak sobie zapalę to będzie fajnie". Ale nigdy nie czuję się lepiej. To takie błędne koło, nie wiem do końca na czym to polega. Po prostu tak jest. Może to i przykry nałóg. Chociaż nie wiem, czy na pewno można to nazwać nałogiem, bo bywa i tak, że czasem dwa tygodnie nie palę. Nie tak, że się spinam, robię jakieś przygotowania, żeby nie palić, przychodzi mi to łatwo. Z drugiej strony wiem, że od takiego palenia od czasu od czasu głównie zaczynają palić.

Nie palą, nie palą, raz na jakiś czas, potem na imprezach zaczynają palić do piwka, później dwie fajki dziennie, a ostatecznie kończą na czerwonych marlboro i to dwóch paczkach dziennie. Na razie sam nie wiem na jakim ja jestem etapie.

Skoro przeszliśmy już przez cały krążek to odnieśmy się teraz do całości. Powiedziałeś kiedyś: "wiem, że wizja idealnej płyty to utopia". Jak daleko od wspomnianej utopii stoi "Vixtoria"?

Jeżeli utopia jest na horyzoncie, no to "Vixtoria" jest w połowie. W połowie drogi do horyzontu.

Niezależnie, od tego, czy płyta jest wydawana własnym sumptem, czy w jakiejkolwiek wytwórni, na czym polega siła legalnie produkowanej i nabywanej muzyki?

Na tym, że artysta dostaje to na co zasłużył, czyli odpowiednią zapłatę, która pozwala mu działać dalej i lepiej, bo może, np. inwestować w swój szeroko pojęty rozwój. Najzwyklejsza wymiana na zasadzie: dobro za dobro.

Po odejściu z RPS-u własny sumptem wydałeś "Paradox EP". Co skłoniło Cię do powrotu pod skrzydła wytwórni, w tym przypadku MaxFloRec?

Okazało się, że to wcale nie jest takie łatwe samemu sobie ogarnąć to wszystko. Pojawiła się po prostu opcja wydawania w MaxFlo, porozmawialiśmy sobie z Rahimem. Stwierdziłem, że po prostu target tej wytwórni pokrywa się z moim. Wydaje mi się, że w tym momencie mój styl bardziej tam pasuje. Muzycznie i jeżeli chodzi o przekaz.

Wróćmy jeszcze na moment do Twojego pożegnania z wytwórnią Ryśka. Przy tej okazji wspomniałeś: "(…) w pewnym momencie poczułem, że potrzebuję zmiany, że jestem w miejscu, w którym pojawił się szklany sufit i ciężko było go przebić i postanowiłem go ominąć". Nie boisz się, że taka bariera może znów wrócić?

Nie boję się, bo już raz to przeżywałem i teraz, gdyby się pojawił to już mniej więcej wiem co robić. To, czy on się pojawi zależy od muzyki, którą będę robił. Tak mi się wydaje. Myślę, że jestem teraz w dobrym miejscu i dużo zależy od tego co zrobię. Jak będzie wyglądała muzyka. Ile będzie tego procentowego udziału mnie w płycie. Rozumiesz?

Jeżeli odkryje w sobie jakieś nowe pokłady tego czegoś i okaże się, że na kolejnej płycie będzie mnie, nie wiem, osiemdziesiąt procent, to już będzie dla mnie zajebiste. Tym bardziej, że to jeszcze nie jest sto procent. Jest jeszcze co odkrywać. Właśnie dlatego wydaje mi się, że ode mnie dużo zależy.

Czyli warto jednak utrzymywać swoisty margines luzu, pewną rezerwę, do której zawsze można coś dołożyć?

Tak. Choć najlepiej, żeby tej rezerwy nie było. Oby jej nie było, ale nawet jeśliby mi się wydawało, że ja daję sto procent z siebie w zwrotach…Chociaż to jest niemożliwe, bo jest jeszcze tyle rzeczy nieodkrytych w każdym z nas, że nie mogę tego powiedzieć. To byłoby nierozsądne, gdybym tak mówił i wydaje mi się nieprawdziwe.

Rozmawiał: Kamil Rakosza
Fot. Grzegorz Telenga



Do góry!