Wpisz e-mail


Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Słowo "lęk" jest bardzo usprawiedliwiające

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Słowo

Słowo "lęk" jest bardzo usprawiedliwiające

Ich kino cechuje świeżość spojrzenia i odwaga podejmowanych tematów. Po części dlatego, że wywodzą się spoza środowiska filmowego i, jak sami mówią, mają najmniej do stracenia. Z Anką i Wilhelmem Sasnalami rozmawiamy o mającym premierę na Warszawskim Festiwalu Filmowym, ich najnowszym obrazie "Słońce, to słońce mnie oślepiło", współczesnym egoizmie i lęku.


Chciałbym zacząć naszą rozmowę od takiego cytatu z "Ameryki" Jeana Baudrillarda, który pisze o uprawiających jogging jako osobach, które ze swojego biegania czynią swego rodzaju ofiarę i 
przestrzega, by broń boże nie zaczepiając biegnącego po parku czy plaży, albowiem cała tak energia włożona w bieg przerodzi się w agresję przeciw temu, który go zaczepił. Mam takie wrażenie, że gdzieś w Waszym filmie "Słońce, to słońce mnie oślepiło" też dotykacie takiego zjawiska współczesności, jakim jest maksymalne skupienie na sobie, a którego bieg jest właśnie objawem.

Wilhelm Sasnal: Nie chciałbym się odnosić do samego biegania, ale do głównego bohatera filmu - Rafała - który rzeczywiście żyje w jakimś takim tunelu. I jakakolwiek zmiana trajektorii tego tunelu albo jakieś światło zewnętrzne powoduje, że on chyba nie do końca wie, jak się w tym odnaleźć i wymaga to od niego szczególnego wysiłku. Stąd właśnie nasza próba wyobrażenia sobie, co by się stało, gdyby... Jego życie jest ograniczone do minimalnych potrzeb. Nawet związek, w którym jest, jest zawężony.

Anka Sasnal: Wili jest biegaczem, więc tu jest też taki osobisty wątek... ale rzeczywiście jest trochę tak, jak mówisz. Wielokrotnie podkreślałam, że we wspólczesnym świecie nie biega się dla sportu. I że duża część publiczności pewnie odnajduje też siebie w tym sposobie życia, w które włączone jest bieganie jako pewna czynność, która po pierwsze nadaje życiu rytm- trochę przed nim zabezpiecza i pozwala jakoś przetrwać dzień. W naszym filmie główny bohater jest wyłączony z rzeczywistości. Żyje na jej obrzeżach. Bieganie jest częścią rutyny, ale jest to też formą daniny za spokój, który sobie wypracował. Za taką "komfortową samotność". Z drugiej strony jest to też swego rodzaju ucieczka przed zbyt blisko rozgrywającymi się wydarzeniami, przed bliskością. A zatrzymanie biegacza, o którym powiedziałeś, to rzeczywiście jest zatrzymanie naszego bohatera. To jest ciekawe, że on się nie chce zatrzymać, a w momencie, gdy musi, to rodzą się jakieś dylematy połączone z agresją. Zatrzymanie grozi śmiercią.

Z mieszkania, w którym pracuję, widzę park. Obserwuję ludzi, kolejne etapy dnia. Rano, czasami bardzo wcześnie wychodzą kobiety z dziećmi i biegacze ,robią okrążenia i dla mnie to jest przygnębiający widok, rytm samotności. Wieczorem jest drugi rzut biegaczy nocnych.

W takim razie Wilhelm - czym jest dla Ciebie biegnie?

WS: Jak biegam rano w niedzielę, to widzę ludzi idących do kościoła i myślę sobie, że to jest trochę taki substytut religii. Ale tak naprawdę dla mnie jest to przede wszystkim ucieczka w przyrodę. Nie lubię pływać na basenie, bo jest zamknięta przestrzeń. Nie biegam po bieżni. Natomiast biegam i jeżdżę na rowerze. I jest to związane z taką percepcją przestrzeni. Ale muszę powiedzieć o pewnej rzeczy. Miałem taką sytuację - biegłem wzdłuż Wisły w Krakowie i kobiecie wywrócił się wózek. Nie było w nim dziecka, bo szło obok, ale wypadły z wózka różne rzeczy. Gdybym normalnie przechodził, to zapytałbym czy pomóc, a nie zrobiłem tego, ponieważ biegłem. Jest to więc trochę takie oddzielenie się od świata rzeczywistego. Ale usprawiedliwienie mam takie, że szedł za nią jakiś mężczyzna, który zaraz jej pomógł.

Wracając do Waszego bohatera. On niekoniecznie szuka kontaktu z przyrodą. Bieg to dla niego forma przemieszczania się - do pracy, do urzędu... Ma to we krwi.

AS: Jest w drodze. Od momentu otrzymania informacji o śmierci matki odbywa samotną podróż. I biegnąc spotyka Obcego. Tym razem musi kogoś spotkać, kto przerwie jego bieg.

Zderza się z rzeczywistością. Mamy człowieka z metropolii, pracującego w korporacji, który musi stawić czoła społeczności małego miasteczka. Zderza się z ich mentalnością podszytą religijnością, konserwatyzmem - czymś, co przed laty zostawił za sobą wyjeżdżając do dużego miasta.

AS: Nie powiedziałabym, że ta religijność związana jest małomiasteczkowością, tylko po prostu z Polską. To nie jest zderzenie dużego miasta z prowincją. Nie powinniśmy robić topografii, tylko mówić o polskiej rzeczywistości i z czego ona się składa.



Mam jednak wrażenie, że ta cała ucieczka i lęk jest dość mocno związany z kulturą miejską. Wrzucacie w tę polską rzeczywistość Obcego - uchodźcę wyciągniętego z plaży na Lampedusie przerzucacie nad Bałtyk. Wydaje mi się jednak, że mimo tej małomiasteczkowości, o której wspominałem, tę legendarną "polską gościnność" prędzej znajdę właśnie z dala od wielkich miast. Bo tu jest ona tylko wówczas, gdy w tym cywilizacyjnym pędzie się to komuś opłaca.

WS: Być może to jest bardzo tanie wyjaśnienie, ale wydaje mi się, że tam gdzie głos Kościoła i księdza jest mocniejszy, tam jednak odrzucenie jest bardziej prawdopodobne. Choć oczywiście jest też trochę tak, że o ile w mieście nasze zachowania kształtować może polityczna poprawność, to tam, gdzie ludzie są bliżej siebie, łatwiej o tzw. dobroć płynącą z serca.

AS: Myśmy wybrali takiego bohatera, który jest nam bardzo bliski. To nasze pokolenie, środowisko. Na ten obraz złożyli się ludzie, których znamy. W mniejszym środowisku zdecydowanie trudniej byłoby mu o tę jego samotność i anonimowość. Trochę też chodziło nam o to, byśmy się przeglądnęli w lustrze. A w lustrze odbijamy się my i Polska.

Ja natomiast nie chciałbym uciec, bo to byłoby z krzywdą dla filmu, w takie proste pojmowanie katolicyzmu.

WS: Tak naprawdę ten katolicyzm i kościół polski jest czymś osobnym od chrześcijaństwa. To bardzo wsobna sytuacja, która służy temu, by pielęgnować status pokrzywdzonego i niedopuszczająca niczego z zewnątrz.

AS: Myślę, ze obecność tematu kościoła katolickiego w naszym filmie jest o tyle uzasadniona, że myśmy próbowali znaleźć powody obcości naszego głównego bohatera i niemożności odnalezienia się tego człowieka, który pojawia przypadkowo na polskim brzegu. Kościół w wielu wypadkach działa w sposób wykluczający. Chcieliśmy pokazać tę stronę polskiego katolicyzmu...

WS:... która jest dominująca i przykra. I która nas dotyka.

AS:
To nie jest kościół, który działa jako wspólnota chętnie przyjmująca obcych. Wydaje mi się, że określenie uchodźców ludźmi obcymi kulturowo brzmi w Polsce jednoznacznie. Że są z innego kręgu religijnego. Obcy kulturowo=niekatolik. Zresztą Rafał Mularz też jest obcy kulturowo- Jest inny - nie sprawdza się w roli syna ani obywatela podzielającego wartości katolickego społeczństwa. Ksiądz, dyrektor ośrodka, świadkowie na procesie reprezentują tę katolicką większość. Jego winą jest inność.

Pokazujecie, że odrzucenie religii, bo przecież główny bohater też nie jest religijny, nie jest drogą do jakiegoś oświecenie. On również reaguje wrogo na pojawienie się Obcego.

AS: Ale to nie jest wrogość tylko bezradność. W wymiarze symbolicznym to morderstwo jest unicestwieniem Obcego, pozbyciem się problemu. Słuchając świadków na procesie czyli tych dobrych obywateli wiesz, że śmierć Obcego nie ma znaczenia. Nie pada żaden zarzut dotyczący zbrodni, to jest jedynie rozmowa o Rafale Mularzu, który nie pasuje do reszty. I w tych oskarżeniech prym wiedzie ksiądz - moralista, aktor z powołania. Jest takie zdanie Alberta Camus, które było dla nas ważną inspiracją: Są społeczeństwa, w których człowiek może zostać skazany na śmierć, bo nie płakał na pogrzebie swojej matki. Rafał Mularz który nie chce brać udziału w grze oznaczającej hipokryzję i kłamstwo. A to kłamstwo jest częścią kościoła katolickiego i gry, którą on prowadzi.



Kiedy zaczynaliście pracę nad tym filmem problem uchodźców nie był jeszcze tak palący, a społeczeństwo tak spolaryzowane. Czy spodziewaliście się, że w tak krótkim okresie nastąpi tak duża eskalacja wojny polsko-polskiej?

WS: Właściwie nie mieliśmy złudzeń.

AS: Trochę jest tak, że polski antysemityzm ma się wspaniale bez Żydów, a islamofobia ma się świetnie bez Muzułmanów. Nietrudno było to przewidzieć, jeśli wiemy, jakie choroby nas toczą. Wszystko zastępujemy słowem lęk, które jest dla nas bardzo usprawiedliwiające. Wciąż jesteśmy jako społeczeństwo zagrożeni. Rozbudzanie tych lęków to jest jak mi się wydaje podstawowy sposób na zarządzanie naszą rzeczywistością i niestety paradoksalnie tylko na lękach potrafimy zbudować jakieś poczucie wspólnoty. Nie ma w tym ani odrobiny nie tylko ludzkiej empatii, ale nawet takiej historyczno-społecznej odpowiedzialności, bo z drugiej strony chętnie wyruszamy w świat, tylko zaprosić nikogo nie chcemy.

WS: Zwłaszcza, że sami wielokrotnie z tego korzystaliśmy. Pochodzimy z południa Polski i tam praktycznie nie ma rodziny, w której by ktoś nie wyemigrował. Dlatego ta rozmowa o tym ilu możemy przyjąć i że nie tych ekonomicznych... Dlaczego? Nas też kiedyś przyjmowano i dzięki temu to życie wygląda inaczej.

A myślicie, że ta polska trauma jest do przepracowania?

WS: Na pewno nie w krótkim czasie... Społeczeństwo obywatelskie nie funkcjonuje.

AS: Takim znakiem czasu jest spalenie kukły Żyda przez nacjonalistów we Wrocławiu w proteście przeciwko uchodźcom. Pomieszanie z poplątaniem, z którego płynie wyłącznie nienawiść do tych, którzy nie są Polakami-katolikami.

A Wy czujecie się Obcy?

WS: Ja czuję się cholernie obcy, ale to jest mój kraj. Moja kraina.

AS: Wili zawsze geograficznie z tego wybrnie. Czujemy się obco, ale chcemy żeby się to zmieniło i żeby obco nie czuły się nasze dzieci.

WS: To jest o tyle dobre, że nie jesteśmy samotni w tej obcości.

Zastanawia mnie dlaczego najbardziej dotykający aktualnych spraw społeczno-politycznych film zrobiliście wy - osoby jakby nie było spoza filmowego środowiska. Z czego bierze się ten wszechobecny eskapizm?

WS: Mamy najmniej do stracenia. Możemy powiedzieć to, co chcemy, bo nie mamy nikogo nad sobą.
Czy kino, a może szerzej - sztuka - ma w ogóle dziś jeszcze siłę, by prowokować jakieś zmiany? Być kamyczkiem, który wywoła lawinę.

AS: Zmiany przecież nadciągają- kiczowaty patriotyzm w historycznym kostiumie, takie są zdaje się nowe wytyczne. Śmieszne i straszne. No i to może być potop. A zupełnie poważnie to myślę, że to wszystko działa jednak mobilizująco. Z drugiej stronyczy nie jest tak, że w kinie, w teatrze przekonani chcą przekonać już przekonanych? Nie powiększa się grono skłonnych do refleksji.

Mówicie w waszym filmie o egoizmie. Wydaje mi się, że wpisuje się w to także, to czym zajmuje się Legalna Kultura, brak poszanowania dla praw autorskich.

WS: To się wiąże z pojęciem cwaniactwa. Jeśli można było coś ukraść, to byłeś cool. To się wiąże z jednej strony z zaradnością, a z drugiej taką nieufnością do władzy, której społeczeństwo nie było
suwerenem. I wydaje mi się, że to się właśnie zmieniło na przestrzeni jednego pokolenia. Obserwując naszego syna, który ma 16 lat...

AS: Dla niego to jest nie do pomyślenia.

WS: To, co do niedawna było zaletą - jakieś wyłganie się, dziś jest raczej powodem do wstydu ale to dotyczy młodszych od nas.


Rozmawiał: Rafał Pawłowski
Fot. Paweł Gardynik



Do góry!