Wpisz e-mail


Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Niech ska zastąpi disco polo

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Niech ska zastąpi disco polo

Niech ska zastąpi disco polo

Alibabki i reggae? W pierwszej chwili brzmi to co najmniej nieprawdopodobnie, jednak to właśnie ten legendarny zespół jest odpowiedzialny za wprowadzenie jamajskich brzmień do Polski. Pół wieku temu! Odkryli to jedni z największych miłośników reggae w Polsce i nakłonili panie do powrotu na scenę. Choć one same uważają, że to nie comeback, a debiut po latach.
"Bardzo dobrze by się stało, gdyby styl ska wyparł disco polo (...). Reggae to ogromnie radosna, porywająca i po prostu dobra muzyka. A artyści, którzy się nią zajmują, są bardzo dobrymi, pogodnymi i życzliwymi ludźmi" – z Alibabkami rozmawiamy o tym, dlaczego warto kontynuować swoje pasje i żyć aktywnie – bez względu na wiek i zmarszczki.



Jak czują się panie w roli pionierek reggae i ska w Polsce?

Wanda Narkiewicz-Jodko: Jesteśmy prekursorkami w Polsce, a podobno nawet w Europie. Powiedziano nam to po 50 latach. Byłyśmy bardzo miło zaskoczone, choć na początku uznałyśmy to za żart. W lutym 2014 temu skontaktował się z nami Janusz „YasMan” Kusz, który uzmysłowił nam, co zrobiłyśmy 50 lat temu.

Anna Dębicka-Czaplicka: Wpadł na to dzięki temu, że pisał antologię dotyczącą reggae w Polsce. Kopał, kopał i się dokopał: 1965 rok, płyta „W rytmach jamaica ska” wydana przez Veriton, cztery utwory.

Agata Dowhań: Prekursorkami zostałyśmy niechcący [śmiech].

Janusz „YasMan” Kusz: W 2008 roku miałem przyjemność redagować trzypłytową składankę. Zaproponowałem, by opowiedzieć na niej historię wpływu jamajskich brzmień na polską muzykę rozrywkową na przestrzeni ostatnich 50 lat. W tym zbiorze znalazły się nagrania nie tylko Alibabek, ale i chociażby zespołu Chochoły. Tam na gitarze grał Andrzej Turski, który później zasłynął jako prowadzący „Panoramy” w Dwójce. Mało kto może kojarzyć, że on też był w pewnym sensie jednym z pionierów muzyki jamajskiej w Polsce. Na płycie „Monte Carlo is Great” zespołu VOX, wydanej w 1981 roku, znalazły się trzy utwory w konwencji reggae. „Mr. No One”, pochodzący z tego wydawnictwa, to według mnie jeden z najpiękniejszych polskich utworów reggae.

Ewa Belina-Brzozowska: Trzeba dodać, że na te cztery piosenki z płyty „W rytmach jamaica ska” składała się jedna oryginalna jamajska kompozycja, do której tekst napisał Marek Dagnan. Pozostali twórcy, którzy pracowali nad tym wydawnictwem, to Mateusz Święcicki, Tadeusz Prejzner, Andrzej Bianusz, nasz kierownik muzyczny Juliusz Loranc i Wojciech Młynarski. Wojtek napisał tekst do „Dykcji dla wszystkich”, która nawet przez jakiś czas gościła na listach przebojów rozgłośni radiowych. Ale, oprócz tej jednej „Dykcji…”, płyta umarła śmiercią naturalną. Wszyscy o niej zapomnieli, może my najmniej, ale na pewno nie miałyśmy jej tak mocno w pamięci.

WNJ: Jednak w 1977 roku, kiedy miałyśmy swój recital na festiwalu w Opolu, zaśpiewałyśmy jedną z piosenek z tej płyty, właśnie „Dykcję dla wszystkich”.

AD:
Ten koncert pod względem repertuaru był skonstruowany nietypowo, nie było w nim przebojów takich jak „Kwiat jednej nocy”, „Jak dobrze mieć sąsiada”, „To ziemia”, czy „Tango zalotne przeleć mnie”, które były często obecne w mediach. Reżyser Andrzej Wasylewski miał założenie, że trzeba pokazać Alibabki od tej mniej znanej strony – a więc wybrałyśmy z nim piosenki mniej popularne, a wartościowe i oryginalne, między innymi „Dykcję...”.

ADCz: Reżyser widowiska chciał, abyśmy w recitalu wykonały zarówno piosenki najwcześniejsze, jak i te z ostatnich lat.

WNJ: Płyta z piosenkami ska została wydana w 1965 roku, a recital odbył się 12 lat później. To, że przyszło nam do głowy, by zaśpiewać na nim właśnie tę piosenkę, oznacza, że gdzieś to ska zapisało się w naszej muzycznej pamięci.


Fot. Marek Karewicz

„W rytmach jamaica ska” było płytowym debiutem zespołu.

EBB: W pierwszym roku naszego zespołowego śpiewania nie posiadałyśmy jeszcze tych umiejętności, które nabywałyśmy z czasem. To były nasze początki. Ta płyta nie była doskonała technicznie, bo przecież możliwości techniczne nagrywania były kompletnie inne, niż w tej chwili. Kompozytorzy i aranżerzy tworzyli ją bazując wyłącznie na wiedzy o muzyce jamajskiej z jednej płyty, która dotarła do Polski do Tadeusza Prejznera drogą nieznaną nam wszystkim …

ADCz: Być może przywiozła ją jakaś stewardessa albo marynarze.

WNJ: Był to czas, kiedy w Polsce jako ewenement na skalę światową odbywał się cykliczny Jazz Jamboree i było to jedyne spotkanie z muzyką ze świata. W organizacji tego festiwalu pomagała głównie ambasada amerykańska. Możliwe, że płyta pojawiła się w Polsce dzięki jej pracownikom. Pytano nas nie raz, kto jest na okładce naszej płyty. Autorem fotografii jest Marek Karewicz. Dotarłyśmy do niego i powiedział nam: Słuchajcie, dziewczyny, wtedy na tym festiwalu była grupa chicagowska i to jest twarz znanego gitarzysty i wokalisty tej grupy - Howlin’ Wolf.

AD: Wcale nie z Jamajki [śmiech].

Podczas Ostróda Reggae Festival w 2015 roku zostały panie uhonorowane za wkład w popularyzację jamajskich brzmień w Polsce. Podczas tej imprezy Janusz YasMan Kusz otrzymał od pań egzemplarz „W rytmach Jamaica ska” w… formie kopii na CD. Powiedziały panie wówczas: Ofiarowujemy Ci naszą prywatną kopię ponieważ oryginał jest niedostępny na rynku. Czy to nie najlepszy znak, że przydałaby się reedycja tego wydawnictwa?

EBB: Płyta rzeczywiście w tej chwili ma status kultowej, ja na przykład jej nie mam. Niełatwo ją dostać. Trzy miesiące temu Radio Łódź zaprosiło nas do studia i tam zrealizowałyśmy zamysł Janusza YasMana Kusza oraz Mirka Dzięciołowskiego [Makena – dop. red.], by nagrać tę płytę jeszcze raz – w nowoczesnej technice, również z naszymi nabytymi przez lata umiejętnościami i doświadczeniem oraz w nowych aranżacjach. Zostały one stworzone przez znakomitych muzyków z zespołu ska-reggae-jazzowego The Bartenders. Oni doskonale wiedzą, jaka jest specyfika muzyki ska i reggae, w związku z tym ich propozycje były autentyczne, wiarygodne, bardzo wzbogacające aranżacje. Nauczyli nas, co to właściwie jest styl reggae, inspirowali nas pomysłami, dali nam wiele wskazówek, które wprowadziłyśmy do naszego śpiewania.

WNJ: Dzięki YasManowi i Makenowi legenda muzyki ska z Jamajki, wokalistka, pani Doreen Shaffer z zespołu The Skatalites, usłyszała naszą wersję piosenki „Wash-Wash-Ska” i, powiem nieskromnie, była zachwycona, że 50 lat temu ktoś to nagrał w Europie. Nawet był taki pomysł, żeby skojarzyć ją z nami, abyśmy mogły razem zaśpiewać w Łodzi. Niestety względy zdrowotne jej na to nie pozwoliły.

EBB: Dostajemy przemiłe sygnały od muzyków i artystów reggae z całego świata, ostatnio na przykład z Włoch. „W rytmach jamaica ska” nabrało niesamowitego światowego wydźwięku.


Fot. Katarzyna Rainka

A co ze słowiańskiego ducha przydaje się w ska i reggae? Jak nasze korzenie mogą wzbogacić tę muzykę?

AD: Ta muzyka jest bardzo pozytywna, komunikatywna i bardzo dobrze by się stało, gdyby styl ska wyparł disco polo, które niestety, przez masy uznane jest za bardzo polskie. Ska jest lekki, łatwy i przyjemny w odbiorze, a jednocześnie wartościowy muzycznie, warto by bardziej przybliżyć ją polskiemu słuchaczowi.

EBB: Wydaje mi się, że muzyka jamajska jest tak inna, że chyba nie ma punktów stycznych z naszą muzyką ludową, etniczną. Na pewno często łączy je radość życia tak charakterystyczna dla każdej muzyki ludowej, bez względu na narodowość.

ADCz: Kujawiak nie jest taki radosny [śmiech]. To raczej taniec z taką nutką nostalgiczną.

EBB: Ale mówię o utworach, które są pogodne.

AD: Obecnie coraz częściej łączy się style muzyczne, wydawałoby się nie do pogodzenia, jak hip-hop z muzyką ludową, jazz z muzyką pop, czy symfoniczną z rockową. Powstaje w ten sposób nowa jakość stylistyczna. Można stworzyć pole do popisu muzykom uprawiającym styl ska, dla spopularyzowania tej muzyki w naszym kraju, właśnie poprzez włączenie polskich akcentów, charakterystycznej harmonii, rytmiki czy melodyki. Widzę w tym szansę na podniesienie poziomu polskiego masowego odbiorcy muzyki rozrywkowej.

WNJ: Nasz kierownik Julek Loranc powierzył napisanie tekstów Młynarskiemu, Dagnanowi i Bianuszowi. Oni wszyscy pisali osobno, nie kontaktowali się, a w każdym tekście jest ska. Bardzo piękne Hej, od Tatr do Gdańska-ska-ska, więc również zabawa tekstem i muzyką to jest clou tej muzyki.

AD: I to jest łącznik z Polakami, bo przecież nazywamy się Kowalska, Borkowska, Grochowska… Polska! [śmiech]

Mirosław „Maken” Dzięciołowski: Związki pomiędzy reggae a Polską są takie, że reggae w swoim rdzeniu nawiązywało do walki wolnościowej, do tego typu historii. Historia Polski jest tak samo trudna i ciężka jak historia Jamajki dla Jamajczyków. U nich było niewolnictwo, u nas zabory i tak dalej. Mamy historyczne punkty wspólne, które powodują, że Polacy interesują się tą muzyką, bo przemawia ona do nich w warstwie ideologicznej. Tak przynajmniej twierdzą ci, którzy tą muzykę do Polski przyprowadzili i ci, którzy jako pierwsi zagraniczni wykonawcy w Polsce ją wykonywali, na przykład Twinkle Brothers, Norman Grant. Są ludzie, którzy tak właśnie podkreślają wspólny wątek łączący Polskę i Jamajkę.



W wywiadzie, którego udzieliły panie Makenowi w listopadzie 2015 roku, padają słowa: Postanowiłyśmy nie występować i tego się trzymamy… Co nam się prawie udaje. Skąd takie postanowienie i co skłoniło, by jednak na tę scenę powrócić?

AD: Przyznaję, że byłam najtwardszym bastionem opozycji, by nie występować. Może dlatego, że jestem bardzo zajętą osobą, pracuję z młodzieżą i dziećmi w Mrągowie i mam mało czasu. Jestem przyzwyczajona – zresztą u Alibabek się chyba najbardziej tego nauczyłam – że trzeba pracować bardzo dokładnie, precyzyjnie. Bałam się, że nie podołam. Ale nie żałuję! To taki świeży oddech. Śmieję się, że to jest nasz debiut po tylu latach, a nie comeback. Poza tym sama się trochę też tak usprawiedliwiam, że teraz jest moda na uniwersytet trzeciego wieku, żeby żyć, cieszyć się, nie wstydzić się swoich zmarszczek i wieku. My też mamy prawo żyć aktywnie i kontynuować swoje pasje. Jeśli jeszcze do czegoś się nadajemy, potrafimy śpiewać, mamy większe doświadczenie niż dawniej, to dlaczego nie? Tym bardziej, że spotykamy się z ogromną sympatią ze strony publiczności.

EBB: Wszystkie wydarzenia, które dzieją się wokół naszego zespołu od mniej więcej trzech lat, dają nam ogromnie dużo przyjemności i satysfakcji. Widzimy bardzo pozytywne reakcje na nasze ostatnie poczynania, zwłaszcza ze strony środowiska miłośników muzyki jamajskiej i czujemy olbrzymią ich wdzięczność i radość za to, co zrobiłyśmy 51 lat temu i cieszy nas, że muzycy podchodzą z olbrzymim szacunkiem do tego, co zrobiłyśmy i co robimy. Zdecydowałyśmy się na realizację pomysłów YasMana i Makena również dlatego, że czujemy iż reggae to ogromnie radosna, porywająca i po prostu dobra muzyka, dlatego powinna być bardziej spopularyzowana. A artyści, którzy się nią zajmują, są bardzo dobrymi, pogodnymi i życzliwymi ludźmi.

WNJ: Agata powiedziała wcześniej, że fajnie, żeby disco polo zniknęło, a nastało ska. Teraz jest szansa, żeby ktoś spełnił to życzenie, wystarczy posłuchać wykonawców, którzy zaśpiewali piosenki z repertuaru Alibabek w rytmie reggae podczas koncertu Męskie Granie w Żywcu.

AD: Bardzo się cieszyłam, że moje dorosłe dzieci mogły zobaczyć mnie na żywo i w kolorze na scenie.

KG: Dzieci i wnuki. Wszyscy przyjechali do Żywca.

AD: Kiedy dzieci były małe, przeważnie nie chciały nas słuchać, bo rówieśnicy krzyczeli za nimi E, Alibabek, Alibabka!, więc nasze pociechy mówiły: Daj spokój, już nie śpiewaj! Dziś zupełnie inaczej na to patrzą, już widzą, że to jednak jest kawałek historii.


Fot. Marek Karewicz

W składzie zespołu było bardzo mało rotacji. Jaki jest sekret, że po tylu latach trzymają się panie razem? Mają może panie jakieś porady, jak pielęgnować przyjaźń?

AD: Dużą zasługę miał nasz kierownik muzyczny Julek Loranc, on scementował cały skład.

WNJ: Możemy się pokłócić, ale za chwileczkę mówimy przepraszam i jest już ok. W naszym zespole mamy dość nietypowy układ. Znajdują się w nim dwie siostry rodzone – Hania i Ewa, dwie cioteczne – Krysia i Sylwia, Agata z odzysku z Partity i ja, Wanda, która znała się z pozostałymi od dziecka, bo śpiewałyśmy razem w chórze, już nie wnikam od jak dawna. Przeżycia z dzieciństwa bardzo cementują, plus do tego oczywiście praca i muzyka.

AD: I harcerstwo, a przede wszystkim domy rodzinne, bo to dało określone wychowanie.

KG: Niezwykle istotne, że nigdy nie było między nami rywalizacji. Każda starała się dać z siebie wszystko to, co najlepsze. Kiedy któraś z nas coś ładnie zaśpiewała to cieszyłyśmy się tak, jakbyśmy to my zaśpiewały tak ładnie.

EBB: Śpiewanie w chórach i harmonii bardzo zawsze nas cieszyło i cieszy, że brzmimy tak, a nie inaczej. Fundamentem naszych relacji jest przyjaźń, a w niej życzliwość i zaufanie.

KG: Dodajmy, że sympatia koleżanki nigdy nie była przedmiotem adoracji innej dziewczyny. Zawsze szanowałyśmy wszystkie związki. Również żaden z kierowników nie miał z nami prywatnych relacji.

ADCz: I finanse. Wszystkie miałyśmy jednakowe honoraria.

EBB: Po równo, czyli jednak, jak w socjalizmie [śmiech].

Jak opisałyby panie relacje Alibabek z Filipinkami?

ADCz: Jesteśmy w dobrych stosunkach. Nigdy nie było między nami rywalizacji. Zawsze byłyśmy przyjaźnie nastawione, zresztą z ich strony też nie odczuwałyśmy żadnej niechęci.

EBB: Powstały troszeczkę wcześniej. Kiedy my zaczęłyśmy śpiewać, one były już bardzo znane. Jakoś tak się złożyło, że w momencie wzrostu naszej popularności, ich zaczęła troszkę przygasać. Nie wiem, z czego to wynikało, może z mniejszej intensywności działań artystycznych. W każdym razie nie miałyśmy ani towarzyskich, ani estradowych wspólnych przedsięwzięć. Dopiero po latach nawiązałyśmy bardzo miły i życzliwy kontakt.

WNJ: Jesteśmy razem w organizacji SAWP [Stowarzyszenie Artystów Wykonawców Utworów Muzycznych i Słowno-Muzycznych – dop. red.], która zrzesza artystów.


fot. D. Kramski

Co zrobić, by ludziom zależało na zdobywaniu dóbr kultury z legalnych źródeł? Kiedyś, by zdobyć jakąś płytę, trzeba było się czasem nieźle nakombinować, o czym świadczy chociażby historia z jamajskim wydawnictwem, która trafiła do pań w latach ’60. Teraz wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a piractwo…

[razem]: …kwitnie.

WNJ: Powstały organizacje zbiorowego zarządzania, między innymi SAWP, organizacja, do której my należymy, udzielamy się. Uzmysławiamy naszym kolegom artystom, jakie mamy prawa, co nam dała ustawa z 1994 roku [o prawie autorskim i prawach pokrewnych – dop. red.]. Myślę, że trzeba wszystkim odbiorcom dóbr kultury uświadomić, że każda działalność ludzi sztuki ma wartość artystyczną, za którą twórcom należą się tantiemy, a za każdorazowe wykorzystanie ich dzieł wykorzystujący winien uiścić opłatę. To są jakieś groszowe, symboliczne kwoty, ale dobrze jest mówić innym, na czym to polega.

KG: Wydaje mi się, że prawo nie do końca dobrze działa.

ADCz: A to jest nasza ciężka praca.

EBB: Poprawę sytuacji uzyskamy tylko i wyłącznie poprzez propagowanie informacji o tym, co gwarantuje nam ustawa. Uświadamianie ludziom na najbardziej prostych i czytelnych przykładach, że coś, co jest nasze, jest naszą własnością i jeśli ktoś z niej korzysta, to powinien za tę rzecz uiścić należność każdemu, kto daną własnością dysponuje. My sprzedajemy swoje piosenki. Ktoś sprzedaje meble, książki, sprzedaje własną wiedzę, kiedy buduje most. To jest dorobek każdego z nas: artysty, inżyniera, prawnika, urzędnika, bo każdy z nich sprzedaje swój czas oraz umiejętności.

ADCz: Architekt stawiając każdą kreskę wie, jak i gdzie tę kreskę postawić.

AD: Na szczęście w internecie są już pewne systemy, dzięki którym za niedużą opłatą można kupić piosenkę.

Jakiej muzyki słuchają panie obecnie?

AD: Ja słucham starych rzeczy, ponadczasowych. Kocham zespół The Singers Unlimited, bardzo lubię zespołowe, harmoniczne śpiewanie. Z solistów na pierwszym miejscu mojej play listy jest Stevie Wonder, to jest mój ukochany wykonawca.

EBB: Mamy podobne gusta muzyczne, to też nas łączy. Jeśli chodzi o mnie to słucham między innymi Astrud Gilberto, The Supremes, moją ukochaną Dionne Warwick oraz Whitney Houston i Michaela Jacksona – strasznie szkoda, że nie ma ich już z nami.

ADCz: Uwielbiamy bossa novy, a ja szczególnie Sergio Mendesa oraz big bandy, zwłaszcza Glenna Millera.

WNJ: Podpisuję się pod wyborami koleżanek.

KG: Ja i Hania do tej pory śpiewamy w chórze mieszanym, bo kochamy niebanalną harmonię, muzykę poważną i skomplikowane brzmienia utworów sakralnych. Dajemy wtedy z siebie wszystko co możemy.

Rozmawiała: Paulina Grabska




Do góry!