Wpisz e-mail


Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Nie lubię określenia YouTuber

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Nie lubię określenia YouTuber

Nie lubię określenia YouTuber

Naprawdę nazywa się Cezary Nowak. Urodził się w Gliwicach trzydzieści lat temu. Od tamtej pory (z małymi przerwami) brzdąka, stuka, buczy, huczy i wyje! Od 2009 roku swoją twórczość publikuje w Internecie. Do tej pory na kanałach You Tube „CeZik” oraz „KlejNuty” opublikował kilkadziesiąt filmów. Najpopularniejsze zostały wyświetlone kilkanaście milionów razy. Łącznie materiały CeZika doczekały się ponad 150 000 000 odsłon, co sprawia, że artysta jest jednym z najpopularniejszych polskich twórców działających w Sieci.


Czym dla Ciebie jest internet i jak go odkryłeś?

Internet odkryłem, gdy byłem w liceum. Około 2000 roku, kiedy okazało się, że oprócz rozmów telefonicznych można podłączyć modem do komputera, wpisać hasło "pppppp", poczekać jakieś dwie minuty i połączyć się z internetem. Wtedy w tym internecie wiele nie było. Używałem go głównie do wysyłania maili, korzystania z gadu-gadu i do pierwszego serwisu społecznościowego, jakim było grono.net - taki polski Facebook tamtych czasów. I nawet mi się to podobało, że tak mogę się komunikować ze światem. Oczywiście było to dość irytujące, że muszę się łączyć za każdym razem, ale nie wiedziałem, że są inne opcje, nie byłem więc specjalnie załamany. Później pojawiło się stałe łącze i dopiero zaczęła się zabawa z internetem. Równocześnie siec zaczęła się też rozwijać. Było coraz więcej stron i okazało się, że nie muszę na przykład oglądać telewizji, tylko wszystko mam w tym internecie.

W końcu okazało się, że nie trzeba przynosić filmików na płytkach od kolegów, bo są dostępne on-line. I mogę je oglądać w dowolnym momencie. W ten sposób odkryłem YouTube'a. A jak go odkryłem, to od razu pomyślałem, że czemu miałbym nie skorzystać z tych wspaniałych możliwości, które oferuje i sam czegoś tam nie zamieścić. Szczególnie, że gdy oglądałem polskie materiały, to widziałem, że jest duże pole do popisu, bo nie ma tam czegoś, co miałoby jakąś dużą wartość artystyczną. I zacząłem kombinować, jak zagarnąć tę niszę. Zacząłem nagrywać jakieś filmiki i internet okazał się bardzo fajną platformą do promocji samego siebie. Im dłużej w w sieci siedzę, tym ona się bardziej rozwija i konkurencja jest coraz większa. A ja sobie tak jakoś swoim tempem cały czas działam. I cieszę się, że tak jest.

A jakie były te Twoje pierwsze nagrania? Rozumiem, że to jeszcze zanim stałeś się "tym" CeZikiem?

Właściwie to zanim wrzuciłem coś już jako CeZik, to wcześniej zamieściłem w sieci tylko jeden filmik. Był on dość idiotyczny. Robiłem taki lipsing pod piosenkę Queen "Bohemian Rapsody" przez trzy minuty. Nic tam się nie działo. Tylko moja twarz ze słuchawkami i ja udający, że śpiewam. I wrzuciłem to gdzieś tam, tylko to jeszcze nie był YouTube, ale Google Videos. I całe szczęście, bo teraz pewnie nadal by to gdzieś jeszcze było, a tak Google Videos scalił się z YouTubem i te wszystkie filmiki przepadły. Mówi się, że w internecie nic nie ginie, a tu na szczęście zginęło (śmiech). Później były już te pierwsze moje filmiki pod pseudonimem. Nie były to rzeczy najwyższej klasy. Kamery nie miałem, więc pożyczyłem. Mikrofonu użyłem takiego komputerowego – do ręki z kablem, taki za 30 złotych. Najtańszy. Włączyłem lampę sufitową, bo myślałem, że takie pokojowe światło wystarczy. I nagrałem. Z czasem, robiąc kolejne filmiki, dowiadywałem się o technikach. Że statyw można mieć, kamerę na kartę SD a nie na taśmę, że można użyć dodatkowe lampy, że istnieją parasolki rozpraszające itd. Uczyłem się montować. To była fajna przygoda poznawać te wszystkie techniki i widzieć efekt. Zacząłem trochę eksperymentować, szukać nowych pomysłów na to, co mógłbym nagrać i jakoś to się toczy od tamtej pory.



YouTube okazał się dla Ciebie kopalnią pomysłów...

Zdecydowanie. YouTube jest platformą, gdzie jeśli się dobrze poszuka, to można odnaleźć świetne inspiracje. Zobaczyć, jak to działa nie w Polsce, ale za oceanem, gdzie ten YouTube o wiele wcześniej zaczął być eksplorowany, a ludzie zaczęli się promować. Najczęściej jest tak, że to, co staje się popularne za oceanem, trafia później do nas i w polskiej wersji też bardzo często odnosi sukces. Też znalazłem tam wiele rzeczy wartych wykorzystania. Oczywiście YouTube jest też składowiskiem mnóstwa rzeczy, które nie są inspirujące i trzeba się przez nie przekopywać, ale generalnie jest bardzo wartościową biblioteką wideo.

Kiedy myślę o inspiracjach w Twoim przypadku, to od razu przypomina mi się utwór "Od tyłu i klasycznie", w którym dokonujesz niezwykłego remiksu polskich utworów śpiewając je "od tyłu". Pamiętam, że widziałem coś podobnego w języku angielskim. Te inspiracje bywają więc czasami wyraźne.

Bardzo wyraźne. Zawsze staram się zaznaczyć, że jeśli utwór powstał w oparciu o pomysł z innego klipu, to piszę na dole, gdzie można zobaczyć oryginalne wideo i sprawdzić, co mnie zainspirowało. Generalnie kultura, moim zdaniem, żyje z inspiracji tym, co już powstało. Jest bardzo wiele rzeczy, które wydają się oryginalne, a jeśli pogrzebiemy, okazuje się, że coś takiego już było, tylko w innej formie. Ale dopiero ta forma „wystrzeliła” i zdobyła popularność. Myślę, że bardzo ciężko stworzyć dziś coś zupełnie oryginalnego, od zera.

Poza tym, że Internet jest dla Ciebie źródłem inspiracji i promocji, to do czego jeszcze używasz sieci?

Prywatnie używam Internetu do marnowania czasu (śmiech). Niestety. Choć staram się ostatnio od tego odchodzić. Zacząłem na powrót czytać książki. Siedziałem nad Internetem, przewijałem Facebooka i uznałem nagle, że to idiotyczne zajęcie. I postanowiłem trochę wrócić do korzeni. Siąść i nie być w Internecie przez chwilę. Bardzo sobie cenię ten czas, bo myślę, że wzbogacam się jeśli chodzi o wiedzę. Myślę jednak, że Internet w dużej mierze jest zły. Jeden z moich ulubionych komików Louis C.K. twierdzi, że Internet oducza empatii, ponieważ ludzie siedzą, patrzą w telefon zamiast sobie w oczy i w ogóle się ze sobą nie kontaktują. I przez to relacje międzyludzkie są zachwiane. I ja się z nim zgadzam. To jest złe. Co prawda nie rzuciłem się w wir spotkań towarzyskich, tylko się odciąłem i zagłębiłem sam w siebie. Ale to z pewnością jest lepsze niż siedzenie w Internecie i nierobienie nic konkretnego. A jak już robię coś konkretnego, to staram się robić takie rzeczy, jak szukanie informacji bieżących: Onet, Interia, WP, Gazeta.pl itd. Sprawdzanie, co się dzieje na świecie, szukanie inspirujących materiałów na YouTubie, Facebooku... Staram się wykorzystywać ten czas sensownie, by coś z tego wyciągnąć.



Miałeś poczucie, że jesteś uzależniony od netu?

Tak. Szczególnie, jak się kładłem spać, bo nie kładłem się spać do łóżka, tylko do Internetu. Miałem telefon przy sobie. Kładłem się na boku i lecimy dalej... nie przerywamy tego procesu, tylko zasypiamy w Internecie. To był dla mnie taki punkt, gdy zrozumiałem, że to siedzenie non stop w necie jest chore. Myśli się, że to niby takie błahe uzależnienie, bo wszyscy tak mają. Może nie jest tak szkodliwe jak alkoholizm, ale jednak jest złe. Poczułem, że mi to grozi i postanowiłem trochę się zdystansować.

A jak wygląda Twoja praca w sieci? Proces twórczy - od pomysłu do premiery klipu CeZika.

Wygląda to bardzo różnie, przy każdym klipie inaczej. Te moje rzeczy są jednak dość zróżnicowane. Jedne są oparte o wykorzystanie materiałów cudzych – to zmiksowanie i przerobienie ich. Inne przygotowuję w oparciu o oryginalne rzeczy, które muszę nagrać od zera. Ten proces zależy więc od skomplikowania materiałów, które chcę zmiksować i nagrać na kamerze sam. Ciężko to uśrednić, ale miesiąc to minimum, żeby coś nagrać. Ale dochodzi do tego jeszcze cały proces wymyślania i uznania, że to się w ogóle nadaje do realizacji. Trwa to długo i rzadko uznaję, że to jest właśnie ten pomysł, który się spodoba. Częściej stwierdzam, że wymyśliłem coś, co jest byle jakie i nie warto się tym zajmować. Mnóstwo rzeczy odrzucam. I dlatego tych moich klipów nie jest wcale dużo.

Te pierwsze Twoje klipy, zrodzone z pasji i zajawki, powstawały w czasie wolnym. Dzisiaj jesteś profesjonalnym YouTuberem.

Nie lubię określenia YouTuber, bo kojarzy mi się zaraz z osobami, które wrzucają wszystko, co im ślina na kamerę przyniesie. Nie bardzo wpisuję się w ten trend, choć oczywiście głównie używam YouTube'a. Dzisiaj jest on jednak dla mnie tak naprawdę narzędziem do tego, żeby wyjść do ludzi i grać koncerty na żywo. Stały się one dla mnie głównym źródłem utrzymania i twórczości.



Kiedy nastąpił ten moment, że z kolesia z YouTube'a stałeś się muzykiem koncertowym?

Spotkałem się z Czesławem Mozilem znanym jako Czesław Śpiewa, który powiedział mi, że Internet jest fajny, ale wszystko polega na tym, by wyjść do ludzi i grać. Że to jest podstawa. Posłuchałem go grzecznie, a on zasugerował mi kogoś, z kim mógłbym współpracować. To było trzy czy cztery lata temu i od tamtej pory gramy. I dobrze, że tak się stało, bo zagrałem mnóstwo koncertów i wiele mi one dały.

Czy zetknięcie z żywą publicznością sprawiło, że w jakiś sposób zweryfikowałeś myślenie o odbiorcy? Czy tworząc do sieci zastanawiałeś się, kto jest Twoim widzem? I czy pokryło się to z rzeczywistością?

Trochę się nawet pokryło. Na początku w sieci byłem bardzo podekscytowany. Czytałem wszystkie komentarze, sprawdzałem kto to lubi, zastanawiałem się, co to są za ludzie i czy ich kiedyś poznam. Gdy zacząłem koncertować, miałem wizję ludzi, którzy przyjdą. Że będą wiedzieć na co przyszli, są zainteresowani tym, co robię i będą czerpać radość z tego, co usłyszą. I będzie to dla nich rozrywka wyższych lotów. I rzeczywiście tak ich jakoś odbieram. Są autentycznie ucieszeni faktem tego przeżycia koncertowego i tego, że później możemy zamienić kilka słów. Bardzo sobie cenię te spotkania.

Na YouTubie odsłony Twoich klipów liczone są w milionach wyświetleń. Ale ile osób przychodzi na CeZika na żywo?

Nie gram koncertów większych niż na 250 osób z uwagi na to, że te występy mają strukturę kameralną. Muszą być w zamkniętym miejscu, gdzie jest ciemno i mogę operować ekranem, kamerami, które działają na żywo... Większa przestrzeń i publiczność nie miałaby więc specjalnie sensu. Na koncerty przychodzi od 50 do 250 osób. Na całe szczęście większość występów wyprzedaje się w całości. To utwierdza mnie w przekonaniu, że warto to robić. Nie jestem natomiast gwiazdą formatu Bajmu czy Budki Suflera i zdaję sobie z tego sprawę.



Jesteś osobą, która korzysta z sieci jako twórca i jako odbiorca. Jaki jest Twój stosunek do piractwa i tego, że ludzie sięgają po cudzą twórczość nie płacąc za nią.

To pewna ułomność Internetu, że to, co do niego trafia, bardzo łatwo można sobie przywłaszczyć i udostępniać dalej. Ale muszę być absolutnie szczery i nie ściemniać. Serialu "Gra o tron" nie oglądam w telewizji, tylko bezczelnie ściągam. I tak robię z wieloma rzeczami, pomijając muzykę. Bo muzyki słucham głównie z YouTube'a, gdzie ona jest udostępniona najczęściej przez samego artystę. Natomiast jeżeli chodzi o treści filmowe, to zdarza mi się korzystać z tego, że są one udostępnione za darmo. Jestem takim biernym piratem korzystającym z tego, że ktoś coś w tej sieci udostępnił. Gdyby nagle się okazało, że nie można tego robić, to ja bym to przyjął, ale póki co to nie działa, bo w miejsce jednej zlikwidowanej strony powstaje dziesięć nowych. Natomiast, gdy tylko mogę, staram się korzystać z treści udostępnianych legalnie. Tylko, że to nie jest takie proste. Niedawno wszedł do Polski Netflix i od razu wykupiłem subskrypcję. Zacząłem szukać rzeczy, które do tej pory oglądałem ściągając i okazało się, że w tej polskiej wersji mało co jest. Gdyby więc była oferta rzeczy, które oglądam z polskimi napisami i którą mogę wykupić, to bardzo chętnie bym to robił. Podane na talerzu, w świetnej jakości. Tak jest w Stanach. Natomiast na VoD oglądam dużo polskich filmów, które są oficjalnie dostępne i jestem zwolennikiem takich rozwiązań.

Kiedy zobaczymy i usłyszymy coś nowego CeZika?

Następuje we mnie teraz jakaś taka przemiana artystyczna. Uznałem, że to, co zrobiłem ostatnio w Internecie, spotyka się z pozytywnym odbiorem, ale ilość wyświetleń nie jest dla mnie satysfakcjonująca. Co oczywiście wiąże się z mniejszą gratyfikacją finansową. Zacząłem więc myśleć mniej internetowo. Nad wydaniem czegoś w formie płytowej. Ale wydanie albumu nie jest takie łatwe. Zacząłem się zastanawiać, co to miałaby być za płyta? W stylu bardziej śmiesznym czy poważnym? Nie doszedłem jeszcze do ostatecznych wniosków, ale na pewno będą to treści bardziej piosenkowe. Dodatkowo pracuję też nad repertuarem dziecięcym, by stworzyć coś dla najmłodszego widza, bo sprawia mi to dużo radości.

Nie boisz się, że jeśli wydasz płytę, to staniesz się ofiarą piratów?

Mam świadomość, że płyta będzie piracona i że nie będę miał na to wpływu. I zastanawiam się, czy nie zrobić podobnie jak Radiohead i nie udostępnić jej w sieci na zasadzie: bierzcie i zapłaćcie, ile chcecie. Liczę na to, że związana z płytą trasa koncertowa będzie tym, co zabezpieczy kwestie finansowe. A płyta będzie po prostu promocją koncertów.


Rozmawiał: Rafał Pawłowski
Fot. Szymon Szczęśniak


© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.



Do góry!