Wpisz e-mail


Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Czarodziejska góra: Lekcja survivalu od Don Kichota

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Czarodziejska góra: Lekcja survivalu od Don Kichota

Czarodziejska góra: Lekcja survivalu od Don Kichota

Do Polski przyciągnęła ją tragedia, która kilka lat temu wydarzyła się w krakowskim więzieniu. Poświęcony śmierci rumuńskiego emigranta Claudio Crulica animowany dokument "Droga na drugą stronę" przyniósł jej Nagrodę Specjalną Jury w Gdyni i Grand Prix Festiwalu Filmów Animowanych w Annecy, a kolejne wizyty nad Wisłą przekuły się w pomysł na następny film "Czarodziejską górę" - szerzej nieznaną historię Polaka, który walczył z Rosjanami w Afganistanie. Z Ancą Damian rozmawiamy o romantyzmie, poświęceniu i... Koziołku Matołku.



Jak to się stało że Ty, reżyserka z Rumunii sięgnęłaś po historię Jacka Winklera - polskiego emigranta, bojownika o wolność Afganistanu, człowieka w Polsce praktycznie nieznanego? Czym Cię zafascynował?


Żyjemy w takich czasach, gdzie narodowość nie odgrywa aż tak wielkiej roli. Wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni i nie mam tu do końca na myśli globalizacji, lecz pewien rodzaj wspólnoty w takim pozytywnym sensie. Ty urodziłeś się w Polsce, ja w Rumunii, ale między nami nie ma muru. Jest za to pewien rodzaj humanistycznej energii. Z Polską zetknęłam się po raz pierwszy kręcąc film "Droga na drugą stronę" i wówczas usłyszałam historię Jacka Winklera - Polaka, który najpierw wyemigrował do Francji, a potem wziął udział w wojnie w Afganistanie. Ujął mnie romantyzm tej historii współczesnego Don Kichota, który gotów jest umrzeć, by zmienić świat. Jakiś czas później byłam we Francji i udało mi się nawiązać kontakt z córką Jacka - Anią. Pokazałam jej "Drogę na drugą stronę" i powiedziałam, że jeśli się zgodzi, to chętnie zrobię film o jej ojcu.

Miała jakieś oczekiwania względem filmu?


Uzgodniliśmy, że będę miała wolną rękę. Ale Ania miała oczywiście swoją wizję ojca, który dla niej cały czas jest kimś w rodzaju nieulęknionego rycerza na białym koniu. Kiedy zobaczyła pierwsze animacje, mówiła, że "mój ojciec miał przecież więcej włosów" itp. Ale ponieważ miałyśmy zgodę co do ogólnego kierunku filmu, to w tym momencie po prostu musiałam się trochę odsunąć i przestać pokazywać jej postępy prac z nadzieją, że zaakceptuje ostateczny efekt.



A pomysł na narrację, w której ojciec opowiada córce swoją historię?

To był od początku mój pomysł na tę historię. W "Drodze na drugą stronę" opowiadałam pełną emocji historię prostego człowieka, postać i historia Jacka Winklera była zdecydowanie obarczona większym bagażem intelektualnym. Musiałam więc poszukać dla niej formy, która pozwoliłaby również nacechować ją emocjonalnie. Jego relacja z córką wydała mi się tu najwłaściwszą formą. Stąd taka forma dialogu - lekcji survivalu, której ojciec udziela swojej córce, w której wykorzystaliśmy listy i zapiski Jacka.

Ania widziała już film?

Tak. Zarówno ona, jak i jej mama Maria widzały film i bardzo im się podobał.

Wracając jeszcze do formuły filmu. Kiedy go oglądałem zaskoczyło mnie, że taką historię opowiadasz niejako w formie baśni. Zastanawia mnie, o jakim widzu myślałaś decydując się na taką narrację?

O młodym, a także o dorosłych. Ale przede wszystkim o nastolatkach.

Twój poprzedni film "Droga na drugą stronę" operował jednym, dość prostym rodzajem animacji. W "Czarodziejskiej górze" kolejne elementy opowieści konstruujesz korzystając z różnych rodzajów estetyki.

Wizualna forma jest tu ściśle związana w historią. Opowieść o Cruliku była dużo prostsza, zaś historia Winklera jest zdecydowanie bardziej epicka. Stąd też plastycznie musi dziać się w niej o wiele więcej. Konstruując ją korzystałam także m.in. z rysunków Jacka, ale również czerpałam np. z afgańskiej sztuki ludowej, a także po prostu z historii sztuki i kina. Polscy widzowie dostrzegą zresztą z pewnością moje nawiązania choćby do filmów Andrzeja Wajdy czy też animacji Jana Lenicy. Ale mogłabym w gronie inspiracji wymienić też Coppolę czy Rene Claire'a. Ma to jednak znaczenie drugorzędne. Jeśli je dostrzegasz to fajnie, ale nie ma to znaczenia dla samej historii.



Jak technicznie udało Ci się zapanować nad taką różnorodnością?

Kiedy miałam gotowy scenariusz, usiadłam nad nim z odpowiedzialnym za animacje Theodorem Ushevem i stworzyliśmy storyboard, w którym określiliśmy ostateczny wizualny kształt filmu. Następnie trafił on do trzech studiów animacji - dwóch w Rumuni i jednego w Polsce. Ze strony polskiej za animację odpowiadał niezwykle uzdolniony Tomek Ducki i jego team z krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. To właśnie oni odpowiadali m.in. za całą afgańską część filmu.

Jak dugo trwały prace?

Należę do osób, które pracują dość szybko. Produkcja "Czarodziejskiej góry" trwała około roku, co jak na pełnometrażowy film animowany nie wydaje mi się specjalnie długim okresem.

Wspomniałaś o nawiązaniach do polskiego kina. Jest w filmie scena zaczerpnięta z "Popiołu i diamentu" Andrzeja Wajdy. Dobrze znasz polskie kino?

Całkiem dobrze. Kiedy byłam w szkole filmowej, oglądałam filmy Wajdy, Zanussiego, Kieślowskiego. Tego ostatniego uważam za swojego mistrza. Naprawdę kocham jego filmy, bowiem są bardzo bliskie temu, jak ja postrzegam kino.

Wśród tych wszystkich nawiązań jest jeszcze jedno, dość nietypowe. Odwołujesz się do... Koziołka Matołka.

Wśród materiałów, które przeglądałam przygotowując scenariusz filmu, była transkrypcja rozmowy z Jackiem Winklerem, w której powiedział on, że gdyby miał wskazać jakąś bliską mu postać byłby to właśnie Koziołek Matołek - gdyż podobnie jak on, jest pełen dobrych intencji, lecz często postępuje nieroztropnie. To pięknie oddaje jego inteligencję i dystans do samego siebie.

Tytuł filmu zaczerpnęłaś z twórczości Tomasza Manna. Czy to znaczy, że Winkler dla Ciebie jest podobny również do jej bohatera Hansa Castropa?

To odrobinę komiczna sytuacja, bowiem "Czarodziejska góra" była początkowo tylko tytułem roboczym. Kiedy przystępowałam do prac nad scenariuszem, strasznie fascynował mnie moment śmierci Winklera. To, że umarł gdzieś pomiędzy niebem a ziemią. Co natychmiast skojarzyło mi się z Mannem. Pomyślałam, że zatytułuję scenariusz "Czarodziejska góra" a potem zmienię, jeśli przyjdzie mi do głowy coś lepszego.

To interesujący tytuł, bo przecież Winkler kochał góry.

Tak. Poza tym góry stanowią bardzo mocny symbol życiowej próby, czegoś, z czym musisz się zmierzyć. Robiąc reaserch do filmu pojechałam zresztą do Afganistanu. Rozmawiałam z ludźmi, którzy go znali. Wędrowałam górskimi szlakami, które przemierzał Jacek. Byłam w jaskiniach, w których nocował.



Winkler był zdeklarowanym antykomunistą. Poświęcił życie na walkę z Sowietami. W końcówce filmu pokazujesz Afganistan przejęty przez talibów i wydarzenia z 11 września 2011. Zastanawia mnie z kim Winkler walczyłby dziś, gdyby nadal żył.

Jacek zmarł na kilka miesięcy po 11 września. Wydaje mi się, że w jakiś sposób jego śmierć była sygnałem, że nie wie już kto jest wrogiem. Świat się zmienił, a on, jak każdy romantyk, potrzebował mieć jasno określone co jest białe, a co czarne. Miał jasno określoną wizję świata, o który walczył.

"Czarodziejska góra" to drugi film z zaplanowanej przez Ciebie dokumentalnej trylogii.

Tym, co mnie fascynuje w historii Crulica z "Drogi na drugą stronę" i historii Winklera, jest moment, w którym człowiek stwierdza, że gotów jest poświęcić swoje życie w imię tego, o co walczy. Do tego grona można zaliczyć też bohaterkę mojego kolejnego filmu. To Malala - nagrodzona Pokojową Nagrodą Nobla pakistańska nastolatka postrzelona przez Talibów za walkę o prawo kobiet do edukacji. Scenariusz mam już gotowy.

Rozmawiał: Rafał Pawłowski
Fot. materiały prasowe


© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.



Do góry!